PEHowe trio do zadań specjalnych – odżywki bez spłukiwania Anwen: emolientowa morela, humektantowa gruszka i proteinowe liczi.

O jeżu kolczasty, ależ mnie tu długo nie było! Chyba nigdy wcześniej nie miałam takiej przerwy od blogowania! Ale teraz wracam, z nowymi chęciami i całkowicie przemyślanym planem działania 😉 Bo wiecie, chociaż tutaj moja aktywność była wręcz znikoma, to przecież cały czas testowałam przeróżne nowości – teraz nadeszła pora, bym podzieliła się z Wami moimi wrażeniami.

Ci z Was, którzy są ze mną od dawna, doskonale wiedzą, jak dużą sympatią darzę kosmetyki Anwen. Zdecydowana większość tych produktów spisuje się u mnie świetnie, a nawet i te „słabsze” są całkiem ok. Tak na dobrą sprawę nie potrafię wybrać ścisłego podium moich faworytów – jest conajmniej 6 produktów bez których nie wyobrażam sobie pielęgnacji mojej czupryny: SYH, obie odżywki do skóry głowy, Bee My Baby, ampułki PROtein i masełkowe Happy Ends to moje totalne must have!

Na mój „wielki powrót” zaplanowałam małą recenzję PEHowego trio od Anwen. Trzy odżywki bez spłukiwania, które są ze mną od blisko roku, miałam okazję przetestować na wszelkie możliwe sposoby – i finalnie wyłonić ulubieńca. Także i tym razem Anwen poczęstowała mnie owocowymi propozycjami: emolientową morelą, humektantową gruszką i proteinowym liczi.

Opakowania.

Wszystkie trzy odżywki zamknięte w są w fioletowo-przeźroczystych, plastikowych butelkach z dozownikami. Jest to o tyle wygodne, że bez większego problemu można kontrolować pozostałą ilość produktu we wnętrzu opakowania (szczególnie, jeśli ktoś ma manię kontrolowania;))

Szata graficzna odżywek jest całkowicie spójna ze stylistyką marki – każda etykieta przyodziana została rysunkowymi owocami oraz ozdobną czcionką, kojarzącą się od razu z firmą Anwen 🙂

Zapachy i konsystencje.

Odżywki różnią się między sobą konsystencjami: gruszka i morela są białe, bardziej kremowe i gęste, z kolei liczi to lekki żel o przeźroczysto-brązowej barwie (trochę przypomina glutka lnianego;)). Zapachy – adekwatnie do nazw produktów – są soczyste i smakowite. Co dla mnie cudowne (jak zresztą chyba we wszystkich produktach Anwen), nie daje się wyczuć w nich chemicznych, nieprzyjemnych nut – kosmetyki pachną jak owocowe jogurty, aż ślinka cienkie 😉

Składy.

Morela: Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Coco-Caprylate (emolient), Pyrus Malus Seed Oil (olej jabłkowy), Triticum Vulgare Germ Oil (olej z kiełków pszenicy), Papaver Somniferum Seed Oil (olej z nasion maku), Behentrimonium Methosulfate (substancja myjąca, kondycjonująca), Inulin (humektant), Octyldodecanol (emolient), Hydrogenated Coco-Glycerides (uwodorniona mieszanina oleju kokosowego – emulgator, emolient), Helianthus Annuus Seed Extract (ekstrakt z nasion słonecznika), Hydrogenated Castor Oil/Sebacic Acid Copolymer (naturalny emolient, substancja kondycjonująca), Acacia Senegal Gum Extract (wyciąg z żywicy akacji), Linum Ussitatissimum Seed Extract (ekstrakt z nasion lnu), Althea Officinalis Root Extract (ekstrakt z korzenia prawoślazu), Prunus Amygdalus Dulcis Fruit Extract (wyciąg z owoców słodkiego migdałowca), Xanthan Gum (zagęstnik), Hydroxypropyltrimonium Hydrolyzed Corn Starch (hydrolizowana skrobia kukurydziana), Glycerin (gliceryna), Tocopheryl Acetate (witamina E), Lactic Acid (kwas mleczny), Sodium Benzoate (konserwant), Potassium Sorbate (konserwant), Phenoxyethanol (konserwant), Benzoic Acid (konserwant), Dehydroacetic Acid (konserwant), Parfum (zapach).

Gruszka: Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Behentrimonium Methosulfate (substancja myjąca, kondycjonująca), Tapioca Starch (polepszacz konsystencji), Trehalose (humektant), Inulin (humektant), Linum Ussitatissimum Seed Extract (ekstrakt z nasion lnu), Xanthan Gum (zagęstnik), Althea Officinalis Root Extract (ekstrakt z korzenia prawoślazu), Prunus Amygdalus Dulcis Fruit Extract (wyciąg z owoców słodkiego migdałowca), Cassia Angustifolia Seed Polysaccharide (polisacharyd z nasion strączyńca ostrolistnego – humektant), Hydroxyethylcellulose (zagęstnik), Acacia Senegal Gum Extract (wyciąg z żywicy akacji), Furcellaria Lumbricalis Extract (ekstrakt z czerwonych wodorostów), Octyldodecanol (emolient), Hydrogenated Coco-Glycerides (uwodorniona mieszanina oleju kokosowego – emulgator, emolient), Helianthus Annuus Seed Extract (ekstrakt z nasion słonecznika), Tocopheryl Acetate (witamina E), Hydroxypropyltrimonium Honey (pochodna miodu – humektant), Hydroxypropyltrimonium Hydrolyzed Corn Starch (hydrolizowana skrobia kukurydziana), Glycerin (gliceryna), Lactic Acid (kwas mleczny), Sodium Benzoate (konserwant), Potassium Sorbate (konserwant), Sorbic Acid (konserwant), Phenoxyethanol (konserwant), Benzoic Acid (konserwant), Dehydroacetic Acid (konserwant), Parfum (zapach).

Liczi: Aqua (woda), Polysorbate 20 (emugator), Hydroxyethylcellulose (zagęstnik), Xanthan Gum (zagęstnik), Linum Usitatissimum Seed Extract (ekstrakt z nasion lnu), Althea Officinalis Root Extract (ekstrakt z korzenia prawoślazu), Prunus Amygdalus Dulci Fruit Extract (wyciąg z owoców słodkiego migdałowca), Hydrolyzed Linseed Seed (hydrolizowane nasiona lnu), Hydroxypropyltrimonium Hydrolyzed Wheat Protein (kationizowane proteiny pszenicy – humektant), Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin (substancja antystatyczna i kondycjonująca), Hydroxypropyltrimonium Hydrolyzed Corn Starch (hydrolizowana skrobia kukurydziana), Furcellaria Lumbricalis Extract (ekstrakt z czerwonych wodorostów), Wheat Amino Acids (aminokwasy pszenicy), Inulin (humektant), Phenoxyethanol (konserwant), Benzoic Acid (konserwant), Dehydroacetic Acid (konserwant), Parfum (zapach), Potassium Sorbate (konserwant), Sodium Benzoate (konserwant), Butylene Glycol (humektant, konserwant), Methylparaben (konserwant), Propylparaben (konserwant), Phenethyl Alcohol (konserwant), Benzyl Alcohol (konserwant), Citronellol (substancja zapachowa).

Działanie.

Tak, jak już napisałam we wstępie, miałam sporo czasu na dokładne przetestowanie wszystkich trzech odżywek. I rzeczywiście: stosowałam je według zaleceń producenta, ale też w formie podkładów pod olejowanie, jako zastępców serów na końcówki czy samych olejów; na mokre i suche włosy; w różnych warunkach atmosferycznych.

Morela, jako najbardziej emolientowa, cudownie dociążała i wygładza włosy. Stosowana jako serum, ładnie zabezpieczała i odżywiała końcówki, które na dłuższą metę mniej się rozdwajały czy kruszyły. Idealnie sprawdziła się też do kremowania kosmyków: pozostawiona na 30-40 minut dogłębnie odżywiała, dzięki czemu włosy przestają się puszyć, zyskując miękkość i sprężystość.

Gruszka okazała się sporo lżejsza niż morela – będzie więc fajną opcją dla cienkich włosów, które łatwo przeciążyć. Pięknie nawilża, włosy stają się miękkie, gładkie, „lejące”. W duecie z morelą potrafi zdziałać cuda!

Liczi ze względu na swoją konsystencję, jest zdecydowanie najlżejszą z odżywek – dodatkowo okazała się najbardziej wydajna (chociaż każda z nich sprawia wrażenie, jakby nie miała dna): wystarczy ociupinka, by powierzchnia włosia pokryła się żelowym glutkiem. Włosy po jej użyciu stają się sypkie i lekko usztywnione, zyskują objętość. Myślę, że liczi może też pomagać przy stylizacji włosów kręconych i falowanych, podbijając skręt.

Każda z odżywek zastosowana w formie podkładu pod olejowanie sprawdziła się świetnie, oczywiście na swój sposób 😉 Użyte wszystkie naraz, dosłownie po „kropelce”, zapewniały PEHową równowagę.

Podsumowanie.

Owocowe b/sy od Anwen stały się hitami w mojej łazience. Tak samo na powolny włosing, jak i szybkie mycie, „gdy goni czas” – pomagały zadbać o kondycję i zdrowy wygląd kosmyków. Chociaż, nie ukrywając, z całego trio to właśnie emolienotwa morela najbardziej skradła moje serce swoim działaniem. Okazała się produktem zarówno na codzień, jak i do zadań specjalnych czy na wielkie wyjścia. Oczywiście – gruszka i liczi też działały świetnie, jednak, chociażby ze względu na PEHowe potrzeby moich kosmyków, korzystałam z nich zdecydowanie rzadziej 😉

Mieliście już okazję zapoznać się z odzywkami b/s od Anwen? Która z nich u Was sprawdziła się najlepiej? 😉

25 komentarzy

  1. Ja nie miałam okazji poznać odżywek Anwen dlatego trudno jest mi się wypowiedzieć na ich temat.

      1. Czekalam na ten wpis! O ile juz mnostwo produktow Anwen za mną ( tez szykuje zbiooorczy wielki wpis) to te nadal nie przetestowane i gdy tylko denek zalicze to siegme po nie 🙂

  2. Bardzo rzetelny opis. Ostatnio zainteresowały mnie te produkty. Dziękuję za obszerną recenzję. Patrycja

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *