Prasówka #3 | początek wszystkiego, noc w pałacu i niemoc życiowa.

W odróżnieniu od lutego, marzec ciągnął mi się w nieskończoność. De facto wszystkie tygodnie zlały się w jeden czas przedwiosennej szarugi – mam wrażenie, że bardziej egzystowałam, niż żyłam.

By poczuć się jak księżniczka…

Na początku marca pojechałam na blogerskie spotkanie. Nie byle jakie – bo w Pałacu Brzeźno, niedaleko Wrocławia. Wiosenne przebudzenie było eventem zorganizowanym przez drogerię Jaśmin – słowiańskie klimaty towarzyszyły nam przez cały weekend (tak tak, przygotowując się do tego wyjazdu sięgnęłam po serię „Kwiat Paproci”, która stała się ulubieńcem zeszłego miesiąca;)).  Wróciłam szczęśliwa, pełna chęci i motywacji do tworzenia: takie wydarzenia zawsze mocno inspirują, jeśli nie treściami merytorycznymi, to na pewni nowo poznanymi ludźmi 😉

Nie przebudzenie, a wiosenne PRZESILENIE.

Częste zmiany pogody przyczyniały się do złego samopoczucia i całkowitego braku chęci do jakiegokolwiek działania. Dlatego wiele rzeczy robiłam tylko dlatego, że musiałam (np. wstanie z łóżka czy chodzenie do pracy;)). Z tych samych powodów sporo czynności zwyczajnie sobie odpuszczałam: zamiast czytać – bezmyślnie scrollowałam facebooka; zamiast ćwiczyć – leżałam na kanapie i po raz n-ty oglądałam Przyjaciół.

Jedynym, co rzeczywiście sprawiało mi radość, było blogowanie. Fakt, zdarzały się tygodnie, że fizycznie brakowało mi na to czasu, przez co pojawiał się tylko jeden wpis. Cały czas jednak z tyłu głowy miałam pomysły na kolejne posty. Pisanie tekstów dawało mi chwile wytchnienia i relaksu. Zaangażowanie się w bloga zaowocowało nowymi współpracami, które z kolei dały motywacyjne kopniaki do dalszego działania 😉

Oddając się odmóżdżeniu. 

W marcu przeczytałam tylko jedną książkę w całości (3 pozostałe leżą rozpoczęte i czekają na lepsze czasy;)). Jednak książka ta całkowicie mnie zauroczyła! Początek wszystkiego, bo o niej mowa, to w teorii młodzieżowa powieść o życiu nastolatków, ich licealnych problemach i wyborach, przed którymi stają. W niezauważalny sposób autor jednak przemyca prawdy dotyczące nas wszystkich: nauka życia po wypadku, zmiana hierarchii wartości, ucieczka z więzienia, jakim jest społeczeństwo narzucające standardy i normy. Napisana łatwym językim, zahacza o trudne tematy, dając możliwość refleksji nad swoim życiem.

Ta książka to naprawdę fajny motywator – a może po prostu sięgnęłam po nią w odpowiednim momencie? Tak, czy siak – polecam. Bo nawet jeśli nie wywrze na Was takiego wrażenia, na pewno umili kilka wieczorów 😉

A jak Wam minął marzec? Też daliście sobie luz? Czy raczej na wysokich obrotach czekaliście na wiosnę? 😉

16 komentarzy

  1. U mnie marzec był bardziej intensywny niż luty 🙂 Powróciłam do regularnego pisania i jestem z tego powodu szczęśliwa. Gdy poczułam pierwsze promienie słońca zachciało mi się działać 🙂

    Oby kwiecień był jeszcze bardziej cudowny <3

  2. Ja też w marcu miałam małe dołki i już szczerze nienawidzę kurtki i butów zimowych i zimnych dni 🙁 Zgadzam się co do spotkań blogerskich, są the best! Zawsze potrzebuję całego dnia by ochłonąć 😀

    1. Ja tak szalałam na koniec lutego/ na początku marca, gdy pochłaniałam serię „Kwiat paproci”s. A potem dopadł mnie książkowy kac i zrobiłam sobie przerwę 😀

  3. Marzec od wpływem pogody za oknem. Wahania temperatury rzędu 27 stopni z dnia na dzień to chyba zbyt dużo dla organizmu. W marcu w końcu znalazło się trochę czasu na nadrobienei czytania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *