Co zrobić, by nie zwariować, czyli 4 fazy włosomaniactwa.

288H (1)

Włosomaniactwo spadło na mnie, jak grom z jasnego nieba. Nie prosiłam się o nie, nie wpadłam też przypadkowo na jakiś blog czy forum, które mnie zainspirowały. Po prostu pewnego czerwcowego dnia ubiegłego roku poprosiłam Ukochanego o podcięcie końcówek… Pewnie domyślacie się, jak to się skończyło? Dokładnie: nagłą wizytą u fryzjera. By wyrównać straty, musiałam pozbyć się prawie 15 cm, więc moje włosy sięgały trochę poniżej połowy szyi.

W pielęgnację wpadłam po uszy głównie dlatego, że na już chciałam przyspieszyć porost włosów. Tak bardzo tęskniłam za tymi piętnastoma centymetrami! Gdy zdobyłam wszystkie potrzebne na tamtą chwilę wcierki, olejki i maski, było już za późno. W ulubionych zakładkach na stałe zagościły blogi znanych włosomaniaczych guru, a półka z każdym dniem bardziej wypełniała się kosmetykami pielęgnacyjnymi. W głowie coraz częściej pojawiało się jednak pytanie jak to się stało, że oszalałam na punkcie pielęgnacji włosów? No właśnie: w którym momencie przekroczyłam granicę normalności?;)

Myślę, że każda z nas chociaż raz w życiu zadała sobie podobne pytania. Niewiele jednak zdaje sobie rzeczywiście sprawę, że włosowe szaleństwo, choć pozornie nieszkodliwe, jest mocno uzależniające. Według psychologów, jednym z pierwszych kroków wyjścia z nałogu jest uświadomienie go sobie. Tak więc, by pomóc Wam oswobodzić się z tej obsesji, przedstawiam moje własne fazy włosomaniactwa!

182H

Faza I. Szybki przyrost długości. Jest to prawdopodobnie faza, od której zaczyna większość włosomaniaczek. Przeważnie dzięki nieudanemu cięciu, fryzjerskiej pomyłce trzech centymetrów z siedemnastoma, czy nagłej chcicy na włosy do pasa, wkraczamy na (zgubną;)) drogę usianą przyspieszającymi wzrost olejkami, maskami i wcierkami. Do tego dochodzi suplementacja wewnętrzna, farmakologiczna lub naturalna (w skrajnych przypadkach nawet łączona!). Gdy zrobimy już wszystko, co w naszej mocny, by pukle rosły szybciej, przychodzi czas na…

Zagęszczanie, czyli fazę II. Skąd inąd, fazy te ściśle się ze sobą łączą. Przeważnie, licząc na szybki przyrost długości, zaczynamy stymulować meszki włosowe, z których biorą się nowe baby hair. Przy odpowiedniej ich pielęgnacji, jesteśmy w stanie znacząco pogrubić obwód kitki.

Faza III. Pielęgnacja. W życiu każdej z nas przychodzi taki moment, gdy długość przestaje mieć znaczenie, a na pierwszy plan wysuwa się kondycja włosów. W tym miejscu chciałabym tę fazę podzielić na 2 etapy:

  1. Muszę mieć wszystko! Starając się podążać śladami naszych guru, inwestujemy czas i pieniądze (duuuuużo pieniędzy!) w najrozmaitsze kosmetyki czy produkty, mające poprawić stan naszych kosmyków. Ze względu na to, że przeważnie brakuje nam jeszcze wiedzy i doświadczenia przy wybieraniu najlepszych specyfików, łapiemy w drogeriach wszystko, o czym udało nam się gdzieś przeczytać. Skutkuje to nie tylko debetem na koncie, ale również uginającymi się półkami w łazience (i nie tylko, moje zapasy przejęły już także cześć sypialnianej szafy;)).
  2. Powoli, gdy rozsądek zaczyna dochodzić do głosu, wkraczamy stopniowo w kolejny etap: eksperymentowanie, czyli stawianie pierwszych kroków na własnej ścieżce. Ile ludzi, tyle typów włosów. Nawet, jeśli w ogólnym podziale mamy wysoko-, średnio-, czy niskoporowce, u każdego co innego przyczyni się do osiągnięcia idealnego stanu. Testujemy więc, co tylko się da. W grę wchodzi własne małe laboratorium, bo łączymy ze sobą takie składniki, o których nie śniło się chemikom 😉 Na szczęście, rzadko kiedy przy takich mieszankach dochodzi do wybuchów, a metodą prób i (licznych) błędów finalnie osiągamy włosową harmonię i równowagę.

256H

Kiedy okazuje się, że zbadałyśmy już naprawdę wiele, zdajemy sobie nagle sprawę, że większość kosmetyków, jakie posiadamy, jest całkowicie zbyteczna. Niektóre nie do końca się sprawdziły, inne mocno rozczarowały działaniem, jeszcze inne zamiast korzyści przyniosły straty. Czasami jest też tak, że po prostu czas nagli – data ważności krzyczy rozpaczliwie, że nadchodzi koniec. Gdy zaczynamy zastanawiać się, co zrobić z bublami, rozpoczyna się wreszcie faza IV: pozbywanie się zapasów (mam wrażenie, że jest to również pierwszy krok, by z włosowariatki znowu stać się „zwyczajną” włosomaniaczką;)). Do głowy przychodzi mi na razie tylko kilka sposobów rozwiązania problemu: usilne zużywanie na siłę i przy każdej okazji, rozdawanie dorobku najbliższym, zmiana zastosowania lub wymiana odlewkami (i ja mam sporo produktów, które chętnie oddam w dobre ręce, więc jeśli Wam czegoś brakuje – piszcie śmiało;)). Każda metoda jest dobra, by zrobić trochę miejsca na półce, a wszyscy wiemy, na co to miejsce może się jeszcze przydać;).

Na fazie czwartej muszę zakończyć. Jak na razie nie przekroczyłam jej, więc nie wiem, co będzie dalej. Kolejny krok naprzód? Czy może nawrót „choroby”? A może to właśnie koniec i przede mną tylko zdrowe, racjonalne włosomaniactwo? O tym się jeszcze pewnie przekonam 😉

121H

A jak to wszystko wygląda u Was? Też czasami macie wrażenie, że przekroczyliście linię, kupując o jedną odżywkę za dużo? 😉

*Post oczywiście został napisany z przymrużeniem oka! Mam nadzieję, że nikt nie poczuje się urażony, obrażony, ani zaszufladkowany jako nałogowiec! 😉

44 komentarze

  1. Ja weszłam w fazę włosomaniactwa w momencie scięcia włosów z długich na bardzo krótkie. I nawet nie dlatego, że chciałam aby odrosły a dlatego, ze zauważyłam, jakie mogą być gęste i ładne pozbywszy się zniszczonych końców i teraz staram się, żeby wyglądały jeszcze lepiej 😉

    1. Moja kolekcja lakierów też jest spora. Chociaż, od pewnego czasu paznokci nie maluję – ze względu na pracę, w której już pierwszego dnia lakier zostaje jedynie na połowie paznokci…;)

  2. Faktycznie,sporo w tym prawdy 🙂 Choć ja chyba nigdy nie byłam jakąś straszną włosomaniaczkę,za to mam bzika na punkcie kosmetyków pielęgnacyjnych i co do tego,tekst równie trafny.

    1. Otóż to, post starałam się pisać tak, by pasował do każdej „maniaczki” 😉

  3. Kolejny etap to dbanie o włosy przy użyciu kosmetyków, które się sprawdzają i od czasu do czasu próbowanie nowych. Przy czym tu się pojawia także zapominanie o pielęgnacji oraz problem denkowania kosmetyków, które do tej pory posiadaliśmy, a ciężko jest je wykończyć, bo średnio się spisują. 😉 A przynajmniej tak mi się wydaje, że ten etap wygląda w ten sposób, bo u mnie to tak wygląda. 🙂

  4. jestem chyba na kolejnym etapie, obcięłam krótko i jeszcze krócej i … nie czekam aż urosną

  5. Ja już doszłam do fazy IV 🙂 pozbywam się zapasów i na chwilę obecną już zostały mi tylko te kosmetyki, które naprawdę lubię. Z perspektywy czasu włosomaniactwo mogę określić właśnie jako włosowariactwem 🙂

    1. Ja powoli też już wychodzę z włosowariactwa. Teraz do pielęgnacji podchodzę w większym dystansem, bez kupowania wszystkiego, co tylko rzuci się w oczy. Teraz praktycznie każdy zakupiony produkt jest wcześniej przemyślany 🙂

  6. Ha, ha, ha… przerabiałam to. Niemal 10 lat miałam krótkie włosy i zachciało mi się koka na ślub. Po ślubie wytrzymałam tylko trzy lata. I znów się wściekam, że grzywka za szybko rośnie 🙂

  7. A moje to takie biedne i marne… taakie rzadkie ! Staram się o nie dbać (i widać spore efekty)ale marwi mnie ich ilość. Jak narazie mają 51 cm, staram się odbyć 65-70 ,niby obwód w kucyku 9,5,ale jak rozpuszczę… Są bejbiki – jest nadzieja 🙂 takie geny, moja niezbyt włochata rodzina…ano.. ale najgorsze są te zdjęcia gęstych włosów w internecie,grr muszę nauczyć się żeby przestać je porównywać,ale inspirować się …

    1. 9,5 centymetra w obwodzie i Ty jeszcze narzekasz?! Ja tam jestem do granic dumna z moich 7 cm…:D

  8. Ja zazwyczaj kupuję odżywki, balsamy, olejki do włosów, a potem i tak ich nie stosuję 😀 Zwyczajnie z lenistwa :/

  9. Zastanawiam się w jakiej jestem fazie, bo o ile miałam szał zakupowy i zaczęłam eskperymentowanie, to później zarzuciłam dbanie o włosy. Dziś pokornie wcalam, ale nie wywalam już kasy na kosmetyki, biorę albo sprawdzone albo pojedyńczo szukam nowych, które zadziałają. Nie wiem więc w sumie czy w ogóle jestem włosomaniaczką, napewno nie włosowariatką, nie mniej jednak – przejście przez te fazy, podejrzewam, czeka większość z dziewczyn, które złapią hopla na punkcie włosów 🙂

  10. A ja mam zupełnie na odwrót: zaguzdrać sprężynķą i niech schną 🙂 Niech będą proste, bo są kręcone. I średnio raz na kwartał ta myśl:”a może by tak na chłopaka?”

  11. Dawno nie byłam na zakupach, ale muszę przyznać, że zdarza mi się przesadzić. I nie mówię tylko o zapasach włosowych kosmetyków, ale w ogóle! 😉

  12. kiedyś mój problem polegał na tym, że kupowałam za dużo a używałam za mało 🙂 Dziś kupuję mniej i więcej używam, ale włosomaniaczką raczej nie jestem… bo ciągle mam do nich jakieś „ale”

  13. hahaha 🙂 a ja mam swojego domowego fryzjera, który regularnie dba o podcinanie końcówek. A mianowicie mojego psa, który ma prawdziwą obsesję na punkcie podgryzania mi włosów 😀

  14. szczerze mówiąc, nigdy nie przejmowałem się włosami. jakiś czas temu ograniczyłem użycie szamponu, kiedy za bardzo się przetłuszczały i myję po prostu wodą, a szampon raz na parę dni. o dziwo działa;)
    a dziewczynom polecam metodę z jajkiem czy mąką, pisaliśmy o tym jakiś czas temu u siebie;)

  15. Kiedyś miałam pierdyliard kosmetyków (głównie właśnie szamponów i odżywek), bo nie wiedziałam, gdzie szukać. Od wszystkiego dostawałam łupieżu lub uczulenia. W końcu odkryłam kosmetyki, które pasują mojej skórze i włosom, więc się ich trzymam.

  16. hahaha sama prawda.
    ja osiągając już maksimum długości, ścięłam i wróciłam do punktu wyjścia, chyba jeszcze nie wyszłam z tej fazy. Może to dlatego, że mam naturalnie gęste włosy 😉

    1. Ależ Ci zazdroszczę! Ja, mimo, że włosów mam dużo – są one okropnie cieniutkie, a przez to bardzo wrażliwe na wszelkie uszkodzenia. Dlatego właśnie „muszę” (no dobra – chcę!) dbać o kosmyki 🙂

  17. Fartownie zatrzymałam się gdzieś po drodze, gdy po prostu odkryłam co u mnie działa i odechciało mi się dalej poszukiwać – jednak takie eksperymenty pochłaniają czas i kasę, a poza tym trochę mi się znudziły 🙂 Powiem Ci tak zupełnie szczerze, że mam takie same włosy teraz, kiedy używam kilku sprawdzonych kosmetyków na krzyż (mam ich naprawdę niewiele) jak wtedy, kiedy eksperymentowałam i cudowałam.

  18. Oj tak, u mnie szamponów i odzywek więcej niż w salonie fryzjerskim, a używam tylko jednego kosmetyku z każdego rodzaju, góra dwóch 😉 Jeżeli chodzi o faze to obecnie jestem na 1. 🙂

  19. Ja jeszcze nie jestem włosomaniaczką, chociaż rzeczywiście zaczęłam bardziej dbać o swoje włosy i trochę inaczej je pielęgnować, dzięki czemu widzę dużą różnicę. Ale myślę, że to jeszcze nie uzależnienie. Już myślę, że bardziej się od bloga uzależniłam, kurna tyle czasu spędzam nad nim, że wydaje mi się to lekkim przegięciem pały!

    Muszę coś z tym zrobić:D

    Pozdrawiam serdecznie!

  20. Ja miałam tak ze wszystkimi kosmetykami, nie tylko tymi przeznaczonymi do wlosow. Na szczescie juz jestem w koncowej fazie pozbywania sie zbednych zapasow. 😀

  21. U mnie kończy się na kupowaniu dużej ilości kosmetyków, które później tylko zdobią półki 🙂

  22. ja z włosami i ich długością eksperymentuję conajmniej od ponad 3 lat, raz krótkie, raz długie, raz ombre, raz kolor po całości…zdecydowanie włosy są odzwierciedleniem mojego obecnego stanu. w sensie fryzura jaką noszę. jednak do codziennej pielęgnacji oprócz podstaw nie przykładam większej uwag…wiem błąd..

    1. Włosy są po to, by nam służyć – nie widzę więc niczego złego w eksperymentowaniu 🙂 Ważne jednak, by o nie zadbać! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *