Prasówka #6 | jak być nieszczęśliwym na własne życzenie, marnowanie czasu i trudne wybory.

Woody Allen powiedział kiedyś, że jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość. Mój czerwcowy plan blogowania musiał się być niemałym żartem: z postanowienia 2-3 wpisów w każdym tygodniu pozostało 5 postów w ciągu całego miesiąca. Faktycznie, dużo się działo, przez co często fizycznie brakowało mi czasu, by na spokojnie usiąść i pisać. Czasami brakowało też sił – świadomie wybierałam sen, zamiast kilku godzin przed monitorem. Potrzebowałam chyba przerwy – pisałam kiedyś, że  jeśli czegoś się bardzo, bardzo, bardzo chce, to zawsze znajdzie się sposób, by cel osiągnąć. W czerwcu raczej szukałam powodów i wytłumaczeń, dzięki którym sama przed sobą usprawiedliwiałam brak internetowej działalności.

To mój wybór. 

Ostatni tydzień miesiąca fizycznie dał mi mocno w kość. Nie narzekam, zdaję sobie sprawę, że taka jest cena, gdy rozkręcasz własny biznes. Tak naprawdę dopiero od dwóch miesięcy wszystko zaczyna się kręcić, przez co i ja funkcjonuję ostatnio na wyższych obrotach.

W czerwcu sporo czasu poświęciłam na aktywności fizyczne. Biegałam, a gdy pogoda się nie sprawdzała – w domowym zaciszu wykonywałam zestawy ćwiczeń na wybrane partie ciała. To też był mój wybór: ćwiczenia zamiast blogowania. Podobnie było z czytaniem czy bezmyślnym oglądaniem Przyjaciół. Potrzebowałam relaksu, także tego umysłowego – zwyczajnie nie widzę sensu, by mimo zmęczenia z uporem maniaka siedzieć i próbować klepać w klawiaturę teksty, które finalnie trafią do komputerowego kosza.

Nieszczęśliwi na własne życzenie.

Kilka lat temu w pełni świadomie zrezygnowałam z telewizji – w mieszkaniu mam telewizor, ale bez kablówki. Na co dzień oglądam więc tylko te programy, filmy czy seriale, które dla mnie mają jakąś wartość – odpuściłam wszystkie bardzo złe wiadomości, którymi każdego dnia bombardują nas media. Liczne badania potwierdzają negatywny wpływ telewizji na psychikę, wyobraźnie i samopoczucie. Ciężko być szczęśliwym, gdy w koło dzieje się tyle zła: napady, zabójstwa, wypadki, trzęsienia ziemi i inne tornada. Cudze nieszczęście potrafi przytłoczyć równie mocno, co własne.

W czerwcu bardzo wkręciłam się w oglądanie filmów Niediegetyczne.pl. To taki kanał, gdzie facet mówiący mrocznym głosem próbuje rozwiązać kryminalne zagadki, tajemnicze historie morderstw i zaginięć. Krótkie, trzymające w napięciu filmiki zdawały się być idealną opcją. Niby nic złego, taki wypełniacz czasu – a jednak już po kilku dniach mój nastrój znacząco się obniżył, stałam się bardziej nerwowa i szybciej się irytowałam. Początkowo odpowiedzialnością za złe samopoczucie obarczałam przemęczenie pracą: bo duży ruch, bo więcej zajęć, a co za tym idzie – większa odpowiedzialność. Dopiero wczoraj wieczorem dotarła do mnie brutalna prawda: „uzależniając się” od kolejnych kryminalnych zagadek, sama sobie zgotowałam ten los. Filmy zadziałały na moją podświadomość podobnie, jak wcześniej działały telewizyjne wiadomości. Dostrzegając jedynie zło, człowiek automatycznie staje się bardziej podejrzliwy, znerwicowany. Zamiast dobra w innych ludziach dopatruje się cech potencjalnego mordercy. Nieświadomie staje się smutny, bo jak cieszyć się życiem w tak zepsutym, złym świecie?

Festiwal pozytywnych ludzi.

Świat przecież nie jest zły. Na co dzień staram się wierzyć w to, że z natury ludzie są dobrzy – wierzę, że to my tworzymy naszą rzeczywistość. To, czym się otaczamy rzutuje na to, kim się stajemy; to, z kim spędzamy czas wpływa na to, jakie mamy nastawienie do życia.

Dlatego między innymi tak bardzo lubię spotkania blogerskie. W czerwcu brałam udział w SeeBloggers – to chyba największa tego typu impreza dla twórców. Oprócz tego, że po raz kolejny spotkałam znane mi twarze z urodowej blogosfery, teraz mogłam przybić przysłowiową piątkę z ludźmi spoza branży beauty. I to było cudowne! Nastrój festiwalu był rewelacyjny – tyle inspirujących ludzi, pozytywnej energii i uśmiechu potrafi zmotywować nawet najbardziej opornych.

Podobno jesteśmy wypadkową pięciu najbliższych osób – nie marnujmy czasu i swojej życiowej energii na ludzi, którzy ciągną w dół; którzy jedynie marudzą zamiast działać; którzy zamiast motywować – wysysają chęci do życia.

A jak Wam minął czerwiec? Leniwie przygotowywaliście się do sezonu urlopowego? Czy w drugą stronę aktywnie i pracowicie? 😉

14 komentarzy

  1. Wow! Skąd to info o wypadkowej pięciu najbliższych osób? Ciekawe 🙂
    Ja też oglądam Niediegetyczne – i faktycznie, od tamtej pory o wiele częściej myślę o takich rzeczach – i dużo bardziej się ich obawiam. Jednak jestem zdania, że należy być świadomym rzeczywistości, a nie od niej uciekać 🙂
    Pięknego dnia i więcej wolnego czasu na pisanie, kochana! ❤️

  2. U mnie czerwiec był bardzo pracowity i to pod względem blogowym i pod względem pracy zawodowej 😉 Masz rację z tą telewizją – im więcej przykrych wiadomości się słyszy, tym bardziej człowiek nerwowy chodzi.

  3. Mnie czerwiec też dał w dupę. Ale taka jest ceną studiowania dwóch kierunków i pracowania jednocześnie w dodatku mam tendencje do takiego umartwiania się i unieszczęśliwiania…

    Powodzenia z biznesem!

  4. ALeż masz śliczną kieckę 🙂
    Ja tez mimo, że mam zaległości nie robię nic na siłę…po co? ZMęczony umysł wypluwa z siebie gorsze jakościowo rzeczy 🙂 Wole poczytać wieczorem!

  5. Ja to stawiam na odpoczynek, chociaż poszukuje sobie jakiejś dorywczej pracy. Sama zauważyłam, że oglądając jakieś takie rzeczy staje się coraz bardziej przygnębiona i mam brak chęci do jakiegokolwiek działania 🙂

  6. U mnie wciąż jest do roboty coś innego niż blog…I nie mówię tutaj o pracy 🙂
    Na dworze cieplutko, nowy rower aż się prosi o pedałowanie, nogi o chodzenie a mięśnie dopraszają regularnej jogi. Tyle cudownych książek do przeczytania, że zawsze mam dwie rozpoczęte i wybieram na którą dzisiaj mam większą ochotę 😀
    Co do jadu i bólu sączącego się z TV – wiem o czym mowa, bo ja tak mam przy książkach kryminalnych. Kiedyś uwielbiałam krwawe thrillery czy horrory – tam moje uwielbienie, gdzie trup ściele się gęsto 😉 Od pewnego czasu całkowicie zmieniłam tor – lekka beletrystyka a szczególnie w klasycznym wydaniu (Ania z Zielonego Wzgórza <3) to jest to!
    A kryminały? Tylko w postaci "Malanowskiego i Partnerów", który trochę mnie bawi 😛 Ewentualnie R. Mróz i jego cięty, sarkastyczny język…nie za często jednak 😉

  7. Zgadzam się z Tobą! Też nie oglądam telewizji ze względu na potok smutku i beznadziejnych programów. Pozniej człowiek chodzi przybity. Co innego świadomość, a co innego wiadomości przedstawione w sposób, który umówmy się, obniża nasz nastrój.

  8. Pięknie wyglądasz! Ja w czerwcu też byłam na wysokich obrotach, był to dla mnie miesiąc wzmożonego dbania o siebie, również ruchowo, super się czułam!

  9. Uwielbiam poczucie humoru Woody’ego Allena, a wspomniane przez Ciebie jego zdanie „jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość” to jedno z moich ulubionych. 😉
    No i uwielbiam „Przyjaciół” 😉
    Poza tym, podobnie jak Ty, od lat nie oglądam TV i rzeczywiście widzę ogromną poprawę w moim nastroju i ogólnym nastawieniu do świata. 🙂

  10. Skoro jesteśmy wypadkową piątki ludzi wokół siebie, to trzeba tych ludzi, tak jak piszesz, dobierać niezwykle starannie. To super ważne. Staram się otaczać tylko wartościowymi osobami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *