Proteinowe trio Anwen: zielona herbata, magnolia, orchidea.

Kosmetyki Anwen znają chyba wszyscy miłośnicy świadomego dbania o włosy. W moim przypadku produkty tej marki całkowicie zdominowały półkę w łazience 😉 W zasadzie, oprócz anwenówek, znaleźć można u mnie tylko specyfiki Hairy Tale Cosmetics i pojedyncze kosmetyki innych marek, głównie do pielęgnacji skóry głowy.

Nikogo więc nie zdziwi, że zdecydowaną większość produktów tej marki zdążyłam już przetestować – ta tym także trzy proteinowe propozycje dla włosów o wysokiej i średniej porowatości.

Proteiny to te elementy włosowej diety, które odpowiadają za „maskowanie” uszkodzeń powstałych w strukturze pojedynczego włosa na skutek działań mechanicznych. Nie, nie potrafią magicznie uzupełnić czy skleić włosia – kiedy kosmyki są bardzo zniszczone, nie uratuje ich nic, oprócz podcięcia 😉

W teorii proteiny uzupełniają braki i wygładzają powierzchnię włosia, dzięki czemu mogą wpłynąć na obniżenie porowatości. Musimy jednak uważać – stosowane w nadmiarze, zrobią więcej szkody, niż pożytku!

Podobnie, jak tuby wszystkich odżywek, także i opakowania tych proteinowych wyprodukowane są z PCR, czyli tworzywa pochodzącego z recyklingu opakowań pokonsumenckich. Warto tutaj również wspomnieć o tym, że niedawno marka Anwen została wpisana na oficjalną listę Stowarzyszenia Kosmetyki Bez Okrucieństwa, co daje 100% potwierdzenie, że ich produkty, składniki i nawet dostawcy nie przyczyniają się w żaden sposób do wspierania testów na zwierzętach.

Proteinowe trio Anwen.

Proteinowe odżywki Anwen dedykowane są głównie pielęgnacji włosów wysoko- i średnioporowatych. Nie znaczy to oczywiście, że posiadacze niskoporowców nie mogą z nich skorzystać – myślę jednak, że efekty mogą nie być aż tak spektakularne 😉

Zielona herbata była pierwszą, po którą sięgnęłam – już kiedyś nawet o niej pisałam 😉 Teraz zużywam już chyba 4 opakowanie – a wciąż jest moim ulubieńcem! Zapach (który pożyczyły sobie również nocne maski Sleeping Beauty)  jest delikatny, orzeźwiający, cudownie działa na skołatane nerwy – włosowe spa z użyciem tej odzywki jest naprawdę relaksujące! Jej olbrzymią zaletą jest również to, że jest w 100% wegańska – nie znajdziemy w niej składników pochodzenia odzwierzęcego.

INCI: Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, PPG-3 Benzyl Ether Myristate, Hydrolyzed Pea Protein, Hydrolyzed Vegetable Protein PG-Propyl Silanetriol, Hydroxypropyltrimonium Hydrolyzed Wheat Protein, Camellia Chinensis (Green Tea) Extract, Cetrimonium Chloride, Starch Hydroxypropyltrimonium Chloride, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Parfum, Limonene.

Magnolia to ten gatunek drzewa, który wiosną pięknie zakwita. Jej urok poniekąd tkwi w tym, że kwitnie na chwilę – tylko przez kilka dni w roku możemy cieszy się widokiem delikatnie różowych kwiatów i ich cudownym zapachem. Magnoliowa odżywka Anwen swoją wonią dorównuje świeżym kwiatom – jest subtelna i słodka.

INCI: Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, PPG-3 Benzyl Ether Myristate, Hydrolyzed Milk Protein, Hydrolyzed Oats, Hydrolyzed Keratin, Cetrimonium Chloride, Starch Hydroxypropyltrimonium Chloride, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Parfum.

W jej składzie znajdziemy hydrolizowane proteiny mleczne, które zapewniają optymalną penetrację i regenerację włosów od wewnątrz,  hydrolizowane proteiny owsa, które posiadają zdolność wnikania, są bogate są w naturalne oligosacharydy, dzięki czemu silnie nawilżają, a także hydrolizowaną keratynę, która ze względu na budowę najbardziej zbliżoną do podstawowego budulca, doskonale sprawdzi się w pielęgnacji włosów o porowatości średniej – dzięki swojej wielkości nie tylko głęboko przenika do trzonu włosa, ale też trwale uzupełnia ubytki protein, sprawiając, że kosmyki stają się wygładzone i mniej podatne na uszkodzenia mechaniczne.

Last but not leastproteinowa orchidea była ostatnią z całego trio, którą przetestowałam. I chociaż na codzień nie przepadam za bardzo za storczykami, ten kosmetyk zrobił na mnie duże wrażenie. W odróżnieniu od magnolii, jej zapach jest intensywny, bardziej dojrzały – nie ma w sobie nic z dziecięcej słodkości. Mimo to woń w w 100% trafia w mój gust i sprawia, że robi mi się tak miło w środku – gdy otwieram tubkę, na twarzy pojawia się uśmiech zadowolenia 🙂

W składzie orchidei znajdziemy hydrolizowane proteiny groszku, które dzięki dużej zawartości kwasu glutaminowego i aspartaminowego są silnie hydrofilowe, penetrują w głąb struktury i dodatkowo nawilżają włosy, keratynę i hydrolizowaną keratynę, które zarówno na powierzchni jak i wewnątrz struktury włosów doskonale uzupełniają ubytki ze względu na dopasowany aminokwasowo skład, kolagen i hydrolizowaną elastynę, które dzięki właściwościom błonotwórczym tworzą pewnego rodzaj cieniutki filmu ochronny na powierzchni kosmyków, wygładzając je i uelastyczniając.

Jako jedyna z całej trójki dedykowana jest stricte pielęgnacji włosów o wysokiej porowatości – ta odżywka to prawdziwa proteinowa bomba, która ma wypełniać ubytki sprawiając, że pukle staną się mięsiste, sypkie i lśniące.

INCI: Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, PPG-3 Benzyl Ether Myristate, Hydrolyzed Pea Protein, Keratin, Hydrolyzed Keratin, Collagen, Hydrolyzed Elastin, Cetrimonium Chloride, Starch Hydroxypropyltrimonium Chloride, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Parfum, Butylphenyl Methylpropional, Benzyl Salicylate, Coumarin, Limonene, Geraniol, Linalool, Hexyl Cinnamal.

Działanie.

Każdą z odżywek przetestowałam na wszystkie możliwe sposoby: w wersji solo, pod olej, na olej, na kilka minut, na całą noc, z dodatkiem kilku kropel elastyny i kolagenu. Powiem szczerze, że ciężko jest mi wybrać jednoznacznego faworyta – tak samo zielona herbata, jak i orchidea spisywały się u mnie na medal. Magnolia rzeczywiście okazała się nieco słabsza w działaniu, chociaż nie mówię, że efekty mnie rozczarowały, bo były całkiem spoko. Ale, no właśnie – tylko spoko. Porównując ją z pozostałymi dwoma produktami, zabrakło trochę efektu wow. Tak, jak po zielonej herbacie pukle stawały się dociążone i sypkie, a po orchidei – mięsiste i odżywione – tak po magnolii po prostu łatwiej się je rozczesywało.

Mimo, że moje włosy są cieniutkie i naprawdę łatwo je przeciążyć – żadna z proteinowych propozycji Anwen tego nie czyniła! Po użyciu każdej z odżywek kosmyki u nasady były lekko odbite i delikatnie usztywnione – uwielbiam ten efekt!

Podsumowanie.

Z kosmetykami Anwen to już chyba tak jest, że można polecać je bez zawahania. Myślę, że wsród trzech proteinowych propozycji każdy znajdzie coś dla siebie – warto zamówić najpierw zestaw próbek lub mniejsze, 100- mililitrowe tuby, by przekonać się, która opcja najbardziej nam leży.

Mieliście do czynienia z którąś z proteinowych odzywek Anwen? Która sprawdziła się najlepiej? A może na którąś z nich dopiero się czaicie? 😉

33 komentarze

  1. Orchidea jest za mną od dawna i kocham miłością szczerą dlatego teraz nabyłam herbatę o będę testować jestem ciekawa czy będzie jak u Ciebie zaciekawiło mnie że potrafisz dac na tak długo..ja się zawsze boję i daje na kilka minut..jaki był efekt po nocy?

      1. Moja młodsza siostra ostanio pokazywała mi te kosmetyki. Nie osobiście kusi magnolia

  2. Uwielbiam kosmetyki o delikatnych kwiatowych zapachach, a te jeszcze są takie zdrowe, Dzięki za polecenie, jak mi się skończy dotychczasowy krem, może przejdę na te 🙂

    1. Opakowania rzeczywtiście są śliczne – ale gdybyś Ty poczuła zapachy! To dopiero jest magia!

  3. Moje włosy lubią proteiny. Z marki Anwen jeszcze nic nie miałam, ale na pewno kiedyś coś wypróbuje. 🙂

  4. O cos co potrzebuja moje włosy ostatnio, spróbuje ta magnolię chodz u Ciebie najsłabiej zadziałała jednak ciekawi mnie efekt u mnie

    1. Nie lubię zapachu zielonej herbaty w kosmetykach, ale magnolię chętnie wypróbuję, bo właściwości tej odżywki mnie przekonują.

  5. Nie miałam jeszcze tych produktów u siebie, więc ciekawią mnie jakby sie u mnie sprawdziły 🙂 obecnie mam też dużo innych kosmetyków do włosów, więc najpierw musze je zużyć, potem może pomyślę nad tą marką 🙂

    1. Nie zazdroszczę wyboru 😉 Gdybym ja miała wybrać TYLKO JEDEN produkt od Anwen – nie umiałabym 😀

  6. Musiałabym najpierw powąchać, bo mam do zapachu orchidei stosunek raczej chłodny. Z drugiej strony, jeśli produkt jest skuteczny, to może warto byłoby zapach zignorować.

  7. Kosmetyki Anwen kocham! Dobra suplementy od niej także. Co chwilę, kupuje kolejne opakowanie gdy aktualne mi się skończą. Ale tych tutaj, nie znam. Jeszcze

  8. Bardzo ciekawe produkty, nie słyszałam o tej firmie, ale po Twojej recenzji skuszę się na przetestowanie ich

  9. ostatnio kupiłąm sobie szampon z zieloną hertbatą, tak pachniał, że nabrałam chęci na zieloną herbatę, bosze kupiłam taką niedobrą, ze to szok ;-). Co do samych kosmetyków to bardzo mnie kuszą 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *