Recenzja: Loreal Paris Absolut Repair Lipidium.

loreal2

O masce Loreal Paris Absolut Repair Lipidium przeczytałam kilka miesięcy temu na jednym z włosomaniaczych blogów. Prześledziłam wtedy całą blogosferę i kosmetyczne fora, by znaleźć jak najwięcej recenzji na jej temat. Znacząc część testerek była zachwycona! Świetne działanie, włosy idealnie gładkie i nawilżone. Bez wahania się pobiegłam do najbliższego Rossmanna (a później do kilku kolejnych…), by kupić to cudo. Jak maska sprawdziła się u mnie? Okazała się hitem, czy raczej włosowym bublem?

Opakowanie.

Ładne i estetyczne. W złotej kolorystyce, z wyraźnymi napisami „expert serie” i „professionnel” daje poczucie prestiżu i renomy. W formie małego odkręcanego słoiczka nie sprawia trudności z wydobywaniem zawartości. Olbrzymim minusem jest cena – za 200 ml maski trzeba zapłacić ok 50 zł.

loreal4

Zapach i konsystencja.

O ile zapach jest dość delikatny, neutralny, powiedziałabym nawet, że trochę nijaki, o tyle konsystencja pozostawia wiele do życzenia. Jest stanowczo zbyt gęsta, zbita, przypomina trochę niedawno co wyciągnięte z lodówki masło. Przez to ciężko rozprowadza się ją na włosach, spora jej część pozostaje „między palcami”. Trudność sprawia także spłukanie maski z włosów: całą wieczność zajmuje dokładne jej wypłukanie.

Działanie.

Coś, co miało być ósmym cudem świata okazało się wielkim rozczarowaniem. Już po pierwszym użyciu włosy były oklapnięte, przeciążone, jakby niedomyte. Zwaliłam wtedy winę na inne produkty, których akurat użyłam, a masce dawałam kolejne i kolejne szanse. Niestety, z żadnej produkt nie wyszedł zwycięsko. Początkowo myślałam, że to wina moich pukli: według producenta maska jest do bardzo zniszczonych włosów – a moje takie nie były.

Dlatego teraz, w Norwegii, gdy moje kosmyki przeżywają istny survival, postanowiłam przetestować ją po raz kolejny. Jak się okazało, i na tym polu maska zawiodła. Ostatnio doprowadziła włosy do takiego stanu, że konieczne było powtórne mycie, i to szamponem z SLS. Zamiast miękkich, lejących się kosmyków, na głowie miałam gumowane, niedające się rozczesać siano.

loreal1

W licznych próbach doszłam do wniosku, że Loreal Absolut Repair Lipidium jeszcze w miarę „funkcjonuje” w połączeniu z olejem w proporcjach 1:1. Pewnie za sprawą oleju włosy są bardziej gładkie, sypkie – takie, jakie powinny być po samej masce.

Podsumowanie.

Jak widać, nie wszystko złoto, co się świeci. I nie każdy profesjonalny produkt jest tym najlepszym dla naszych włosów. Czasami nie warto wydawać duże sumy, by odpowiednio zadbać o pukle – w moim wypadku tanie Kallosy sprawdzają się o niebo lepiej. Maska Loreal Paris ARL zdała egzamin jedynie w wersji szybkiej odżywki do natychmiastowego spłukiwania. Pytanie tylko, czy warto wydawać tyle pieniędzy na szybką odżywkę? Osobiście uważam, że nie.

loreal3

Któraś z Was testowała ten produkt? Jak Wasze odczucia po masce? A może trafiły się Wam ostatnio inne buble, w których początkowo pokładane były wielkie nadzieje?

4 komentarze

    1. Też tak myślałam… I się bardzo zawiodłam niestety. Uważam, że pieniądzę, które można wydać na tę maskę, lepiej przeznaczyć na cokolwiek innego…

  1. Jeśli chodzi o kosmetyki z Loreal to generalnie mi nie służą. Próbowałam wielu szamponów, bo a to dostałam, a to koleżanki chwaliły, ale niestety żaden z nich nie był odpowiedni dla moich włosów. Często dostawałam łupieżu, albo włosy były przeciążone, szybko się przetłuszczały. Niestety to nie dla mnie.

    1. Ja z kolei z Loreal ogólnie mam dobre skojarzenia – olejek w kremie działa świetnie, różne serum do włosów też. Tylko ta maska tak mocno mnie rozczarowała…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *