Maskary Lily Lolo: Natural Mascara i Big Lash Mascara.

Marka Lily Lolo jest ze mną od blisko 1,5 roku. W tym czasie produkty mineralne zdążyłam pokochać miłością pierwszą i bezgraniczną! Oprócz tego, że w 100% spełniają swoją kolorówkową rolę, dbają również o kondycję skóry – teraz nie wyobrażam sobie, by wrócić do drogeryjnych odpowiedników, pełnych chemii i syntetyków.

Już kiedyś opisywałam mój codzienny makijaż z użyciem kosmetyków Lily Lolo. Od tamtej pory także i maskarę zamieniłam na naturalną, a w ostatnich miesiącach oprócz klasycznej wersji, testowałam także opcję powiększającą.

Skład.

Natural Mascara: Aqua (Water)Myrica Pubescens Fruit Cera (Myrica Pubescens Fruit Wax)PropanediolCopernicia Cerifera Cera (Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax)Polyglyceryl-6 DistearateSucrose StearateAcacia Senegal GumGlyceryl Dibehenate, Helianthus Annuuss Seed Cera (Helianthus Annuuss (Sunflower) Seed Wax)Lactobacillus Ferment Bis-Octyldodecyl Dimer  Dilinoleate/Propanediol CopolymerPolyglyceryl-10 MyristateOryza Sativa Bran Cera (Oryza Sativa (Rice) Bran Wax)Glyceryl CaprylateRosa Canina Fruit OilArgania Spinosa Kernel OilXanthan GumPotassium SorbateGlyceryl Undecylenate,  [MAY CONTAIN CI 77499 (Iron Oxide)]

Big Lash Mascara: Aqua, Stearic Acid, C18-36 Acid Triglyceride, Propanediol, Helianthus Annuus Seed Cera, Oryza Sativa Bran Cera, Acacia Senegal Gum, Hydroxypropyl Methylcellulose, Clyceryl Behenate, Polyglyceryl-6 Distearate, Hydrogenated Olive Oil, Glycerin, VP/Eicosene Copolymer, Cellulose, Centaurea Cyanus Flower Water, Sucrose Acetate Isobutyrate, Jojoba Esters, Sodium Hydroxide, Copernica Cerifera Cera, Olea Europaea Fruti OilEthylhexylglycerin, Hydroxyethylcellulose, Phenethyl Alcohol, Rosa Centifolia Flower Cera, Rosa Damascena Flower Cera, Caprylic/Capric Triglyceride, Undecyl Alcohol, Olea Europaea Oil Unsaponifiables, Acacia Decurrens Flower Cera, Polyglycerin-3, Tocopherol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sodium Phosphate, Disodium PhosphatePolysorbate 20 [+/- 77499 (Iron Oxides)].

Obydwa produkty bazują na naturalnych woskach, gumach i olejach. W ich składach znajdziemy m.in. wosk słonecznikowy, laurowy, ryżowy, karnauba; olej arganowy, różany, oliwę z oliwek czy  gumę z akacji senegalskiej – a to przecież nie wszystko 😉  

 

(po lewej – Natural Mascara, po prawej – Big Lash Mascara)

 

Zapach i konsystencja.

Zapachy maskar, chociaż przypominają wonie tuszu do rzęs, są o wiele bardziej naturalne, wyczuwalne są w nich aromaty olejów. Czarna wersja Big Lash jest łagodniejsza, jakby miękka; naturalna maskara pachnie z kolei ostrzej, bardziej twardo

Konsystencje produktów są podobne – przypominają lekki mus. Co zaskakujące, nawet świeże nie są wodniste i lepkie, dzięki czemu nie sklejają i nie przeciążają rzęs. Tusz Big Lash jest zdecydowanie ciemniejszy, „bardziej czarny”.

Maskary różnią się również szczoteczkami – chociaż obie są niesilikonowe, Natural Mascara posiada klasyczny kształt (którego osobiście jestem wielką fanką!), za to szczoteczka Big Lash Mascara przypomina klepsydrę – początkowo obawiałam się takiej sylwetki😉

Działanie.

Już wersja naturalna całkowicie mnie zauroczyła – od łatwości aplikacji, przez trwałość, aż po pielęgnacyjne działanie. Nie sądziłam, że jakikolwiek tusz będzie w stanie ją pobić – aż w ruch nie poszła Big Lash Mascara. Chociaż tak sceptycznie podchodziłam do jej szczoteczki – kształt klepsydry okazał się strzałem w dziesiątkę! Ku mojemu zaskoczeniu, przy jej użyciu makijaż oka szedł jeszcze sprawniej, a same rzęsy sprawiały wrażenie, jakby zaraz miały sięgnąć nieba – efekt jest równocześnie teatralny, ale i bardzo naturalny!

Obydwa produkty okazały się bardzo trwałe: przez cały dzień się nie osypywały i nawet pod wieczór nie wyglądałam jak panda. Ba! Gdy zdarzyło mi się nie zmyć tuszu, nawet rano rzęsy prezentowały się całkiem-całkiem (to olbrzymia zaleta mineralnej kolorówki: niezmyty makijaż nie szkodzi tak bardzo cerze, więc raz na ruski rok pozwalam sobie na małe lenistwo;))

Podsumowanie.

Naturalna mascara długo pozostawała moim ulubieńcem. Po jej użyciu rzęsy zyskiwały elegancką długość i delikatne pogrubienie. Przy okazji stawały się mocniejsze – zupełnie, jakby  produkt był połączeniem tuszu i odżywki.

Wersja Big Lash również okazała się miłym zaskoczeniem – sprawiła, że rzęsy wyglądały jak z reklamy: były wydłużone (sięgały do brwi!), i pogrubione, a przy tym efekt był całkowicie naturalny i nieprzesadzony. Tak samo, jak wariant klasyczny, i ten tusz wzmocnił rzęsy, dzięki czemu wypadały o wiele mniej.

Znacie markę Lily Lolo? Testowaliście już ich maskary? A może znacie inne naturalne tusze do rzęs? 😉

39 komentarzy

  1. Uwielbiam markę Lily Lolo, ich mineralne podkłady są najlepsze na świecie 🙂 Ale powiem szczerze, że tuszy do rzęs nie miałąm okazji jeszcze poznać. Muszę koniecznie wypróbować 🙂

    1. Nigdy nie słyszałam o tej marce i produkty również widzę pierwszy raz na oczy, ale jak chwalisz, to sprawdzę:)

  2. Miałam wersję klasyczną. I chociaż stawiam na delikatny efekt to nawet ta była dla mnie za słaba. Jakbym niczego nie miała na rzęsach.

  3. Staram się kłaść duży nacisk na obecność naturalnych składników w kosmetykach, przy nich moja skóra lepiej się prezentuje, choć trzeba dłużej poczekać na efekty.

  4. Bardzo lubię naturalne kosmetyki, na razie przeszłam na nie w zakresie pielęgnacji, czas teraz wymienić kosmetyki kolorowe

  5. Uwielbiam mocno podreślone rzęsy. Oczy nabierają głebi i wyrazistości. Markę Lily Lolo bardzo lubię. Warto mieć w swojej kosmetyczce naturalne i bezpieczne dla skóry kosmetyki.

    1. Znam tą markę, ale maskar jeszcze od nich nie miałam. Lubię właśnie takie szczoteczki. Ja zawsze zmywam tusz na noc.

  6. Właśnie tego szukam w maskarach. Widze, że mają też bardzo fajną szczoteczkę. Tyle teraz tych tuszy, ale te wydają się bardzo porządne.

  7. Marka Lily Lolo jest mi znana od bardzo dawna, ale jeszcze nie miałam okazji nic od nich przetestować. Obie maskary chętnie bym do siebie przygarnęła i przetestowała 🙂

  8. Muszę spróbować, bo Lily Lolo znam i lubię. Nawet bardzo. Miałam od nich mój pierwszy podkład mineralny. Dzięki nim zakochałam się w minerałach i ta miłość trwa do dzisiaj.

  9. Z Lily Lolo nie próbowałam jeszcze maskary, ale po zdjęciach widzę, że mają ciekawą szczoteczkę do rzęs

  10. Znam markę Lily Lolo 🙂 Mam pędzel do różu i paletę z różem i rozświetlaczem 🙂 Teraz narobiłaś mi niesamowitej ochoty na tusz do rzęs Big Lash 🙂 Jeszcze nie miałam do czynienia z naturalną maskarą do rzęs 🙂

  11. Firmę znam miałam okazję poznać ich kilka kosmetyków jednak maskar jeszcze nie. W sumie to jeszcze nigdy nie stosowałam naturalnych maskar jestem ich ciekawa.

  12. Słabo znam kolorówkę od Lily Lolo, ale przy kupnie nowej mascary czytam jej skład itd. Dobrze, że rzęsy nie wypadają przy tych bo to nic ciekawego kiedy następuje ich wysyp.

  13. Mam wiele różnych produktów tej marki, które lubię i polecam. Tuszu jednak nigdy nie miałam i chyba czas to zmienić. Polecam kremy do pielęgnacji twarzy

  14. Markę kojarzę, ale póki co nie miałam okazji osobiście przekonać się o działaniu ich produktów na sobie. Co do maskary, to mam swoją ulubioną. Zapewne jej skład nie powala na kolana, ale z działania jestem bardzo zadowolona. Chętnie jednak dla odmiany wypróbuję tą naturalną maskarę, gdyż uwielbiam takie spore szczoteczki;)

Pozostaw odpowiedź Koralina Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *