Powrót zza światów, czyli co nowego u mnie?

co nowego

No i stało się! Wróciłam zza światów blogowania! Prawie miesiąc zajęło mi ogarnięcie się na tyle, by znaleźć chwilę, usiąść i pisać. Co się u mnie działo w tym czasie? Kto śledził Instagram i Facebook, mniej więcej pewnie wie. Powiem Wam jednak szczerze, że to co pokazałam w social mediach to ledwo kropla w morzu. Ale zacznę może od początku…;)

Kiedy opublikowałam ostatni post, nie spodziewałam się nawet, że nagle postanowimy wyruszyć w najdłuższą podróż. Dlatego tak naprawdę z dnia na dzień zniknęłam – północ Norwegii okazała się końcem świata, bez dostępu do prądu i internetu. Brak cywilizacji wynagrodziło jeszcze większe piękno, surowość i zapierające dech w piersiach widoki. O szczegółach podróży napiszę odrębny post – materiału jest dużo, a to co przeżyliśmy po prostu zasługuje, by mieć wpis na wyłączność 😉

conowego4

conowego3

Przeszło tydzień spędzony w samochodzie dał się we znaki. Mimo, że podróżowanie z Ukochanym jest chyba najlepszą formą spędzania czasu, czułam się zmęczona, brudna i jedyne o czym marzyłam to przespać się w łóżku. Postanowiliśmy więc zrobić mały reset i wylądowaliśmy nad polskim morzem. Kilka dni luksusu, jakim są ciepła woda, pełnowartościowe posiłki i normalne ceny w sklepach pozwoliły na zrobienie zapasów i naładowanie akumulatorów.

Każdy urlop jednak (również ten od podróży 😉 ) w końcu musi się skończyć. W ubiegły czwartek wyruszaliśmy w kolejny etap naszej wyprawy. W ciągu 2 dni przejechaliśmy przez 5 państw, by znaleźć się u celu – Zjednoczone Królestwo przywitało nas bardzo niestereotypowo, bo piękną, słoneczną pogodą. Zdążyliśmy pomieszkać w Canterbury, Birmingham, Overseal – uroczej wsi w hrabstwie Derbyshire. W końcu zauroczył nas mały pokoik w Wellington i tu postanowiliśmy osiąść na najbliższe miesiące.

conowego1

O Anglii napiszę pewnie jeszcze nie raz 😉 Teraz jednak w pierwszej kolejności muszę skupić się na nadrabianiu zaległości w pielęgnacji włosów. W zeszłym miesiącu zostały całkowicie zaniedbane i wyglądają jeszcze gorzej niż po norweskim survivalu. W głowie mam mniej więcej opracowany plan intensywnej regeneracji, ale z jego startem czekam na nowy miesiąc.

conowego2

Mimo, że podróżowanie samo w sobie jest cudowne, cieszę się niezmiernie, że tryb naszego życia na pewien czas się ustabilizuje. Nie wyobrażacie sobie, jak przez ten cały chaos zdążyłam zatęsknić za blogowaniem! Dlatego, spełniając facebookową groźbę, już jutro napiszę o tym, co ostatnio przeżyły moje pukle  😉

11 komentarzy

    1. A tak naprawdę to dopiero przedsmak tego, co pojawi się w najbliższych postach! 🙂

  1. Podziwiam i zazdroszcze jednoczesnie, a odnosnie anglii bylam tam przez dwa lata, pogoda zmienia sie w mgnieniu oka, rano jest mroz a po poludniu 25 stopni, bywa tak na wiosne, jesienia, rano slonce a potem ni z tad ni z owad deszcz leje do wieczora, jak sie rozpada do o masakro… Przynajmniej tak bylo nad samym morzem, ja przebywalam w malym miasteczku Bognor Regis, niedaleko Brighton z takich wiekszych.

    1. Myślę, że po norweskiej pogodzie nic mnie już nie zaskoczy. Tam w ciągu 10 minut można było przeżyć upał (25 st to minimum), deszcz, burzę z ostrym gradobiciem i na koniec podwójną tęczę. Tam pogoda zmieniała się dosłownie w mgnieniu oka – nie dało się zaplanować żadnych aktywności na świeżym powietrzu!
      Anglia, póki co, okazuje się być łaskawą 😉 Zobaczymy jednak, co dopiero ma dla nas przygotowane 😀

    1. O Norwegii przewidziany jest jeszcze tylko jeden post 😉 A za Anglię powoli się już „zabieram” 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *