Podsumowanie kwietnia + plan pielęgnacji na maj.

podsumwoanie kwietnia

O tym, że czas pędzi nieubłaganie, wiemy wszyscy. Jednak tak szybko, jak zleciał mi kwiecień, już dawno nie zleciał żaden miesiąc. Przecież dopiero co startowałam z pierwszą blogową notką, pisałam podsumowanie marcowej pielęgnacji i plan na kwiecień. Właśnie o tym, co udało mi się zrealizować, a co odsunęłam na bok podczas kwietniowego dbania o włosy, możecie przeczytać w dzisiejszym wpisie.

Gdy przymierzałam się do napisania tego postu, w głowie pojawiało się tylko jedno słowo określające kwiecień: LENISTWO. I to skrajne. Cały czas miałam wrażenie, że w tym miesiącu do granic możliwości zaniedbałam pielęgnację, ograniczając się do niezbędnego minimum. Faktycznie, o wiele mniej czasu poświęcałam na dbanie o włosy. Patrząc jednak na kwietniowy plan pielęgnacji, nie jest źle! Tylko kilka elementów systematycznie omijałam 😉

Co się udało?

Po pierwsze: wewnętrzne kuracje. Zarówno picie olejów, jedzenie siemienia lnianego, jak i suplementacja Merz Special zaliczam do całkowicie udanych. W ciągu całego miesiąca ledwo kilka dni je zaniedbałam.

Po drugie: wcierka RADICAL. Jej recenzja pojawi się w najbliższym czasie na blogu. Teraz mogę powiedzieć tylko tyle, że pod względem codziennego działania, mocno włosy przetłuszcza (w odróżnieniu od Jantara, który w moim wypadku dodawał włosom świeżości).

Po trzecie: zabezpieczanie końcówek. Tak, jak obiecałam sobie na początku miesiąca, stosowałam na zmianę 3 serum: Bioelixir Argan Oil, Chi Silk i Marion Hair Anti-Age. Przeważnie robiłam to przed spaniem, by końcówki nie wycierały się o poduszkę.

Co się nie udało?

W tym miesiącu bardzo chciałam zadbać o stymulację porostu włosów. Planowałam nakładanie maści końskiej przed myciem. Już od początku miałam z tym czasowy problem, dlatego w pierwszej połowie miesiąca maść znalazła się na moim skalpie ledwo dwa razy. Uznałam więc, że bez sensu jest marnować produkt i kurację odłożyłam na maj.

Przyznam się bez bicia, że także olejowanie zostało odsunięte na dalszy plan. Rzadko kiedy tak naprawdę miałam wolną godzinę, by móc w spokoju posiedzieć z olejkiem na głowie. Stosowałam raczej szybkie zabiegi, czyli maski, odżywki i olejek w kremie. Dopiero w ostatnim tygodniu udało mi się odsapnąć, dzięki czemu i włosy trafiły do domowego spa 😉

kwiecien3

Podsumowanie.

Mimo, że nie skupiałam się specjalnie na walce o włosowe centymetry, włosy urosły. I to urosły dość sporo, bo aż 3 cm. Kiedy 1 kwietnia przyłączałam się do wspólnej akcji zapuszczania włosów, ich długość (mierzona od linii czoła do najdłuższego pasma) wynosiła 44 cm. Teraz, wypisz wymaluj, najdłuższy kosmyk sięga 47 cm. Mam wrażenie, że sukces ten zawdzięczam głównie działaniu wewnętrznemu olejów. Dodatkowym czynnikiem jest wcierka RADICAL. Jedynie te dwa elementy są nowościami w pielęgnacji, wszystkie pozostałe były w niej w poprzednich miesiącach i nie miały aż takiego wpływu na przyrost.

W kwietniu stałam się szczęśliwą właścicielką zestawu Phillips Moisture Protect. Zarówno suszarka, jak i prostownica zachwyciły mnie na całej linii. Ich recenzja jest w trakcie pisania i pojawi się już na początku maja. Mimo postanowienia poprawy, iż nie będę kupowała kolejnych kosmetyków do włosów, dopóki nie zużyję starych, w mojej kolekcji znalazło się kilka nowych pozycji. Wśród nich najbardziej ciekawią mnie odżywka Schwarzkopf Essence Ultimate z biotyną, ampułki Radical oraz lniana maska Sylveco. Póki co jednak żadna z nowości nie została otwarta, wszystkie czekają dzielnie na swoją kolej w pudełku na dnie szafy.

kwiecien5

A co w maju?

  1. Znowu stawiam na przyrost. W każdej strefie pielęgnacji będzie coś, co stymuluje wzrost włosów.
  • Olejek SESA
  • Maść końska + olej z nasion konopi indyjskiej
  • Maska drożdżowa Agafii
  • Wcierka Jantar oraz aktywne serum Agafii
  1. Zabezpieczanie końcówek. Tutaj nie zmieni się praktycznie nic, oprócz tego, że zabraknie Mariona, który skończył się w kwietniu.
  • Bioelixir Argan Oil
  • Chi Silk
  1. Kuracje wewnętrzne. Pojawi się nowość. Siemię lniane zostanie zastąpione nasionkami Chia. Ciekawa jestem, czy rzeczywiście sprawdzą się lepiej od ziarenek lnu, czy tylko urozmaiconą moje śniadania przez ten czas. Z początkiem maja również kończę kurację Merz Special. Nie planuję na ten miesiąc innych suplementacji, dam odpocząć wątrobie od codziennego przyjmowania tabletek. Bez zmian z kolei pozostanie picie olejów, tym razem jednak pić będę olej lniany. Tak bardzo przyzwyczaiłam się do porannej szklanki wody z olejem, że nie wyobrażam sobie inaczej rozpoczynać dnia.

kwiecien1

A co Wam udało się zrealizować z kwietniowych planów pielęgnacji? Macie uczucie satysfakcji z dobrze wypełnionej misji? Czy raczej czujecie wyrzuty sumienia, bo mogło być lepiej? 😉 Tak czy siak, świat się nie skończył, w razie wypadku, mamy kolejny miesiąc na mobilizację! 🙂

 

10 komentarzy

  1. Bardzo fajny post- treściwy. 🙂 Sesę bardzo lubię i polecam 🙂 Maskę sylveco nawilżającą kiedyś stosowałam i była całkiem ok. Jestem ciekawa efektów po stosowaniu maści końskiej. Pozdrawiam i zapraszam 🙂

    1. Maść końską już raz stosowałam, tyle, że chłodzącą. Nic złego mi się nie stało, włosy nie wypadły, skóra głowy nie zaczęła się łuszczyć 😀 Był za to wysyp baby hair 😉 Liczę, ze i tym razem nie zawiodę się wersją rozgrzewającą 🙂

      Pozdrawiam 🙂

  2. Ciekawe, nie słyszałam o tym, że maść końska jest dobra na włosy 😀 Chyba bym się na to nie zdobyła – za bardzo mnie odrzuca ;d

    1. Już raz stosowałam maść końską jako wcierkę. Tyle, że wtedy była to maść końska chłodząca. Przed kuracją oczywiście zrobiłam kilka dni z rzędu próbę alergiczną. Po miesiącu nie zauważyłam żadnych negatywnych skutków, co więcej pojawił się wysyp baby hair (które dla mnie są po prostu na wagę złota 😀 ).
      Dziękuję za komentarz! Pozdrawiam! 🙂

  3. Dużo fajnych naturalnych produktów u Ciebie.
    JA ziarenka chia tez lubię, dodaje do deserów i szejków, widzę, że ostatnio wszystkich szał na temat chia opanował!

    1. Mnie zaciekawiły po tych wszystkich pozytywnych komentarzach, jakie przeczytałam na innych blogach. A, że akurat przytrafiła się promocja, to nie pozostało mi nic innego, jak z niej skorzystać 😉

    1. Ja kupiłam je na promocji w Biedronce 🙂 Za opakowanie dałam wtedy ok 4-5 zł. Sprawdzałam już na Allegro, kilogramowe opakowania były już po 20-25 zł 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *