Pielęgnacja cienkich włosów nocą. | Całonocne maski Sleeping Beauty Anwen.

O pielęgnacji włosów za dnia napisano już całe epopeje. Olejowanie, laminowanie, równowaga PEH, zabezpieczanie, farbowanie, chelatowanie – nawet początkującym włosomaniakom te pojęcia chociaż raz obiły się o uszy. Podstawy podstaw codziennej pielęgnacji przerobione zostały wzdłuż i wszerz. 

A co z nocą? Czas, kiedy nasze organizmy odpoczywają też możemy przecież wykorzystać na zadbanie o kosmyki. Sposobów jest kilka, więc pewnie każdy znajdzie coś dla siebie. A dzięki temu argument „bo nie mam czasu na takie zabawy” okaże się niewystarczający 😉

Przygotowanie do snu. 

Już to, co robimy wieczorem może w znacznym stopniu wpłynąć na poprawę kondycji włosów. Rytuały pielęgnacyjne takie jak dokładne rozczesywanie, zabezpieczanie końcówek czy upinanie pukli do snu ochroni je przed ewentualnymi zniszczeniami, gdy będziemy przewracać się z boku na bok. Przydatne mogą okazać się też poszewki na poduszki wykonane z satyny lub jedwabiu – są o wiele delikatniejsze od tych bawełnianych czy frotowych. 

Olejowanie.

To zabieg, który sprawdza się chyba przy każdym typie włosów. Jeśli tylko rano mamy chwilę, by zmyć olej – śmiało, działajmy! Całonocne olejowanie ma bowiem mnóstwo zalet: oszczędza czas, bo nie musimy spinać się, czy w ciągu dnia wyrobimy się z pielęgnacją; dogłębnie odżywia, dostarczając kosmykom NNKT, witaminy i minerały, wspomaga regenerację i wytwarza warstwę okluzyjną, dzięki czemu stają się mocniejsze, bardziej elastyczne i mniej podatne na uszkodzenia. 

Jedyne, o czym musimy pamiętać, to skóra głowy – skalp przeważnie nie przepada za długotrwałym kontaktem z tłuszczami. Jeśli więc mamy delikatną, wrażliwą skórę głowy – olejowanie lepiej ograniczyć do max. 1-2 godzin. 

Odżywianie.

To metoda, która wciąż jest mało popularna w nocnej pielęgnacji włosia. Sama z jej dobrodziejstw korzystam dopiero od niespełna roku. Początkowo na włosy lub same końcówki nakładałam dowolną emolientową odżywkę lub maskę, upinałam kosmyki w warkocz i kładłam się spać. By nie przedobrzyć, taki zabieg uskuteczniałam maksymalnie 1-2 razy w miesiącu – mówi się przecież, by nie przetrzymywać odżywek na włosach, bo łatwo je „spulchnić” i w konsekwencji osłabić. 

Sleeping Beauty.

To dedykowane całonocnej pielęgnacji propozycje od Anwen. Na tę chwilę dostępne są dwie wersje: dla włosów o wysokiej i średniej porowatości.

Skład.

Jak możemy przeczytać na stronie producenta maski zawierają szereg składników odżywczych, wzmacniających i kondycjonujących włosy

Wersja dla średnioporowców:  Aqua, Cetearyl Alcohol, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Behentrimonium Chloride, Ethyl Macadamiate, Prunus Domestica Seed Oil, Hydrogenated Castor Oil/Sebacic Acid Copolymer, Hydroxypropyltrimonium Hydrolyzed Corn Starch, Starch Hydroxypropyltrimonium Chloride, Hydroxypropylgluconamide, Hydrolyzed Corn Starch Gluconate, Cetrimonium Chloride, Spirulina Platensis Extract, Furcellaria Lumbricalis Extract, Glycerin, Tocopherol, Malic Acid, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Parfum, Citral, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.

Wersja dla wysokoporowców: Aqua, Cetearyl Alcohol, Papaver Somniferum Seed Oil, Behentrimonium Chloride, Triticum Vulgate Germ Oil, Ethyl Macadamiate, Hydrogenated Castor Oil/Sebacic Acid Copolymer, Hydroxypropyltrimonium Hydrolyzed Corn Starch, Starch Hydroxypropyltrimonium Chloride, Hydroxypropylgluconamide, Hydrolyzed Corn Starch Gluconate, Cetrimonium Chloride, Spirulina Platensis Extract, Furcellaria Lumbricalis Extract, Glycerin, Tocopherol, Malic Acid, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Parfum, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.

Obie odżywki zawierają w składzie naturalny zamiennik silikonu pozyskiwany z orzechów makadamia, który wytwarza na powierzchni włosa warstwę okluzyjną – chroni pukle przed uszkodzeniami mechanicznymi. Kosmetyki mają w sobie również spirulinę i ekstrakt z czerwonych wodorostów, które działają odżywczo, wspierając odbudowę kosmyków. Jedna i druga bazują na olejach, odpowiednio dobranych do danego typu włosia: wersja dla średniej na oleju makadamia i z pestek śliwki, wersja dla wysokoporowóców – oleju makowym i z kiełków pszenicy

Zapach, konsystencja, opakowania.

Tym, co zachwyca już na pierwszy rzut oka, są opakowania Sleeping Beauty – one mówią same za siebie! Szata graficzna jest przepiękna – jeszcze nie spotkałam osoby, której by nie zachwyciła! Sama uważam, że maski warto kupić chociażby dla ich wyglądu – i postawić na półce jako ozdobę 😀

Co do zapachu – jeśli mieliście do czynienia z proteinową zieloną herbatą, zapach nie będzie dla Was zaskoczeniem – całonocne odżywki pachną dokładnie tak samo! Woń jest delikatna, przyjemna – na mnie działa wyjątkowo odprężająco 🙂 

Konsystencja obu kosmetyków jest gęsta, treściwa. Co zaskakujące, odżywki bardzo łatwo rozprowadza się po powierzchni włosów. Są okrutnie wydajne – w odróżnieniu od dziennych masek nie wchłaniają się od razu, dzięki czemu wystarczy ilość wielkości pięciozłotówki, by pokryć kosmyki na całej długości. 

Działanie.

Obydwa produkty przetestowałam na wszystkie możliwe sposoby: jako maskę nocną, jako podkład pod olejowanie, jak „klasyczną” odżywkę na dzień. Tak naprawdę kosmetyki spisały się świetnie w każdej formie – chociaż mogę szczerze powiedzieć, że najsłabiej wypadły jako odżywka codzienna po myciu 😉 Miałam wrażenie, że za sprawą treściwej konsystencji przeciążały moje cienkie kosmyki. Dlatego zaczęłam stosować je wyłącznie przed myciem.

W przypadku całonocnej pielęgnacji, maski aplikowałam tak, jak zaleca producent – na suche włosy, a następnie upinałam je w warkocz. Zdarzyło się, że na noc najpierw nakładałam odżywkę, a potem olej, by rano wszystko dokładnie zmyć delikatnym szamponem. Bez względu na to, na którą z opcji się decydowałam, kosmyki stawały się cudownie dociążone, gładkie i sypkie.

Mogę też szczerze powiedzieć, że już po kilku tygodniach regularnego stosowania dało się zauważyć, że włosy stały się bardziej sprężyste, dzięki czemu końcówki rzadziej się łamały czy rozdwajały. 

Podsumowanie. 

Sleeping Beauty to idealne wyważenie PEHowej równowagi. To właśnie dzięki temu, że nocne maski zawierają w sobie wszystkie niezbędne wartości odżywcze, działają tak dobrze. 

Obie odżywki okazały się hitami mojej pielęgnacji w ostatnim czasie. Chociaż mam wrażenie, że wersja dla włosów o średniej porowatości sprawdziła się u mnie ociupinkę lepiej, niż ta dla wysokoporowców. Ta druga była w moim odczuciu nieco „cięższa”, ale taki pewnie był zamysł, by intensywniej dociążała kosmyki. 

Zdążyliście już poznać te kosmetyki? A może inne produkty Anwen skradły Wasze serca? 😉 Podzielcie się swoimi sposobami na nocną pielęgnację włosia!

26 komentarzy

  1. Znalazlam twojego bloga przypadkiem, twoj gust kosmetyczny wpisuje sie idealnie w mój,najwazniejsze aby bylo naturalnie, bez testow na zwierzetach i oczywiście aby kosmetyki działały. Pozdrawiam 🙂

    1. Nigdy nie przywiązywałam wagi do pielęgnacji włosów nocą. Zawsze myję włosy rano i wtedy nakładam jakieś odzywki itp. Bardzo m podoba mi się ta linia, a te galaktyczny opakowania są świetne!

  2. Mam wersję do włosów średnioporowatych i jestem z niej zadowolona. Fajnie wygładza i nawilża włosy, a rano po umyciu są takie mięsiste i błyszczące. No i te opakowania… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *