Pierwszy miesiąc po metamorfozie włosów.

miesiacpo

Zdajecie sobie sprawę, jak szybko czas pędzi? Nie tak dawno byłam w salonie fryzjerskim, by rozjaśnić końcówki, robiąc ombre, a tu bam! – wczoraj minął równy miesiąc, odkąd zostałam pół-blondynką. Mimo, że przecież było to spełnieniem moich marzeń, pielęgnacja rozjaśnionych włosów okazała się ciężką pracą – wcześniej byłam chyba zwyczajnie rozleniwiona, bo naturalne kosmyki nie sprawiały żadnych problemów.

Zaraz po przyjeździe z Anglii włosy przeżyły olbrzymi szok – powietrze w Polsce jest zdecydowanie bardziej suche, przez co na głowie zapanował elektryzujący się puch. Tak czy siak miałabym więc problem z dopasowaniem pielęgnacji do mroźnych, zimowych warunków panujących w ojczyźnie (dla porównania, gdy opuszczaliśmy Wyspy termometry wskazywały +12 stopni…;)).

Rozjaśnienie końcówek było tylko przysłowiowym gwoździem do trumny – już niedociążone włosy, stały się po zabiegu jeszcze „lżejsze”, bardziej delikatne, a końcówki cienkie i wrażliwe.

porównanie
Po lewej prosto od fryzjera, idealnie wyprostowane; po prawej po miesiącu, wysuszone i zabezpieczone serum

Tak, jak się spodziewałam, pielęgnacja włosów rozjaśnionych stała się dla mnie dużym wyzwaniem. Nie wiedziałam co, i w jaki sposób na nie zadziała, co pomoże, a co zaszkodzi: taka „zgaduj-zgadula”.

Strzałem w dziesiątkę okazało się stosowanie równowagi PEHowej, ze specjalnym uwzględnieniem emolientów. Zarówno regularne olejowanie przed każdym myciem, jak i mixy masek po, zdziałały cuda: z czasem włosy zyskały „ciężkość”, elastyczność i blask.

By chłodny, popielaty odcień blondu pozostał ze mną jak najdłużej, mniej więcej raz w tygodniu stosowałam jeden z produktów od Johna Friedy, które kupiłam jeszcze w UK. Efekty, póki co są zadowalające: daleko mi jeszcze do żółtego koloru na głowie, a włosy nie sprawiają wrażenia bardzo przesuszonych po użyciu elementów tego zestawu.

Uwieńczeniem każdej pielęgnacji było oczywiście zabezpieczanie końcówek. Mythic Oil od Loreal stanął na wysokości zadania: jest to chyba najlepsze serum, jakie do tej pory używałam. Nie tylko nieziemsko pachnie, ale cudownie dociąża i zmiękcza włosy, dodając im blasku. No i najważniejsze: idealnie zabezpiecza końcówki przed jakimikolwiek uszkodzeniami, równocześnie ujarzmiając je przed niechcianym spuszeniem.

konówki

Jak widzicie, chcieć to móc – a rozjaśnione włosy wcale nie muszą być zniszczone. Odpowiednio dobrana pięlęgnacja i regularność zdecydowanie są kluczami do sukcesu! 🙂

10 komentarzy

  1. Twoje włosy bardzo ładnie wyglądają 🙂 widać, że nie ucierpiały po rozjaśnianiu 🙂 Zgadzam się z Tobą, że pielęgnacja włosów rozjaśnianych to duże wyzwanie 🙂

    P.S. Musiałaś usunąć coś w kodzie html posta w panelu wordpressa, bo pasek boczny przeniósł Ci się na sam dół i nie widać go po prawej stronie. Przejdź do wersji tekstowej i zamknij tagi, może to pomoże 🙂
    Poprawiam u siebie treści, bo przenoszę się na WP i też takie coś mnie spotkało 🙂

  2. „Strzałem w dziesiątkę okazało się stosowanie równowagi PEHowej, ze specjalnym uwzględnieniem emolientów. Zarówno regularne olejowanie przed każdym myciem, jak i mixy masek po, zdziałały cuda”- napisz proszę chociaz jeden przyklad jak wygladala pielegnacja jakich dokladnie produktow uzylas bo poprawa w kondycji wlosow jest niesamowita.pozdrawiam i dziekuje

  3. Bardzo ładne włoski 🙂 również mam rozjaśniane włosy w stylu ombre i potwierdzam, że utrzymanie ich w dobrej kondycji wymaga wysiłku ale nie jest to niemożliwe do osiągnięcia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *