Emolientowa róża – odżywka do włosów o wysokiej porowatości | Anwen.

Zima jest tym czasem w ciągu roku, kiedy włosy szczególnie łatwo elektryzują się i niszczą pod czapkami i szalikami. Konieczne jest więc regularne dostarczanie im emolientów, które wytwarzają warstwę okluzyjną, chroniąc kosmyki przed działaniem czynników zewnętrznych, takich jak deszcz, śnieg, mroźne powietrze czy silny wiatr. Systematyczne olejowanie czy zabezpieczanie końcówek silikonami jednak nie wystarczy: o tej porze roku emolientowe maski i odżywki są na wagę złota – to najbezpieczniejsza opcja. Przy obecnych warunkach pogodowych nie ma co ryzykować z humektantami i proteinami – bo zamiast idealnej tafli, na głowie możemy zastać sztywny, szorstki puch.

Jednym z moich ostatnich hitów wśród emolientowych produktów do pielęgnacji jest różana odżywka od Anwen – stosuję ją od połowy października i za każdym razem nie mogę wyjść z podziwu, jak działa na moje włosy 😉

Emolientowa róża to produkt stworzony przez jedną z przodowniczek włosomaniactwa w Polsce. O Anwen słyszeli chyba wszyscy zainteresowani tematem – większość z nas swoją świadomą pielęgnację zaczynała właśnie przy blogu Ani 🙂 W ubiegłym roku światło dzienne ujrzały jej pierwsze produkty pielęgnacyjne – maski, które dedykowane są pielęgnacji każdego z trzech typów włosów: dla wysokoporowców – kiełki pszenicy i kakao, dla kosmyków średnioporowatych – winogrono i keratyna oraz dla niskoporowców – kokos i glinka. W tym roku z kolei Ania postawiła przede wszystkim na odżywki – biorąc pod uwagę nie tylko porowatość, ale także PEHową równowagę, wypuściła na rynek aż 6 kosmetyków, spośród których ja zdecydowałam się właśnie na emolientową różę.

Opakowanie.

Odżywka zamknięta jest w klasycznej tubie z miękkiego plastiku. Sama uwielbiam takie rozwiązania, sprawdzają się u mnie o wiele lepiej niż butelki z dozownikiem czy dzióbkiem – łatwo wycisnąć kosmetyk do ostatniej kropli 😉 Szata graficzna opakowania nawiązuje do innych produktów Anwen, jednak dzięki różanemu motywowi już na pierwszy rzut oka widać, z czym mamy do czynienia 🙂

Zapach i konsystencja.

Woń odżywki wyczuwalna jest jeszcze przed otwarciem – różany aromat jest intensywny i mocny, co nie każdemu może przypaść do gustu (chociaż ja jestem nim zachwycona;)) Zapach utrzymuje się na włosach długo, jest wyczuwalny nawet po kolejnym myciu.

Odżywka ma przyjemną konsystencję, jest kremowa i delikatna. Jest równocześnie treściwa i lekka, taka jakby miękka – bez problemu można by ją było pomylić z kremem do bezy pavlovej 😉

Skład.

Aqua, Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Cucurbita Pepo (Pumpkin) Seed Oil, Behentrimonium Chloride, Brassica Oleracea Italica Seed Oil, Papaver Somniferum Seed Oil, Carthamus Tinctorius Seed Oil, Raphanus Sativus Seed Oil, Cetrimonium Chloride, Starch Hydroxypropyltrimonium Chloride, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Parfum, Citronallol, Geraniol, Linalool.

Odżywka zawiera w sobie masło shea oraz 5 olei: olej brokułowy, który działa jak naturalny silikon, makowydyniowy, z rzodkiewki i krokosza barwierskiego. Jak widać, skład rzeczywiście jest mocno emolientowy, chociaż nie znajdziemy w nim silikonów. Przy włosach bardzo zniszczonych, suchych lub po prostu kręconych, które mają swoje wymagania, odżywka może sprawdzić się również jako myjadło – w składzie znajduje się bowiem delikatny środek myjący.

Działanie.

Różana odżywka Anwen dedykowana jest włosom o wysokiej porowatości. Uważam jednak, nie tylko wysokoporowce powinny jej spróbować – skład jest równocześnie bogaty, jednak na tyle neutralny, że nikomu nie powinna stać się krzywda.

Emolientową różę przetestowałam w różnych opcjach czasowych: nakładana na kilka minut wygładzała kosmyki i ułatwiała rozczesywanie, z kolei stosowana na dłużej, w formie maski – odżywiała, nawilżała i dociążała. Za każdym razem pukle stawały się miękkie, mięsiste i bardziej elastyczne. Co zaskakujące, specyfik delikatnie podnosił włosy u nasady, dodając im objętości, jaką przeważnie zyskiwałam po proteinowych preparatach. Kilka razy zdarzyło się, że emolientową różę nałożyłam na same końcówki, w formie zabezpieczenia – wiem, wiem, odżywki trzymane za długą mogą rozpulchniać włosy. W tym wypadku jednak końce stawały się idealnie gładkie, jakby zregenerowane – zauważyłam nawet, że po takich kuracjach rzadziej się przesuszały i kruszyły.

Podsumowanie.

Różana odżywka stworzona przez Anię zdecydowanie zalicza się do grona tegorocznych odkryć – tak naprawdę nie mam do czego doczepić! Tak samo działanie (które jest tutaj najważniejsze), jak i konsystencja czy zapach (czyli „dodatki”) są dla mnie rewelacyjne. Produkt jest bardzo wydajny – odżywkę stosuję mniej więcej raz w tygodniu na włosach sięgających połowy pleców, a wciąż nie doszłam jeszcze do połowy opakowania!

Emolientowa róża narobiła mi takiego smaka, że chętnie sięgnę po pozostałe produkty ze sklepu Anwen – już na pierwszy rzut oka widać, że odżywki stworzył ktoś, kto naprawdę ogarnia temat i wie, czego włosy potrzebują.

Stosowaliście któryś z produktów Ani? Jak spisały się u Was? Które preparaty polecacie najbardziej? 🙂

 

Wpisy, które mogą zaciekawić:

32 komentarze

    1. Stylistyka wszystkich produktów Anwen jest przepiękna! Ale – ważniejsze jest działanie!

  1. Ciezko mi stwierdzic, 1szy raz widzę nazwŕ firmy i opakowanie, ale może być dobra, patrząc na skład 😉 przydałaby mi się dobra odżywka, moje włosy to jakiś koooooszmar.

  2. MAm proteinową magnolię, przez przypadek bo przeczytałąm magnolia a proteinowa już nie, jeszcze nie wiem jak zadziała na moje włosy, ale tą też mam na liście

  3. Wprawdzie teraz czapek nie noszę (wolę kaptur), ale moje włosy jak najbardziej potrzebują wsparcia, więc postaram się znaleźć sobie tę odżywkę, zobaczymy, jak moje włosy się z nią dogadają. Na marginesie – jest jakaś szczególna odżywka dla włosów długich (w tej chwili mniej więcej do pasa), wspierająca ich puszystość i elastyczność (wiadomo, im dłuższe, tym cięższe, zwłaszcza gdy są proste)?

    1. Tak naprawdę nie ma się co dziwić – Ania ma przecież taką wiedzę o pielęgnacji włosów!

  4. Odżywka jak najbardziej na plus. Też jej używałam. Akurat dostałam w prezencie w zestawie z dwiema innymi. Róża miała najpiękniejszy zapach tego jej odmówić nie można 😉 Faktem jest również to że ma w sobie sporo drogocennych olejków. Ale ma jeden minus i to całkiem spory. W jej składzie alkohol jest na 2 miejscu tzn, że ma dość spory udział procentowy. No ale tak to już jest z tymi kosmetykami. W pełni naturalne środki to już wyższa półka cenowa. Ale ogólna ocena – pozytywna 😀

  5. O Anwen słyszałam, ale nie miałam pojęcia, że stworzyła linię swoich kosmetyków 😀 Po opisie wnioskuję, że ta odżywka mogłaby się u mnie sprawdzić, mam bardzo puszące się, porowate włosy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *