Czym jest cassia? Moje pierwsze farbowanie ziołami

Cassia to indyjskie zioło, uznawane powszechnie za bezbarwną hennę. Jest to o tyle mylące, że ani nie jest bezbarwna, ani tym bardziej nie jest henną – to dwie zupełnie różne rośliny, farbujące na inne kolory. Łączy je tyle, że obie występują w formie zielonego proszku, pachnącego mokrym sianem.

Cassia zawiera chryzofanol, który nie ma koloru, daje jedynie żółtą/złotą poświatę. Bardzo jasne lub siwe włosy cassia może zabawić – im jaśniejszy kolor wyjściowy, tym mocniejszy efekt kolorystyczny.  W przypadku włosów ciemnych teoretycznie cassia nie powinna barwić – w praktyce jednak odcień zmienia się na cieplejszy, głębszy.

Cassia ma świetne właściwości kondycjonujące, porównywalne do henny. Działa przeciwgrzybiczo i antybakteryjnie na skórę głowy, a także, wnikając do wnętrza, odżywka włosy.

Sattva ciemny blond.

Opakowanie zawiera kompozycję ajurwedyjskich ziół, które nadadzą włosom ciemniejszego złotawego koloru. Dodatkowo opakowanie zawiera dwie pary rękawiczek, dwa plastikowe czepki oraz pędzelek.

Składniki: Cassia Obovata, Lawsonia Inermis, Matricaria Chamomilia, Tagetes, Cassia Fistula, Emblica Officinalis, Azadirachta Indica,  Longa.

Mieszanka to oliwkowo-zielony puder o pięknym zapachu! Coś pomiędzy wonią mokrego siana, a herbatą matchą – dla mnie bardzo przyjemne aromaty 😉

Produkt dostałam do testowania od marki Sattva Ayurveda, w ramach współpracy. Zdecydowałam się na ciemny blond licząc, że podbije trochę mój naturalny kolor i przyciemni rozjaśnione ombre.

Przygotowanie.

Na wieczór przed pół opakowania cassi wymieszałam z łyżeczką kwasku cytrynowego i zalałam ciepłą wodą (ok.50°C). Miksturę o konsystencji pasty zafoliowana i odstawiłam na kaloryfer, by przez kolejne 20 godzin dochodziła do siebie 😉 Rano w dniu cassiowania do odstanej mikstury dodałam jeszcze 2-3 łyżki glutka lnianego, dokładnie wymieszałam i znowu odstawiłam na kilka godzin.

Farbowanie.

Przed samym farbowaniem dwukrotnie oczyściłam włosy szamponem z mocnym detergentem, a następnie nałożyłam na nie maskę chelatujacą (2 łyżki maski i 1 łyżeczka kwasku cytrynowego). Po 20 minutach kosmyki były gotowe do farbowania- oczywiście maskę dokładnie z nich wypłukałam 😉

Zaczynając od skóry głowy, stopniowo nakładałam mieszankę na włosy, pamiętając o dokładności – istotne jest przecież, by farba dotarła do każdego włoska. Następnie całą głowę zafoliowałam, owinęłam bandażem elastycznym i „wpakowałam” do czapki z polarem, by utrzymać ciepło.

Efekty.*

Idąc za radą Agnieszki, zioła trzymałam na głowie ok. 3 h. Potem przyszło najgorsze: wypłukanie mikstury z włosów 😉 Wcześniej nie brałam pod uwagę, że to tak uciążliwe zajęcie!

Było jednak warto chwilę się pomęczyć: efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania. O ile sam kolor włosów nie uległ za bardzo zmianie, o tyle ich tonacja zyskała złocisty refleksy. Jedynie baby hair złapały ciemniejsze tony, dzięki czemu są teraz widoczne 😉 Kosmyki stały się tak błyszczące i tak sypkie, jak po żadnej kuracji wcześniej. Nawet końcówki sprawiają wrażenie ociupinkę gęstszych – po cassiowaniu nie plączą się już tak bardzo, co dobrze wróży na przyszłość 😉

Tak naprawdę jedyną wadą całego przedsięwzięcia jest czas po, gdy nie można myć kosmyków. Przy włosach cienkich, które przeważnie myję co drugi dzień, to naprawdę duże wyzwanie, by wytrzymać conajmniej 48 godzin (tym razem przeciągnęłam ten czas do 58 h, chociaż było to nie lada wyczynem;)).

Wszystko inne (przygotowywanie, czas odstania, trzymanie na włosach i cały ten bałagan) zdecydowanie warte jest rezultatów: zdrowych (a nie tylko zdrowo wyglądających!), lśniących włosów 🙂

Stosujecie ajurwedyjskie zioła w pielęgnacji? Może nie tylko na włosy je wykorzystujecie? 😉

*wizualne efekty pokażę Wam w kolejnym wpisie z tej serii – przede mną drugie farbowanie włosów cassią! 😉

34 komentarze

  1. Bardzo interesujace. Tym bardziej ze jestem naturalna blondynką. Jestem ciekawa wizualnego efektu i juz nie mogę sie doczekać kolejnego wpisy z tej

    1. Nie – żadne z ziół nie działają rozjaśniająco. Jeśli jesteś jasną blondynką, mogę polecić Ci bezbarwną cassię – nada jedynie złocistych refleksów 🙂

  2. O, ciekawa propozycja 🙂 nie słyszałam o tym nigdy wcześniej! Ale ja akurat nie farbuje włosów i chyba bym się bała z nimi robić cokolwiek… 🙂

    1. Powiem Ci szczerze, że u mnie akurat ten kolor niewiele zmienił w barwie włosów – nadał im jedynie ciepły odcień 🙂

    1. Polecam najpierw poczytać na ten temat – sama skorzystałam z wiedzy bardziej doświadczonych! 😉

  3. No w końcu jest coś naturalnego do farbowania włosów blond! Szukałam takiego specyfiku od wielu miesięcy. Dzięki za wpis. Brakuje mi tylko zdjęcia włosów przed i po farbowaniu.

    1. Tak, jak napisałam we wpisie – zdjęcia pojawią się w kolejnym poście z tej serii 🙂

    1. U mnie cassiowanie nie pochłania aż tyle czasu – de facto, gdy robię włosing i olejowanie, zajmuje to mniej więcej tyle samo czasu…;)

    1. Zdjęcia będą – tak, jak napisałam we wpisie, już w kolejnym poście z tej serii 🙂

    1. Ja dopiero raczkuję w tym temacie – w poniedziałek będzie moje trzecie podejście dopiero 😉

  4. Super artykuł. Cały internet przekopałam żeby znaleźć coś o sattvie, bo instrukcja nie zgadza się z tym, co wiem o farbowaniu henną. Dosłownie mnie uratowałaś.
    Mam jednak kilka pytań bo teoria teorią, a praktycznie to ja jestem zielona: czy farba musi stać te 20 godzin można krócej/dłużnej? Pytam, bo chcę się wpasować w weekend majowy z farbowaniem i potem pierwszym myciem po 48 godzinach, a ja normalnie muszę myć włosy codziennie (naprawdę nie chcę iść do pracy z nieumytymi). Czytałam też, że niektórzy zakwaszają tuż przed nałożeniem farby, jest jakaś różnica? Czy „glutek” z siemienia nie zmieni intensywności farbowania?
    Pewnie nie masz czasu wszystkim odpisywać, ale byłabym wdzięczna choć za parę słów.

    1. Nie martw się – czas mam! 😉
      Odpowiadając na pytania – czytałam, że wystarczy ok 8 h stania. Sama robię to tak, że wieczorem przed miksuję zioła z kwaskiem i wodą i odstawiam do następnego dnia – do rana przecież i tak śpię 😉
      By barwnik mógł się „uaktywnić”, mikstura powinna być zakwaszona wcześniej, niż przed nakładaniem. Przed farbowaniem mieszałam jedynie Orientanę, która w składzie na indigo – ale to bez zakwaszania, które „tłumi” ten barwnik.
      Nie zauważyłam, by glutek wpływał na intensywność farbowania – raczej na kondycję włosów, działa nawilżająco. Dzięki niemu możemy uchronić się przed ziołowym przesuszem 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *