Maraton londyński, czyli Londyn w 12 godzin.

tower

Londyn jest pięknym miastem. Nawet w pochmurną, szarą pogodę robi wrażenie. Wiecie dlaczego?

Bo Londyn tętni życiem. Te wszystkie kolorowe witryny sklepów, ciągły tłok i wieczne korki na ulicach. Tam nie ma czasu na przerwę, nie ma szans, by się zatrzymać – to znaczy da się, ale klimat tego miejsca tak bardzo pochłania, że człowiek zwyczajnie woli poddać się nurtowi, by przeżyć jak najwięcej. Tym bardziej, gdy czasu ma mało, a zobaczyć chce wszystko.

Pobyt w stolicy Wielkiej Brytanii był ostatnim punktem do odhaczenia podczas całej podróży. Już od początku było wiadomo, że możemy tam zostać jedynie na dwie noce – czyli tak praktycznie tylko jeden cały dzień. Zwracając uwagę na to, że Londyn jest trzecim co do wielkości miastem Europy, w którym jest co zwiedzać – trzeba było nadać tempo!

Plan to podstawa!

Jadąc w nowe miejsce, które oferuje całą gamę atrakcji, warto jest wcześniej chociaż trochę zorientować się w możliwościach. W ten sposób oszczędzamy sporo czasu – mając ogarnięte kolejne punkty, nie musimy błąkać się po mieście, próbując odnaleźć wyznaczony cel.

Ze względu na koszty życia oraz całkowity brak miejsc parkingowych w centrum miasta, zdecydowaliśmy się nocować na obrzeżach Londynu, w dzielnicy Balham. Tak naprawdę ta część już sama w sobie jest małym miastem, które ma swoje własne galerie handlowe, swoje restauracje i puby. Nikogo więc nie zdziwi, że ma również swoje własne metro…;)

Plan naszego zwiedzania rozpoczynał się właśnie na stacji metra, już chwilę po godzinie 8. Ja wiem, że dla wielu to żadna nowość, dla mnie jednak podróż podziemnym pociągiem była pierwszą z atrakcji tego dnia 😉 A potem było tylko lepiej!

bigben

So little time, so much to do!

Czymże byłby Londyn bez kultowych, symbolicznych miejsce i obiektów? Punktami obowiązkowymi były więc London Eye, Big Ben i opactwo Westminster, zaraz po których przeszliśmy prosto do Pałacu Królowej. No, może nie tak zupełnie prosto, bo po drodze, na ulicy Victorii, był mały postój na ostatnie angielskie śniadanie.

muffin

Najedzeni i szczęśliwi wyruszyliśmy dalej, w stronę Oxford Street, zahaczając o Royal Academy of Arts i Piccadilly Circus, i znajdujące się w pobliżu M&M’s World i Leicester Square, gdzie akurat odbywał się świąteczny jarmark.

Gdy dotarliśmy już do najbardziej burżujskiej dzielnicy Londynu, punktami obowiązkowymi była wizyta u Aniołków Victoria’s Secret i Hamleya – najstarszego sklepu zabawkowego w całej Anglii. Sześć pięter wypełnionych zabawkami – czy to nie raj? Pierwszy raz w życiu pozazdrościłam komuś pracy: cała obsługa tego sklepu po prostu się bawiła, testując i pokazując kolejne nowości, nie tylko dla najmłodszych. I jeszcze im za to płacono!

mms

A teraz na poważnie.

Nie samą zabawą żyje człowiek – czasami trzeba się też dokształcić 😉 I dlatego właśnie poszliśmy do The British Museum. Bardzo żałuję, że czas tak mocno nas ograniczał, bo już na „zwiedzeniu” starożytności spędziliśmy dobre pół godziny. Rezygnując z poznawania dalszych dziejów historii, zdecydowaliśmy się na 30-minutowy spacer do chyba najbardziej zatłoczonego miejsca w całym Londynie – Camden Market. Jest to miejsce o tyle popularne, że łatwo tam upolować muzyczne perełki, czyli stare winyle z dobrą muzyką. Ów market ma swój wyczuwalny, niepowtarzalny klimat i naprawdę dobre jedzenie: falafel z hummusem okazał się idealną przekąską 😉

camden

Na tym etapie zwiedzania potrzebna była przerwa. Szukając idealnego miejsca na krótki odpoczynek, stanął nam na drodze Prince Arthur – typowy pub, w którym podawano ale, czyli angielskie piwo.

Regeneracja sił była niezbędna, by móc odhaczyć kolejny punkt na liście, czyli City of London i Londyńską Giełdę Papierów Wartościowych, Katedrę Św. Pawła oraz Bank of England. Na koniec, będąc już po tamtej stronie Londynu, grzechem byłoby nie zawitać w okolice Tower Bridge – most niestety był wtedy w remoncie, przez co nie można było po nim przejść, więc ograniczyliśmy się jedynie do pamiątkowych zdjęć 😉

I na tym tak naprawdę trasa wycieczki po stolicy Wielkiej Brytanii dobiegła końca. Potem została jeszcze tylko podróż powrotna metrem do Balham i w formie nagrody za przeżyty dzień – mała kolacja w fastfoodowej restauracji Pod Złotymi Łukami 😉

bilet

Londyn, mimo wielkomiejskiego gwaru, ma w sobie to coś, swój własny urokliwy świat. Wiem, że kiedyś tam wrócę – tyle, że na dłużej, by móc na spokojnie zajrzeć w każdy zakamarek tego miasta.

50 komentarzy

  1. W wakacje jadę do nodynu na calutki tydzień, a i tak obawiam się, że nie starczy mi czasu na zwiwdzanie 😀 chciałabym zobaczyć dosłownie wszystko! Jedynym minusem tego miasta są…ceny. Przeliczając na nasze złotówki jest naprawdę drogo – ale przynajmniej wejściówki do muzeów są free 😉

    1. Tak naprawdę nie ma sensu przeliczać, będąc za granicą, bez względu na to, czy to w Anglii, Norwegii, czy na drugiej półkuli – to odbiera wiele radości z podróżowania 😉

  2. Swietny wpis! Londy jest jednym z innych milonow miejsc do zobaczenia na mojej liscie, ale moze w tym Roku sie uda:) Pozdrawiam

  3. 12 godzin to faktycznie niewiele jak na miasto, które ma tyle do zaoferowania. Każdemu, kto ma ograniczony czas również bardzo proponuję przygotowanie dobrego planu nie tylko miejsc, które chcielibyśmy zobaczyć, ale i komunikacji między nimi 🙂

  4. Fajna wędrówka po Londynie. Niestety w tym roku nie dam rady, ale z pewnością ewentualny wyjazd zaplanuję z pomocą Twoich wskazówek 🙂

  5. Ja na razie szukam tanich biletów, ale jadę do Londynu w konkretnym celu – chcę zobaczyć musical Wicked 🙂 Twój wpis bardzo przydatny, bo mogę sobie zaplanować pozostały czas pobytu 🙂

  6. Za miesiąc wybieram się po raz pierwszy do Londynu na parę godzin. Ciekawe wskazówki, które z pewnością mi pomogą 🙂 Pozdrawiam:)

  7. Uwielbiam Londyn i właśnie jestem na etapie wyszukiwania terminu na kolejny weekend w tym mieście. Widzę, że udało Ci się zobaczyć wszystkie najważniejsze perełki, choć ja polecam wejść do Tower of London, przespacerować uliczkami Notting Hill, zajrzeć do Muzeum Alberta i Victorii oraz przejechać się London Eye. Ach i koniecznie następnym razem wybierz się na kopułę Katedry św. Pawła – niesamowity widok na Londyn się tam roztacza.

  8. Szkoda,ze wczensiej nie wpadlem na ten artykul. Bylem w Londynie nie dawno i plan robilem na ostatnia chwile. Udalo sie, ale pewnie z Twoja sciaga byloby szybciej i proscie.

  9. Bardzo lubię Londyn i też częściej wybierałam metro niż np. autobus, bo wiedziałam przynajmniej w którą stronę jechać. Przy ich lewostronnym ruchu na powierzchni można się pogubić 🙂

  10. Londyn to jedno z moich podróżniczych marzeń 🙂 Mając do dyspozycji 12 godzin faktycznie dość trudno zobaczyć wszystkie najciekawsze miejsca – ale nawet za taką ilość czasu na zwiedzanie byłabym bardzo wdzięczna 🙂

  11. Polecam spróbować FULL English Breakfast. To bomba kaloryczna, ale i przy okazji zestawienie smaków, za którym się tęskni i to bardzo. Jestem skłonna polecieć do Anglii tylko po to, żeby jeszcze raz to zjeść. Tosty + kiełbaski + fasolka + jajko oczywiście + pomidorki + bekon

    1. Ta wersja śniadania była stałym elementem naszego angielskiego menu – i faktycznie, do tej pory za nim tęsknimy! 😉

    2. To zdecydowanie ulubiona wersja angielskiego śniadania 🙂 i faktycznie – bardzo za nim tęsknimy!;)

    1. Bardzo żałuję, że ja nie mogłam sobie na to pozwolić! Muzeum Historii Naturalnej cały czas na mnie czeka! 😉

  12. Mimo, iż należę do tego gatunku, który niechętnie wychyla nos poza granice własnego kraju (nie z lenistwa, tylko z przekonania, że za dużo u nas ciekawych miejsc, by szukać czegoś poza krajem), to jest kilka takich miejsc, które czekają na mojej niepolskiej liście „jedź i zobacz”. Londyn, jakoś nigdy nie miał okazji tam zagościć, ale możliwe że kiedyś mi się odmieni i kto wie… 😉

    Duży plus za dobrą organizację tych dwunastu godzin, bo zdaję sobie sprawę, jak ciężko upchnąć konkretny plan działania w niewielkie ramy czasowe. 😉

    Pozdrawiam,
    Damian

  13. Niby 12 godzin to nie za dużo, by poznać jakieś miejsce. Ale Ty udowadniasz, że w tak krótkim czasie można w Londynie zobaczyć i zrobić sporo rzeczy.

  14. A ja czekam, aż się trochę w tym Londynie uspokoi, bo póki co podróżowanie do Londynu to bardziej strach niż przyjemność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *