Podkłady mineralne Lily Lolo dla jasnej karnacji.

O minerałach pisałam już nie raz – nic na to nie poradzę, że od pierwszego użycia pokochałam je miłością bezgraniczną. Od samego początku przygody z naturalną kolorówką towarzyszyły mi podkłady Lily Lolo – uwielbiam je za ich niezawodność i lecznicze właściwości: skóra jest odżywiona, pory niezapchane, a nawet gdy pojawią się niechciani goście, znikają o wiele szybciej.

Zalet mineralnych podkładów jest mnóstwo: mają prosty, naturalny skład, chronią przed promieniami UV, działają antybakteryjnie. Są uniwersalne, bo dobrze sprawdzają się przy każdym typie skóry, paleta kolorystyczna jest tak duża, że każdy znajdzie coś dla siebie, a w zależności od potrzeb – jednym produktem możemy uzyskać różne stopnie krycia.

Co najlepsze – cena podkładów mineralnych nie jest wcale tak wysoka – drogeryjne kosmetyki z „wyższej półki” kosztują podobnie, a biorąc pod uwagę, że minerały są naprawdę długowieczne (o ile posługujemy się nimi odpowiednio, w higieniczny sposób;)) i bardzo wydajne (w ciągu blisko 2 lat zużyłam dopiero 2 opakowanie) – taki wydatek jest całkowicie logiczny 😉

Jak i czym aplikować podkłady mineralne?

O ile same właściwości zachęcają, o tyle kwestia aplikacji potrafi zniechęcić do sięgnięcia po minerały. Technik nakładania tych sypkich kosmetyków jest na szczęście kilka, więc prawdopodobnie każdemu uda się z tym problemem uporać 😉

  • metoda na sucho – zalecana dla osób, które nie oczekują mocnego krycia. Wystarczy wysypać odrobinę produktu na wieczko, delikatnie dotknąć pędzlem podkładu, a następnie otrzepać z nadmiaru proszku. W zależności od efektu, jaki chcemy uzyskać, możemy na 3 sposoby nakładać podkład na skórę:
    1. okrężnymi ruchami
    2. „stemplowaniem”
    3. ruchem posuwistym („w te i z powrotem”;))

Stemplowanie daje najmocniejsze krycie ze wszystkich trzech opcji aplikowania na sucho.

  • metoda na mokro – kiedy potrzebujemy większego krycia i trwałego efektu. Opcji znowu jest kilka:
    1. za pomocą wilgotnego pędzla, „wgniatamy” sypki podkład w skórę
    2. łącząc proszek z odrobiną wody, uzyskujemy produkt o kremowej konsystencji, który aplikujemy jak klasyczny płynny podkład
    3. mieszając podkład z ulubionym kremem codziennym, powstaje produkt typu krem BB, który nie tylko zakrywa wszystkie mankamenty, ale także cudownie nawilża cerę
    4. spryskujemy zaaplikowany „na sucho” kosmetyk tonikiem lub wodą termalną sprawiamy, a następnie odsączamy nadmiar wilgoci chusteczką – w ten sposób podkład ładnie stapia się z cerą, dając bardzo naturalny efekt

Tak, jak sposób aplikowania podkładu mineralnego możemy dopasować do swoich predyspozycji, tak samo i opcji czym nakładać jest kilka.

  • pędzel: najlepiej wykonany z syntetycznego włosia – naturalne włoski pochłaniają minerały. Są trzy warianty do wyboru, w zależności od potrzeby krycia:
    1. flat top – daje największe krycie, najlepiej sprawdza się przy metodzie stemplowania
    2. „kulka” – daje lekkie, bardzo naturalne krycie, dzięki temu, że włosie nie jest tak zbite, spisuje się przy aplikowaniu sposobem „w te i z powrotem” 😉
    3. kabuki – ma zaokrąglone, zbite włosie, jest pośrednikiem między opcją mocno kryjącą, a delikatnym makijażem „kulką” – idealny do używania przy metodzie ruchami okrężnymi
    4. „język” – ze względu na to, że jest płaski, ale z zaokrąglonym brzegiem, jest najlepszą opcją przy aplikowaniu na mokro
  • gąbeczka: daje możliwość uzyskania bardzo naturalnego efektu. Nie jest to metoda w 100% mokra – raczej wilgotna 😉 Zwilżona gąbeczka pozwala na osiągnięcie rezultatu pomiędzy suchym, pudrowym wykończeniem, a ciężką, nie zawsze stapiającą się ze skórą metodą aplikacji na mokro
  • palce: opcja najlepiej sprawdzi się przy łączeniu podkładu z ulubionym kremem – łatwiej w tym wypadku będzie o dokładne wymieszanie ze sobą produktów

Jak odpowiednio dobrać kolor podkładu?

Podkłady mineralne Lily Lolo dostępne są w odcieniach ciepłych, chłodnych, i neutralnych, dlatego nie powinniśmy mieć większych trudności z wyborem odpowiedniej dla nas tonacji. Od czego zacząć?

  1. określenie kolorytu skóry: cera w ciepłej tonacji cechuje się żółtawym zabarwieniem. Jest to ta ten typ skóry, który latem szybko łapie promienie słoneczne, opalając się na brązowo – przykładem jest karnacja oliwkowa. Z kolei jeśli częściej cierpisz z powodu poparzeń, a każda kąpiel słoneczna kończy się wizerunkiem różowej świnki – cera prawdopodobnie jest w odcieniu chłodnym. Przeważnie to właśnie ten typ karnacji ma problemy z (nad)wrażliwością czy pękającymi naczynkami; jest nieodporna na gwałtowne zmiany temperatur i szybko staje się przesuszona.
    • zwróć uwagę na żyły na nadgarstkach: u osób z chłodną karnacją, żyły mają typowo niebieską barwę, u tych mających ciepły odcień skóry są z kolei bardziej zielonkawe(co jest dość logiczne: niebieskie żyły + żółtawa skóra;)). Jeśli kolor żył na wewnętrznej stronie nadgarstka nie jest oczywisty (czyli mamy tak samo niebieskie, jak i zielone nitki), karnacja prawdopodobnie będzie neutralna. Ważne, by obserwować je w świetle dziennym, na zewnątrz lub tuż przy oknie.
    • złoto i srebro: czyli w których dodatkach lepiej się czujemy? Po srebrną biżuterie częściej sięgają osoby o chłodnym kolorycie, po złoto z kolei osoby o ciepłej tonacji cery – sama nie potrafię wyobrazić sobie arabskich księżniczek w srebrnej biżuterii, tak samo, jak księżniczki Elsy w złotych dodatkach 😉
  2. odpowiednia kategoria kolorystyczna: podkłady Lily Lolo podzielone zostały według odcienia i tonacji (z uwzględnieniem dodatkowej karnacji – oliwkowej), dzięki czemu bez większych problemów możemy samodzielnie dobrać najlepszy podkład. Jednak, gdyby i tak pojawiły się wątpliwości, konsultanci marki zawsze służą poradą – sama nie raz korzystałam z ich wiedzy i doświadczenia 🙂
  3. próbki: zanim zdecydujemy się na pełnowymiarowe opakowanie, warto przetestować konkretne odcienie w mini-wersjach. W sklepie Costasy przy każdym składanym jest możliwość otrzymania darmowych próbek wybranych sypkich produktów (nie tylko podkładów;))

Podkłady Lily Lolo dla Bladych Twarzy 😉

Osoby, których odcień zalicza się do jasnych, mają de facto możliwość wyboru między 5 opcjami – 3 z nich zaliczają się do kategorii neutralnej, co znaczy, że powinny dobrze stopić się również z chłodnymi i ciepłymi tonami.

  • Porcelain: dedykowany osobom o bardzo jasnej karnacji. Jego odcień jest lekko chłodny, z delikatnymi, ledwo zauważalnymi różowymi tonami –
  • China Doll: lekko ciemniejszy, dzięki czemu sprawdzi się również u osób o cerze jasnej – sama stosuję go przez sporą część roku, gdy zeszłoroczna opalenizna już wyblaknie, a do następnego lata jeszcze daleko 😉
  • Blondie: chociaż podkład zaliczany jest do tonacji neutralnej, według mnie jest delikatnie cieplejszy, jakby bardziej brzoskwiniowy od chińskiej laleczki. Jak widać w tabelce, jest też od niej delikatnie ciemniejszy, wciąż jednak odpowiada jasnemu kolorytowi. Dla mnie Blondie jest idealną opcją w lecie i na początku jesieni, gdy skóra wciąż jeszcze pamięta kąpiele słoneczne 😉
  • Candy Cane: dedykowany chłodnemu kolorytowi – to jedyny odcień, którego próbki aktualnie nie posiadam. Robiąc research w sieci, jak podkład wygląda na skórze, doszłam do wniosku, że jest czymś pomiędzy China Doll, a Blondie – jakby był mieszanką obu kolorów.
  • Warm Peach: tym razem podkład dedykowany jest cerom typowo ciepłym – utrzymany jest w żółtej kolorystyce, jest delikatnie ciemniejszy, raczej średni-jasny, niż jasny czy blady.

Naturalny kremowy podkład w kompakcie.

Od niedawna firma ma w swojej ofercie także kremowe wersje podkładów. Wersji kolorystycznych jest o wiele mniej – na tę chwilę Lily Lilo wypuściło 10 odcieni, wśród których do bladych i bardzo jasnych karnacji nie znajdziemy chyba niczego. Odcień Cotton jest chyba najjaśniejszy w ofercie (odpowiada sypkim Blondie i China Doll) – na ręce i tak wygląda dość ciemno w porównaniu z bledziutkim Porcelain (który nie ma odpowiednika wśród podkładów w kompakcie).

W zależności od tonacji, do cer jasnych i średnio-jasnych polecane są również Linen, Silk i Cashmere, które odpowiadają sypkim podkładom:

  • Linen – Popcorn, Butterscotch
  • Linen/Cotton – Warm Peach
  • Silk – Barely Buff
  • Cashmere – Candy Cane

Jak widać, kremowe podkłady póki co raczej trafiają w ciemniejsze tony – typowe blade twarze powinny pozostać więc przy odcieniu Cotton lub przy sypkich wersjach, które oferują o wiele większą gamę kolorystyczną 😉

INCI: Caprylic/Capric Triglyceride, Copernicia Cerifera (Carnauba) Cera, Kaolina, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Mica, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Boron Nitride, Argania Spinosa (Argan) Kernel Oil, Tocopherol, [+/- CI 77891 (Titanium Dioxide), CI 77491, CI 77492, CI 77499 (Iron Oxides)].

Skład podkładu jest dość krótki, naturalny. Produkt zawiera w sobie wosk roślinny pozyskiwany z liści kopernicji, oleje (jojoba, słonecznikowy, winogronowy i arganowy), glinkę, mikę i witaminę E. Oprócz tego azotek boru, który nadaje mu gładkiej, jedwabistej konsystencji oraz dwutlenek tytanu (naturalny filtr, biały pigment) i tlenek żelaza (czerwony pigment).

Lekko oleista formuła rozpuszcza się pod wpływem ciepła palców co sprawia, że aplikacja podkładu jest zupełnie bezproblemowa – po roztarciu produkt ładnie wyrównuje się z naturalnym kolorytem skóry. Kremowa wersja jest o wiele bardziej kryjąca i trwalsza niż sypkie odpowiedniki – dla mnie jest opcją na wielkie wyjścia, gdy zależy mi na naprawdę długotrwałym efekcie wow. Oprócz trwałości i krycia, podkład cudownie nawilża i odżywia, dzięki czemu skóra jest miękka i gładka jak po użyciu kremu.

Znacie podkłady Lily Lolo? Mieliście już do czynienia z ich kremową wersją – jak się u Was sprawdziła? 😉

Wpisy, które mogą zaciekawić:

42 komentarze

  1. Bardzo rzadko robię makijaż, dlatego czasem czytam o nowościach i jak to powinno się prawidłowo robić. Często zdarza mi się jakaś wpadka ;).

  2. Jeszcze nie, muszę postarać się o jakąś próbkę, bo chce przejść na mineralne podkłady 😉

  3. A ja jakoś nie mam szczęścia do mineralnych podkładów. Po pierwsze moja cera ich nie lubi, a po drugie zawsze mam problem z dobraniem właściwego odcienia i przez internet nie lubię kupować kosmetyków.

  4. Podkładów Lily Lolo jeszcze nie miałam okazji testować, ale muszę przyznać, że mnie kuszą 🙂 Zwłaszcza, że mają całkiem sporą gamę kolorystyczną, co w przypadku bladziochów, jest bardzo pożądane 😉 Myślę, że odcień China Doll, mógłby się i u mnie sprawdzić 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *