Lawendowe masło do ciała z olejem ryżowym {iossi}.

Markę {iossi} darzę miłością pierwszą i bezgraniczną. Nie trafił mi się jeszcze taki ich kosmetyk, który nie spełniły moich oczekiwań – tak samo te do pielęgnacji włosów, jak i twarzy i ciała spisują się po prostu wzor(c)owo. Do tego firma, tak całościowo, wyznaje podobne do mnie ideały i działa w nurcie idei less waste – no czego chcieć więcej? No właśnie 😉

Lawendowe masło do ciała z olejem ryżowym.

Skóra mojego ciała jest na co dzień bardzo sucha, nawet odwodniona. Dlatego po produkty nawilżająco-odżywcze powinnam sięgać tak często, jak tylko się da. Fakt, często jestem leniwą bułą, która odpuszcza sobie ten etap pielęgnacji – dlatego tak istotne jest dla mnie, by kosmetyk miał w sobie coś, co zachęci mnie do regularności.

Opakowanie.

Masło {iossi} zamknięte jest w słoiczku wykonanym z ciemnego szkła o pojemności 120 ml. Samo opakowanie daje poczucie elegancji i luksusu. Oklejone jest papierową etykietą, utrzymaną w minimalistycznej stylistyce charakterystycznej dla {iossi} – zawiera podstawowe informacje nt. skrywanej zawartości. Olbrzymią zaletą jest fakt, że w ramach #ZeroWasteByIossi pojemnik możemy odesłać do producenta, a przy kolejnym zamówieniu otrzymamy mały gratis 😉

Zapach i konsystencja.

I tu zaczyna się magia! Zapach masła jest równocześnie intensywny i lekki, lawendowo-ziołowy. Zawdzięczamy go mieszance olejków eterycznych: lawendowego, bergamotowego, Ylang Ylang, z drzewa różanego i żywicznego.

Woń długo pozostaje na skórze – balsam użyty rano do samego wieczora raduje aromatem. Zastosowany po ciężkim dniu koi nerwy i ułatwia zasypianie.

Konsystencja masła jest treściwa, przypomina trochę ubity, maślany mus – chyba nawet trochę zbyt ubity ;), ponieważ produkt ciężko wyciąga się ze słoiczka, szczególnie, gdy powoli zaczyna dobijać dna. W kontakcie ze skórą, balsam łatwo rozpuszcza się w dłoniach, przez sama aplikacja jest przyjemna i bezproblemowa.

Skład.

Masło, jak sama nazwa wskazuje, bazuje na tłuszczach: maśle shea, oleju kokosowym, oleju z otrębów ryżowych, oleju ze słodkich migdałów, oleju winogronowym, oleju awokado, maśle kakaowym oraz oleju z kiełków pszenicy – to właśnie one sprawiają, że skóra staje się mięciutka, dobrze nawilżona i odżywiona. Balsam {iossi} ma w sobie także wosk karnauba, który tworzy na powierzchni skóry natłuszczający, wygładzający film ochronny, który zapobiega odparowywaniu wody i chroni powierzchnie przed niesprzyjającymi czynnikami zewnętrznymi takimi jak wiatr, mróz,  czy klimatyzowane pomieszczenia oraz ekstrakty z nagietka lekarskiego i rumianku, które chronią przed podrażnieniami, stymulują procesy odnowy i przeciwdziałają nadmiernemu złuszczaniu się naskórka.

INCI: Butyrospermum Parkii Fruit, Cocos Nucifera Oil, Oryza Sativa Bran Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Gratissima Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Cetyl Alcohol, Cera Carnauba, Triticum Vulgare Germ Oil, Natural Mixed Tocopherols & Helianthus Annuus Seed Oil, Lavandula Angustifolia Oil, Citrus Bergamia Peel Oil, Cananga Odorata Flower Oil, Aniba Rosaeodora Oil, Styrax Benzoin Resin Oil, Calendula Officinalis Flower Extract, Matricaria Chamomilla Flower Extract, Benzyl Benzoate, Benzyl Salicylate, Citral, Farnesol, Geraniol, Linalool, Limonene.

Działanie.

Balsam, ze względu na swoją maślaną formę, potrzebuję kilku minut, aby wchłonąć się w skórę i nie pozostawiać tłustych plam na ubraniu. 

Masło {iossi} okazało się „kojącym plastrem” na podrażnioną, przesuszoną skórę. Oprócz oczywistego działania natłuszczającego, balsam również odżywiał skórę oraz wzmacniał jej barierę lipidową, dzięki czemu dłużej pozostawała nawilżona. Po każdym użyciu na powierzchni naskórka dało się wyczuć wyczuć cieniutką warstwę, jak „ochronną”, która zabezpieczała skórę przed codziennymi uszkodzeniami mechanicznymi, a na dłuższą metę sprawiała, że skóra wzmocniła się, uelastyczniła  i zdecydowanie rzadziej ulegała podrażnieniom.

Dzięki regularnemu stosowaniu zauważyłam, że cellulit na udach i pośladkach delikatnie się „wchłonął”, a skóra wygładziła się i naprężyła, zyskując równomierny, zdrowy koloryt. 

Podsumowanie.

Po raz kolejny produkt {iossi} trafił w dziesiątkę moich pielęgnacyjnych potrzeb. Lawendowe masło sprawdziło się rewelacyjnie pod każdym względem: pielęgnacyjnym, aromaterapeutycznym, relaksacyjnym 😉 Mam wrażenie, że balsam genialnie sprawdziłby się jesienią i zimą, gdy niskie temperatury negatywnie wpływają na kondycję skóry, powodując przesuszenie i podrażnienie naskórka. Z jednej strony był treściwy i tłusty, z drugiej – lekki i nadzwyczajnie przyjemny w stosowaniu.

Znacie kosmetyki {iossi}? Który z nich okazał się ulubieńcem? Za co najbardziej cenicie naturalne kosmetyki? 🙂

30 komentarzy

  1. Nawet nie wiesz, jak się cieszę , że trafiłam na tego bloga! Od jakiegoś czasu interesuję się pielęgnacją (szczególnie włosów), ale przydałby mi się przewodnik w tej dziedzinie. Chyba właśnie znalazłam.

    Nie znam marki {iossi}, ale podoba mi się to, że można do nich wysłać opróżniony pojemnik po kosmetyku. Naprawdę super sprawa. Mam już swoich ulubieńców, ale możewypróbuję też tę markę.

    Uwielbiam naturalne kosmetyki właśnie za to, że są naturalne. Minusem jest chyba to, że naturalne są droższe

  2. Lawendowe mazidełka zawsze chętnie wybieram do pielęgnacji, dlatego ta propozycja musi się u mnie znaleźć.

    1. Lawendę kocham! Dlatego z chęcią wypróbuję te masło na sobie. Już wyobrażam sobie ten zapach! Uwielbiam go, jest dla mnie odprężający.

  3. Zapach lawendy bardzo lubię, ale czasem w kosmetykach ona mnie drażni swoim sztucznym zapachem

  4. Wszystko ładnie, pięknie – po takiej rekomendacji powinnam jak najszybciej zaopatrzyć się w ten kosmetyk, ale jest jeden bardzo poważny problem – nie cierpię zapachu lawendy Uwielbiam jej wygląd, ale zapach, zamiast uspokajać, wywiera na mnie absolutnie odwrotny skutek, dlatego też niestety unikam wszystkich „lawendowych” kosmetyków i zapachów

  5. Tym razem to kompletnie nie dla mnie. Po pierwsze nie lubię zapachu lawendy, męczy mnie, zamiast relaksować, a po drugie, bardzo rzadko sięgam po masła do ciała – jestem straszny leń w tym temacie 😉

  6. Akurat mam kilka masełek do ciała ulubionych i zaufanych od lat. Jednak z chęcią wypróbuję twoja propozycję, bo kiedyś używałam kremy do twarzy od marki Iossi 🙂

  7. Nie jestem fanką maseł do ciała – wolę zdecydowanie coś lżejszego, ani też zapachu lawendy… O tej marce słyszałam wiele dobrych i fajnych opinii, więc muszę w końcu się na coś skusić i przetestować.

  8. Ty to potrafisz zachęcić do jakiegoś kosmetyku, teram mam ochotę poznać to masełko. Lubię takie bogate kosmetyki w składniki odżywcze

  9. Gdybym lubiła zapach lawendy, chyba bym się skusiła, lubię takie produkty. 🙂 Pod względem zapachu idealnie podpasowały mi wegańskie, bardzo dobre kosmetyki Krayna i apteczne produkty, które…zwykle nie pachną albo mają bardzo delikatny zapach. 😉

  10. Lubię wszystko co lawendowe w kosmetykach 🙂 tego masełka jeszcze nie miałam, dlatego koniecznie muszę go poznać 🙂 Z tej marki jeszcze niczego nie miałam.

  11. Bardzo podoba mi się to, że można odesłać do nich opakowanie, zamiast pakować do śmietnika. To fajny pomysł, a wiem ile trzeba załatwiać, żeby coś takiego zaoferować swoim klientom.
    Ja mam właśnie pod ręką najnowsze masło do ciała z Clochee i jestem zakochana w zapachu! 😀

Pozostaw odpowiedź Anszpi Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *