3 miesiące z Hairvity + plan na najbliższy kwartał.

hairvity

Pierwszy kwartał nowego roku już za nami. Pora roku nieśmiało zmieniła się ze śnieżnej zimy, w pachnącą świeżością wiosnę. Nastał nareszcie mój ulubiony czas w ciągu całego roku, teraz tylko powoli rozkręca się na całego 🙂

W związku z tym, że pierwsze trzy miesiące roku minęły, czas więc na pierwsze rozliczenie się z noworocznego planu pielęgnacji. Pisałam w nim, że mam tylko trzy postanowienia: zagęszczenie kosmyków, zapuszczenie ich przynajmniej do połowy pleców i odpowiednie zadbanie o rozjaśnioną część włosów.

Hairvity.

Pomocnikiem w realizacji pierwszych dwóch punktów miało być Hairvity – nutrikosmetyk, który otrzymałam w ramach współpracy z marką. Zwracając uwagę na skład produktu, spodziewałam się naprawdę powalających efektów: kolagen, biotyna, siarka, witaminy z grupy B, C, A i D, l-cysteina, żelazo czy wyciąg ze skrzypu polnego.

Suplement to dość duże, trudne do połknięcia tabletki. Dodatkowo, zarówno ich smak, jak i zapach nie ułatwiały sprawy: intensywne, mało przyjemne (żeby nie powiedzieć, że śmierdzący…;)). Po każdym połknięciu dobre pół godziny czułam posmak w ustach.

Po 3 miesiącach regularnego zażywania tabletek 2 razy dziennie przeżyłam niestety małe rozczarowanie:

  • wzrost włosów: w trakcie trwania kuracji kosmyki urosły jedynie o 3,5-4 cm. To naprawdę niewiele, skoro po ostatniej kuracji Biotebalem ich miesięczny przyrost wynosił 2,5-3 cm!
  • zagęszczanie: i w tej kwestii specyfik nie dał rady mi pomóc. O ile przez pierwsze 2 miesiące włosy rzeczywiście się wzmocniły i nie wypadały, o tyle w ostatnich tygodniach nadrobiły zaległości. Wszystko za sprawą tego, że na początku marca skończyłam stosować wcierkę Orientany – wniosek więc oczywisty, że to właśnie ona przyczyniła się do zahamowania wypadających kosmyków. Jedyne, w czym Hairvity rzeczywiście pomogło, to „produkcja” baby hair, które dzięki łączonej kuracji są teraz na różnych długościach.

porownanie

Aktualny stan włosów.

W tej chwili to, co dzieje się na mojej głowie mogę opisać jednym słowem: bunt. Nie wiem, czy wynika to z przejściowości pory roku, czy z faktu, że dopiero teraz kosmyki zdały sobie sprawę z grudniowego rozjaśniania, ale od kilku tygodni toczę (jak na razie bezowocną) walkę o poprawę ich kondycji. O ile nie dziwi mnie, że rozjaśniona partia pukli często się puszy, przy okazji eksponując na całej swojej długości poszarpane, uszkodzone koloryzacją końcówki, o tyle stan kosmyków u nasady jest sporym zaskoczeniem. Nigdy nie miałam problemów z przetłuszczającą się skórą głowy, a włosy mogłam myć co 2-3 dni. Teraz z kolei już na drugi dzień pukle wyglądają bardzo nieświeżo, przez co częściej zdarza mi się stosować suche szampony. To, jak włosy wyglądają zupełnie „nago” pokażę już za kilka dni – mam bowiem w planach wziąć udział w Naked Hair Challange, zapoczątkowanym przez Gosię z bloga Porady Herbaty.

Plan na najbliższe miesiące.

Kiedy Anwen zorganizowała wspólną akcję „30 dni dla pięknych włosów”, bez wahania zgłosiłam swój udział. Mimo, że wcześniej nie miałam problemów z systematycznością w pielęgnacji, uznałam, że dodatkowa motywacja i tak się przyda 😉

kwiecien1

Minimalizm. Skoro włosy wykazują wszelkie objawy prze-odżywienia, zdecydowałam się na zminimalizowaną pielęgnację. O wiele częściej korzystać chcę z lekkich odżywek, z kolei treściwe maski i olejowanie stosować jedynie raz w tygodniu.

Suplementacja. Tak, jak postanowiłam na początku roku, cały czas regularnie piję olej. Ostatnio znalazłam nawet nowy sposób na przyjmowanie go: jedną łyżkę wybranego oleju dodaję do owocowo-warzywnych smoothie, dzięki czemu jego smak i konsystencja całkowicie się „chowają:. Zupełną nowością w mojej diecie stają się z kolei drożdże. Nigdy wcześniej nie stosowałam ich w formie wspomagaczy na włosy. Póki co działam ostrożnie, bo ¼ kostki piję co drugi dzień.

Stymulacja porostu i zagęszczanie. Po długiej przerwie postanowiłam wrócić do codziennego wcierania Jantara. O ile kiedyś produkt zdecydowanie wydłużał świeżość kosmyków, teraz – póki co – włosy u nasady wydają się szybciej przetłuszczać (jest to chyba kolejnym dowodem na aktualny włosowy kryzys). Do łask wróciła także biotynowa wersja maski Schwarzkopf – przed każdym myciem nakładam ją na skórę głowy i pozostawiam na min. 30 minut.

kwiecien2

A jak u Was z realizacją noworocznych postanowień? Działacie? 😉

8 komentarzy

  1. Drożdże u mnie działały jak złoto. Żaden inny wspomagacz nie dał mi takiego przyrostu. Eksperymentowałam jeszcze z daktarinem i zajął drugie miejsce. Szkoda, że te metody są takie uciążliwe :/

  2. Twój plan jest niezwykle rzeczowy i kompleksowy 😀 Powodzenia zatem! I mówiąc szczerze podziwiam, że robisz dla włosów tak dużo 😀 Picie oleju czy drożdży zupełnie przekracza moje możliwości, podobnie łykanie tych ogromnych tablet Hairvity. Ale i tak cieszyłabym się na Twoim miejscu, że włosy jednak rosną trochę szybciej niż pzy Biotebalu 😉

    1. Ale właśnie nie! Przy Biotebalu rosły szybciej, bo 2,5-3 cm w miesiąc! Przy Hairvity – przez całą kurację urosły te niecałe 4 cm…;)

  3. Ja muszę obecnie przede wszystkim skupić się na nawilżeniu włosów. Niestety są w tragicznym stanie 🙁 Czy znasz jakiś specyfik który pomógłby na przesuszone włosy?

    1. Dziękuję – to bardzo miłe! Jeszcze w tym tygodniu pojawi się jednak Naked Hair Challenge – przekonasz się, jak wyglądają „naprawdę” 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *