Sattva by Agnieszka Niedziałek | Wcierka wzmacniająca do skóry głowy z szafranem i cynamonem.

Odpowiednia pielęgnacja skóry głowy jest podstawą, gdy chcemy, by nasze włosy były zdrowe i zadbane – pisałam o tym już wiele razy. Niewłaściwe postępowanie może skutkować nadmiernym wypadaniem, łupieżem czy wzmożonym łojotokiem, przez co nawet zadbane kosmyki będą wyglądać licho, niezdrowo i nieestetycznie. Dlatego tak istotne jest nie tylko dokładne oczyszczanie szamponem czy peelingiem, ale także zachowanie równowagi wodno-tłuszczowej oraz systematyczne „dokarmianie” skalpu za pomocą wcierek i odżywek do skóry głowy.

W mojej włosomaniaczej karierze przerobiłam już naprawdę sporo tego typu produktów. Jedne wcierki spisywały się lepiej, inne gorzej. Rzadko która jednak zadowalała w 100% – w większości przypadków znajdowało się jakieś ale: a to zapach był zbyt intensywny, a to wzmagała przetłuszczanie włosów, a to cena powalała na kolana, a to wrażenia końcowe nie były tak spektakularne, jak obiecywał producent.

Rewitalizująca wcierka z szafranem i cynamonem.

Tym razem trafiła mi się jednak perełka. Być może dlatego, że osoba, która ją stworzyła, naprawdę zna się na rzeczy. Agnieszka – bo o niej mowa – we współpracy z marką Sattva Ayurveda powołała do życia trzy odżywki do skóry głowy: rewitalizującą, wzmacniającą i nadającą blask. Wszystkie pomysły są jej autorstwa, sama opracowywała składy, które w późniejszych fazach były testowane i dopracowywane pod względem ciężkości, lepkości i ogólnego użytkowania.

Opakowanie.

Produkt zamknięty jest w 100 ml buteleczce wykonanej z dość twardego, solidnego plastiku, który jednak nie utrudnia wydobycia go z wnętrza. Wcierkę aplikujemy przez całą dziurkę – dla mnie to bardzo wygodna opcja. Etykieta jest dość minimalistyczna, nawiązująca do klimatu pozostałych odżywek. Z jej tyłu spogląda Aga, która wzrokiem pyta „a Ty już dzisiaj wtarłaś swoją wcierkę?” 😀

Zapach i konsystencja.

Wcierka pachnie bardzo, bardzo delikatnie – chociaż woń nie przypomina mi ani cynamonu, ani szafranu, ani ziół. Nie wiem dlaczego, ale kojarzy mi się raczej z subtelnym aromatem ciasteczek migdałowych 😉 Po zaaplikowaniu na skórę głowy, zapach diametralnie się zmienia, a ja zaczynam wyczuwać… mokrą, psią sierść – co jest jeszcze lepsze, niż migdałowe ciasteczka 😀 Stety-niestety aromat szybko się ulatnia i już po kilku minutach jest zupełnie niewyczuwalny.

Konsystencja jest typowa dla tego rodzaju produktów – wodnista i lekka.

Skład.

INCI: Aqua, Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice, Cinnamomum Zeylanicum Bark Extract, Crocus Sativus (Saffron) Flower Extract, Acacia Concinna (Shikakai) Fruit Extract, Chamomilla Recutita Matricaria (Chamomile) Flower Extract, Nardostachys Jatamansi (Spikenard) Root Extract, Ocimum Sanctum (Tulsi) Leaf Oil, Hydrolyzed Soy Protein, Panthenol, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil, Azadirachta Indica (Neem) Seed Oil, Niacinamide, Capsicum Annuum Fruit Extract, Potassium Sorbate, Allantoin, Sodium Benzoate, Citric Acid.

Jak widać, skład rozwala system. Oprócz soku aloesowego, znajdziemy w nim same ekstrakty i oleje, a także nawilżaczeproteiny soi. Na końcu są dwa konserwanty i regulator pH.

  • sok z aloesu -nawilża, reguluje pracę gruczołów łojowych, działa przeciwbólowo, kojąco, łagodzącą i oczyszczająco
  • ekstrakt z kory cynamonowca – działa rozgrzewająco, poprawia krążenie krwi, dzięki działa pobudzająco na porost włosów
  • wyciąg z kwiatów szafranu – łagodzi podrażnienia
  • ekstrakt z shikakai, działa odświeżająco na skórę głowy, normalizuje pracę gruczołów skóry głowy powstrzymując łupież
  • ekstrakt z rumianku – działa bakteriobójczo, przeciwzapalnie i przyspiesza gojenie ran, polepsza krążenie krwi i metabolizm w komórkach skóry, działa odmładzająco. Łagodzi zaczerwienienia, stany zapalny, podrażnienie, łuszczenie się i świąd skóry.
  • ekstrakt z korzenia rośliny z gatunku kozłkowatych – działa pobudzająco na porost włosów
  • olejek z tulsi – działa uspokajająco i regulująco na skórę głowy
  • olej z rozmarynu – wykazuje działanie antyseptyczne, antybakteryjne i przeciwgrzybicze, pobudza wzrost włosów i ujędrnia skórę, przyspiesza procesy regeneracyjne, likwiduje łupież, zmniejsza łojotok, oczyszcza
  • olej z neem łagodzi stany zapalne, w tym swędzenia, łupież, nadmierne przetłuszczanie, działa antybakteryjnie
  • ekstrakt z ostrej papryki – poprawia krążenie, pobudza porost włosów, pomaga odżywiać i chronić komórki u nasady

Działanie.

I tu wreszcie przechodzimy do sedna sprawy. Wcierkę stosowałam prawie 1,5 miesiąca. Aplikowałam ją codziennie, bezpośrednio na skórę głowy, po czym delikatnie masowałam przez kilka minut. Pierwsze efekty zobaczyłam już po kilku użyciach – podczas rozczesywania włosia na grzebieniu zostało jedynie kilka pojedynczych sztuk! Cebulki wyraźnie się wzmocniły, dzięki czemu nawet zaniedbania w sferze pielęgnacji skalpu nie spowodowały wzmożonego wypadania.

Na kolejne rezultaty też nie trzeba było długo czekać. Po niespełna dwóch tygodniach na głowie zaczęły pojawiać się baby hair – i to w ilościach hurtowych (nawet na linii czoła i w zakolach!), czego skutki możecie podziwiać w zapisanej na Instagramie relacji. Wczoraj, podczas zabawy kamerką mikroskopową zobaczyłam też, że w wielu miejscach z jednego mieszka wyrastają po dwa włosy – nigdy wcześniej tego nie zauważyłam!

Jedyna kwestia, w której nie jestem w stanie podać rzetelnych pomiarów, to porost włosów. Nie tylko nie zmierzyłam długości na początku kuracji, ale także w międzyczasie skróciłam je o kilka centymetrów. Myślę, że jedynie grzywka może być w miarę-wiarygodnym źródłem informacji. Mimo, że srogo skróciłam ją w pierwszej połowie miesiąca, pod koniec już irytowała mnie długością wchodzącą w oczy ;), dzięki czemu mogę wnioskować, że podcięte centymetry odrosły z nawiązką (czyli ok. 3 cm).

Podsumowanie.

Powiem szczerze: nie jestem zaskoczona tym, że wcierka działa tak dobrze – bo tak właśnie się dzieje, gdy działa ktoś, kto wie co robi (mam tu na myśli Agnieszkę w roli (cudo)twórcy 😀 ). Oprócz wyraźnych rezultatów w postaci lasu baby hair, wcierka rewelacyjnie odżywiała i nawilżała skórę głowy. Mam wrażenie, że delikatnie wydłużała też świeżość włosów u nasady – co jest na wagę złota w okresie zimowo-czapkowym, gdy kosmyki mocniej się przetłuszczają.

Stosowaliście już którąś z wcierek Agnieszki? Jak Wasze wrażenia? Doradźcie, po którą sięgnąć w następnej kolejności: rewitalizującą z anyżem czy wersję z henną i amlą? 😉

 

Wpisy, które mogą zaciekawić:

43 komentarze

  1. Właśnie skończyłam swoją wersje z henną i amlą i jestem bardzo zadowolona! A to tylko miesiąc kuracji 🙂 Na pewno w przyszłości skuszę się na opisaną przez Ciebie wersje z szafranem i cynamonem 🙂

  2. Pierwszy nraz widze ten produkt ale bardzo mnie zaciekawił – cos idealnie do moich włosów.

  3. Nie znam tego produktu. Ba! Nawet tej marki 😉 Miałam duże problemy z wypadaniem włosów po ciąży – wtedy by mi się ta wcierka najbardziej przydała. PS. Piękne zdjęcia <3

  4. Wcierka to dla mnie absolutna nowość. Nigdy nie używałam. Aktualnie stosuję odrzywke że skrzypu polnego w sprayu.Probowslam różnych specyfików bo po porodzie włosy zaczęły mi wypadać na potęgę. Różnice zauważyłam i jestem zadowolona. Jednak ta wcierka mnie intryguje. Tym bardziej, że jak widzę po zdjęciach włosy są grubsze i wydają się mocniejsze.

  5. Mam tę nadającą blasku 🙂 bo mnie skusiło że z henną i kozieradką :). Może nie pachnie za pięknie ale u mnie w 3 tyg włosy urosły o 1,5 cm. to chyba nieźle. Za to nie widzę żeby było jakoś dużo nowych włosów, ale może u mnie poszło w długość 🙂

  6. Czytałam na temat „dzieci” Agnieszki ale nie miałam okazji ich stosować. Muszę zaopatrzyć się w taką wcierkę i wzmocnić swoje włosy

  7. My z chłopakiem kończymy amlę z henną. Miał problem z wypadaniem włosów i zakolami, a po 2/3 tygodniach widać mega wysyp włosków i to właśnie na zakolach! Z kolei u mnie widać już odrost, a farbowałam henną 20 stycznia. S Z O K <3

    1. Amla z henną, a potem anyżowa wersja czekają u mnie na swoją kolej! Myślę, że w marcu i kwietniu się z anie wezmę! 😉

  8. Jak widzę ten kosmetyk mógłby okazać się wspaniały dla moich włosów. Nigdy na nie narzekalam, są gęste i dość mocne ale po przekroczeniu magicznej 40 wydają mi się jakby oporne na wzrost, do tego mało w nich ikry. Poszukam coś dla siebie.

  9. Akurat czegoś podobnego szukam, bo moje włosy jakoś ciężko w tym roku przechodzą okres zimowy, więc przyda im się coś na wzmocnienie.

  10. To coś dla mnie bo włosy obecnie lecą mi jak szalone (karmię piersią) Niestety Banfi z której dotychczas byłambardzo zadowolona nie radzi sobie obecnie 🙁 Wiem, że to kwestia wahań hormonalnych i niedoborów witamin w tym okresie ale mimo wszysto sprawdzę czy choć trochę pomoże 🙂

  11. Wydaje mi się, że w moim przypadku taki produkt dawał by efekt przetłuszczonych włosów. Używam jedynie produktów, które mogę spłukać, bo wiele razy zawiodłam się na kosmetykach tego typu.

  12. Z pewnością spróbuję. Dzięki mojej słabej tarczycy trochę mi się włosy posypały i szukam czegoś, co wzmocni. Cieszę się, że trafiłam na Twój wpis. Konkretny, rzeczowy bez zbędnych ochów i achów. Pozdrawiam serdecznie

    1. Ta wcierka naprawdę robi robotę – sprawdza się super jako pomocnik przy nadmiernym wypadaniu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *