Prasówka #5 | jak dobrze zacząć dzień, samospełniająca się przepowiednia i kac gigant.

Nie wierzę, że maj – mój najulubieńszy ze wszystkich miesięcy – właśnie się skończył. Mam wrażenie, że zleciał za szybko, a ja nie zdążyłam nacieszyć się zapachem bzu i konwalii, pierwszymi ciepłymi wieczorami i lenistwem na świeżym powietrzu.

Samospełniająca się przepowiednia.

To, jak zaczynam dzień w dużym stopniu rzutuje na to, jaki ten dzień będzie. Określone oczekiwania w stosunku do pewnych zachowań lub zdarzeń wpływają na te zachowania lub zdarzenia w sposób, który powoduje spełnienie oczekiwań  – taki opis efektu samospełniającej się przepowiedni znajdziemy w najpopularniejszej internetowej encyklopedii. Bo ile razy zdarzyło Ci się powiedzieć jakoś nie dziwi mnie to, bo ja zawsze mam pecha? Albo to norma, że znowu coś mi nie wyszło? No właśnie.

Sama złapałam się na takim zło-wróżeniu nie dalej, jak dzisiaj rano. Jeszcze dobrze nie zdążyłam otworzyć oczu, a już uznałam, że to nie może być dobry dzień, bo skończyło się mleko do kawy. A potem mocno puknęłam się w głowę: naprawdę brak kawy ma zdefiniować cały nadchodzący dzień? Przecież tyle dobrego może się wydarzyć, a ja już od rana wysyłam mojej podświadomości sygnał, że wszystko spisane jest na straty, bo zabrakło mleka. Śmieszne, nie?

Mózg ludzki działa w taki sposób, że stara się spełnić wypowiedziane oczekiwania. Jeśli więc spodziewamy się kryzysu, tragedii i końca świata – prawdopodobnie to właśnie dostaniemy. Gdy powtarzamy w kółko nie stać mnie na… (wakacje pod palmami, mieszkanie, spełnianie marzeń), podświadomość dostaje sygnał, że nie warto nawet podejmować próby, bo i tak nic z tego nie będzie – byliśmy, jesteśmy i na zawsze pozostaniemy biedakami, którzy ledwo wiążą koniec z końcem.

Poranne rytuały.

A to przecież nie o to chodzi. Każdy dzień jest nowym początkiem, nowym wyzwaniem. W maju przeprowadziłam na sobie mały eksperyment: każdy dzień zaczynałam w dobrze nastrajający sposób – tym bardziej, że w ostatnim czasie mogę pozwolić sobie na powolne, leniwe wręcz poranki. Mojej porannej pielęgnacji towarzyszą ulubione piosenki – nikogo nie zaskoczy, że Enrique 😉 Odkąd wprowadziłam w życie muzyczny rytuał, moje nastawienie stało się inne, bardziej pozytywne – a i zęby na tym skorzystały, bo szoruję je całą piosenkę 😉

O tym, dlaczego warto o siebie dbać, już kiedyś pisałam – wtedy opisywałam sprawę na podstawie włosomaniactwa, ale tak naprawdę odnosi się to do wszystkich aspektów pielęgnacji: ciała, twarzy, uprawiania sportów czy rozwijania mózgu.

Dobrze rozpoczęty dzień po prostu będzie dobry – nastawienie ma znaczenie! Widzę to po sobie: odkąd narzekanie i marudzenie zamieniłam na pozytywne myśli, przytrafia mi się więcej przyjemnych rzeczy: w maju uczestniczyłam w blogerskim spotkaniu Beauty by Bloggers, w maju zostałam ambasadorką mydlarni marsylskie.pl, w maju moją burgerownię odwiedziła Ania. W maju również wzięłam się w garść i po raz kolejny zaczęłam ćwiczyć. Tym razem oprócz domowych zestawów na dywanie, ubrałam sportowe buty i poszłam… biegać. To wszystko to małe sukcesy – wychodzę jednak z założenia, że lepszy mały sukces, niż żaden! 😀

Kac gigant.

Wiecie, co jest gorsze od przeczytanej książki? Przeczytana książka, która kończy serię. Niby wszystko fajnie, niby wszystko pięknie – a jednak człowiek zastanawia się, jak dalej żyć. To początek wpisu z zołzowego facebooka dokładnie z 10 maja. Po ledwo dwóch dniach skończyłam wtedy książkę, na której premierę czekałam kilka miesięcy. I wiecie co? Oprócz tego, że lektura Przesilenia niezmiernie umiliła mi czas, było mi przykro. Bo się człowiek zżył z bohaterami, przyzwyczaił do innego świata – a tu bach i koniec. I to przecież taki koniec ostateczny, bo więcej części nie będzie.

Nie tylko książka skłoniła mnie w maju do przemyśleń. W tym miesiącu po raz pierwszy obejrzałam film Mechanik (ten z 2004 roku) z rewelacyjną kreacją aktorską Christiana Bale’a. Mimo, że sama fabuła była dość przewidywalna, film zrobił na mnie olbrzymie wrażenie. Chyba ze względu na wyuczony zawód, najbardziej zafascynowały mnie mechanizmy obronne, z jakimi funkcjonował główny bohater. Szalenie interesujące jest, jak człowiek reaguje na silną, traumatyczną sytuację stresową. Mechanizmy takie jak wyparcie, zaniki pamięci czy zniekształcanie obrazu rzeczywistości są przecież elementem codzienności, nawet tej normalnej – po raz kolejny zachwycę się tym, jak zawiłym narządem jest mózg. Mam wrażenie, że nieważne, jak wiele badań zostanie na nim przeprowadzonych – i tak nie poznamy nawet połowy jego tajemnic.

A jak Wam minął maj? Może przeczytaliście lub obejrzeliście coś, co jest warte polecenia? Jeśli tak – w komentarzu koniecznie podzielcie się swoimi odkryciami! 🙂

Wcześniejsze wpisy z tej serii znajdziecie tutaj 😉 

 

 

26 komentarzy

  1. ja w środku maja urodziłam małą księżniczkę, a że czytam książki nałogowo, to polecana książkia w tym poście bardzo mnie zaciekawiła. Niech zyje maik.

  2. Ja właśnie w maju przeczytałam książkę Iwony Wiśniewskiej z bloga Ona ma siłę i mega polecam <3 a tak poza tym Maj był dla mnie mega pracowity, zarówno blogowo jak i w domu

  3. Maj minął mi nie wiadomo, kiedy – i coś czuję, że czerwiec go jeszcze przebije – a tu tyle spraw na głowie! 😮 I jak tu nie zwariować?
    Świetny pomysł z tym nastrojowym budzeniem się! Od jakiegoś czasu puszczam sobie rano nową płytę Andrusa – do malowania, szykowania się – i jakoś dzień staje się od razu piękniejszy 🙂

    1. U mnie niezmiennie Enrique 😀 Jak żaden inny wykonawca potrafi poprawić mi humor od dobrych 18 lat! 😀

  4. TERAZ TO MNIE ZASKOCZYŁAŚ – TEŻ CZYTAŁAM PRZESILENIE! Nie mogłam si doczekać jak to bdzie z tym dzieckiem i Witkiem 😀 a co co rytuału to drugi tydzień wróciłam do słuchania muzyki rano, nic tak nie rozbudza jak ona 😀 Kitko ja Ci uwielbiam 😀

  5. Maj niby taki długi miesiąc, a minął w mgnieniu oka – może też przez dwa długie weekendy. 🙂 To prawda, że to, jak zaczniemy poranek rzutuje na cały dzień. Ostatnio obserwuję, że niektórzy ludzie kochają narzekać – na wszystko i na wszystkich niezależnie od okoliczności. Takie kontakty trzeba ograniczać do minimum. 🙂

  6. U mnie w maju nic ciekawego sie nie zdarzylo, poza tym, że zlapalam kilka dodatkowych godzin w pracy 🙂 dla mnie to plus, bo zwykle pracuję tylko w weekendy 🙂

  7. Oj moja droga – kapitalny post 😀
    Widzę, że miałybyśmy o czym gadać poza włosowymi strefami…Ja też staram się zmienić pewne rzeczy w swoim życiu, nastawić na te bardziej pozytywne i pracować nad sobą 😉 Trzeba kiedyś usiąść z butelką dobrego wina i wygadać się do cna 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *