Piramida pielęgnacji włosów.

piramida piel

Podstawą prawidłowej pielęgnacji jest oczywiście poznanie swoich włosów, ich oczekiwań i potrzeb. To, co w jednym miesiącu jest naszym strzałem w dziesiątkę, w kolejnym już powoduje olbrzymie zniszczenia i straty. Plan pielęgnacji musi więc być na bieżąco aktualizowany, by nadążyć za pragnieniami naszych pukli.

W ostatnim czasie w mojej pielęgnacji nie ma zbyt wielu zmian. Pojawiły się za to pewne punkty, które cyklicznie się powtarzają. Ta stałość pozwoliła mi na ułożenie piramidy pielęgnacji moim włosów.

piramidaaCodziennie.

Każdy dzień jest istnym rytuałem pielęgnacji moich włosów. Wszystko zaczyna się już rano, gdy po rozczesaniu ich stosuję wcierkę na skórę głowy. Mam wrażenie, że odświeża to moje włosy u nasady (do tego stopnia, że przestałam w ogóle używać suche szampony;))

Codziennie również wspomagam się naturalną suplementacją: ziarenka lnu oraz picie oleju stały się nierozłącznym elementem moje śniadania. Okresowo również łykam suplementy farmakologiczne, przeważnie są to tabletki Merz Special (stosuję je 2 miesiące z rzędu, 2 razy do roku).

Dzień kończy się zabezpieczeniem końcówek serum lub olejkiem oraz upięciem ich do snu. Moimi ulubionym fryzurami są warkocz lub koczek ślimaczek: obie są niezmiernie wygodne i łatwe w wykonaniu.

serum

Co 2-3 dni.

Przed każdym myciem na włosy nakładam wybrany olej i pod foliowym workiem i ręcznikiem zostawiam go na godzinę. Wiem, że tyle czasu jest najbardziej odpowiednie: gdy oleje trzymam dłużej za bardzo obciążają włosy. Od marca do olejów dodaję kilka kropel gliceryny, dzięki niej włosy są gładsze i jeszcze lepiej odżywione.

Włosy myję przeważnie delikatnym szamponem Baby Dream w wersji żółtej. Klasyczny zdecydowanie bardziej plątał mi włosy, przez co nie raz miałam nawet trudność z dokładnym wypłukaniem piany!

Po myciu przychodzi czas na maskę (30-40 min) lub odżywkę (do 10 min). Dzięki temu włosy są nie tylko odżywione, ale także lepiej domyte. W dni, kiedy stosuję olejowanie, nakładam maski proteinowe, by zachować równowagę PEH.

bd

Co 1,5-2 tygodnie.

Myję włosy szamponem oczyszczającym. W moim wypadku jest to szampon Jantar – mimo, że w składzie ma SLS, działa wzmacniająco na cebulki, dzięki czemu podczas mycia wypada mi mniej włosów.

Po mocnym oczyszczeniu przeważnie na włosy nakładam nawilżającą maskę DIY (np. z kakao, skrobią ziemniaczaną i miodem). Lubię taką „procedurę”, ponieważ maska o wiele lepiej wnika w głąb włosów, gdy żadne silikony nie blokują jej dostępu.

jantar

Raz w miesiącu.

W związku z tym, że moje włosy nie przepadają za dużą ilością protein, tylko na 4-5 tygodni dopuszczam się laminowania włosów żelatyną. Oczywiście, dodają do niej zarówno olej, jak i miód (lub glicerynę). Jest to dla mnie optymalny czas na wykonywanie tego zabiegu: włosom dostarczany jest ich podstawowy budulec, równocześnie unikając przeproteinowania.

Raz w miesiącu wykonuję również peeling skóry głowy. Pozwala on nie tylko dokładnie oczyścić „skalp”, ale także ułatwia stymulację porostu włosów.

Co 3-4 miesiące.

Dzięki odpowiedniej pielęgnacji każdego dnia, końcówki moich włosów są lepiej nawilżone i bardziej elastyczne, tak często się nie łamią i nie rozdwajają, a co za tym idzie, o wiele rzadziej mogę odwiedzać fryzjera. Ostatnio umawiam się na podcinanie końcówek maszynką tylko po to, by nadać fryzurze ładny, estetyczny kształt.

regularne-obcinanie-włosów

Jak u Was wygląda taka piramida? Macie swoje pielęgnacyjne rytuały? Jeśli tak, to jakie? 😉

4 komentarze

  1. Dla mnie rytuałem jest już samo czesanie włosów 🙂
    Lubię się babrać przy włosach, szalenie mnie to relaksuje, więc mogłabym myć je dwa razy dziennie 😉 Jedynie do wcierek nie mam cierpliwości…

    1. Ja mam podobnie! Olejowanie, nakładanie masek, samo mycie… Wszystko to działa tak uspokajająco 🙂 Nie mówiąc już o tym, jak uspokajają efekty;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *