Sattva by Agnieszka Niedziałek: wcierka rewitalizująca do skóry głowy z anyżem i lukrecją.

Z początkiem tego roku postanowiłam, że w 2019 biorę się intensywnie za zagęszczanie włosia. Jest kwiecień, a ja już powoli kończę czwartą buteleczkę preparatów stymulujących porost – jak na razie idzie ni całkiem dobrze! 😉

Kiedyś pisałam o wersji z szafranem i cynamonem, dziś podzielę się wrażeniami po blisko 1,5 miesięcznej kuracji odżywką do skóry głowy z lukrecją i anyżem, którą wykończyłam na początku kwietnia.

Rewitalizująca wcierka z anyżem i lukrecją.

Zanim zaczęłam ją stosować, miałam mieszane uczucia – równocześnie pokładałam w niej spore nadzieje (bo wiedziałam, kto maczał palce przy jej stworzeniu;)) i nie do końca wierzyłam, że będzie w stanie pobić swoją poprzedniczkę, która okazała się totalnym hitem.

Opakowanie.

Podobnie, jak wersja z szafranem, lukrecjowe wcierka zamknięta jest w plastikowej buteleczce o pojemności 100 ml. Etykiety wszystkich produktów Agi są utrzymane w tej samej stylistyce – minimalistycznej, „rysunkowej”. Z tylu znajdziemy najważniejsze informacje o samym produkcie i działaniu kluczowych składników.

Zapach i konsystencja.

Zapachem martwiłam się najbardziej – tak, jak kiedyś pisałam w tekście o tym, dlaczego nie mogłabym żyć w Norwegii – anyżowa woń raczej mnie odstrasza,  niż zachęca do działania. Tym razem miło się zaskoczyłam – aromat lukrecji jest bardzo delikatny, subtelny i mało inwazyjny – ku mojej uciesze na skórze głowy przeistacza się w zapach mokrego psa 😉

Konsystencja jest płynna, lekka – typowa dla tego rodzaju produktów.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Zołza z kitką | haircare blog (@zolza.z.kitka)

Skład.

Jak wszystkie wcierki Sattva Ayurveda by AN, i ta wersja bazuje na wodzie i soku aloesowym – dzięki temu produkt nawilża i łagodzi podrażnioną skórę głowy. Ekstrakty z tytułowych lukrecji i anyżu mają za zadanie nie tylko pobudzać krążenie krwi, ale także działać antybakteryjnie i przeciwgrzybiczo oraz pomagać w walce z łupieżem, stanami zapalnymi i alergiami skórnymi.

Oprócz tego wcierka bogata jest w oleje i wyciągi roślinne:

  • ekstrakt z shikakai, który działa odświeżająco na skórę głowy
  • olejek z tulsi, który działa uspokajająco na skórę głowy i reguluję pracę gruczołów łojowych
  • ekstrakt z owoców amli, który działa pobudzająco na porost
  • ekstrakt rumiankowy, który działa bakteriobójczo
  • wyciąg z korzenia rośliny z gatunku kozłkowatych, który działa pobudzająco na porost włosów, a jego zapach uspokaja zszargane nerwy
  • ekstrakt z ashwagandhy, który działa przeciwłupieżowo i stymuluje porost
  • olej z rozmarynu, reguluje wydzielanie sebum
  • olej z neem, który wykazuje działanie przeciwłupieżowe, reguluje wydzielanie sebum
  • ekstrakt z papryki, który pobudza porost włosów

W jej składzie znajdziemy również hydrolizowane proteiny soi (które działają wygładzająco i odbijają włosy u nasady), witaminę B5 (która łagodzi skórę i pobudza włosy do wzrostu), witaminę B3 (która reguluje wydzielanie sebum), alantoinę (która nawilża i łagodzi podrażnienia) oraz dwa konserwanty i regulator pH.

INCI: Aqua, Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice, Pimpinella Anisum Fruit Extract, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Acacia Concinna (Shikakai) Fruit Extract, Ocimum Sanctum (Tulsi) Leaf Oil, Emblica Officinalis (Amla) Fruit Extract, Chamomilla Recutita Matricaria (Chamomile) Flower Extract, Nardostachys Jatamansi (Spikenard) Root Extract, Withania Somnifera (Ashwagandha) Root Extract, Hydrolyzed Soy Protein, Panthenol, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil, Azadirachta Indica (Neem) Seed Oil, Niacinamide, Capsicum Annuum Fruit Extract, Potassium Sorbate, Allantoin, Sodium Benzoate, Citric Acid.

Działanie.

Mimo, że na stronie możemy przeczytać, by wcierkę stosować co 2-3 dni dni przy myciu głowy ja aplikowałam ją codziennie. Fakt faktem, nie dawałam zalecanych 5 ml, a jedynie taka ilość, by cała skóra głowy była mokra – łatwiej było mi tedy „wetrzeć” preparat w skalp. Już podczas kilkuminutowego masażu na skórze dało się czuć przyjemne ciepełko – nie zauważyłam tego przy wcześniejszej wersji z szafranem i cynamonem. To nie jedyna różnica: tym razem wcierka nie wpływała znacząco na wydłużenie świeżości, chociaż też nie przetłuszczała włosów – kosmyki u nasady stawały się mięciutkie i odżywione.

Pierwsze efekty, podobnie jak w wersji cynamonowej, pojawiły się już po kilku dniach. Podczas porannego rozczesywania na szczotce zostawało coraz mniej pojedynczych kosmyków, a pod koniec kuracji ich liczba spadła dosłownie do 2-3 sztuk przy każdym czesaniu. Podobnie sytuacja miała się przy myciu – teraz nawet „ostrzejsze” traktowanie skalpu peelingiem nie powoduje wzmożonego wypadania.

Lukrecjowa wcierka zadziałała także na stymulację porostu – szaleństwo młodzików pokazywałam niedawno w instagramowej relacji. Te bejbiki, które wysoły wcześniej, teraz sięgają już kilku centymetrów długości, dodając objętości kitce. Co dobrze widać na ujęciach z kamerki mikroskopowej, pojawiło się też sporo nowych baby hair – wszystkie cieszą, chociaż najbardziej chyba te przy linii czoła i w zakolach.

Tym razem zmierzyłam również jak wcierka wpłynęła na miesięczny przyrost. Po 6 tygodniach regularnego stosowania przybyły mi na długości blisko 4 cm, a to oznacza, że miesięcznie włosy rosły średnio 2,5 cm! Czy to dużo, czy mało – pozostawiam do indywidualnej oceny – w każdym razie ja jestem w zupełności usatysfakcjonowana 😉

Podsumowanie.

I tym razem wcierka Agi spisała się na medal. Nie ma się co dziwić, że zadziałała tak dobrze – produkt jest bogaty w multum składników odżywczych. Dzięki preparatowi skóra pozostawała nawilżona i zregenerowana, bez oznak nawet chwilowego łupieżu czy swędzenia.

Myślałam, że nic nie pobije już działania wzmacniającej wcierki z szafranem i cynamonem – byłam nią przecież tak zachwycona! Teraz jednak nie jestem w stanie stwierdzić, która z odżywek do skóry głowy jest lepsza – obie okazały się totalnymi hitami. Przede mną jeszcze opcja z henną i amlą – ciekawa jestem, czy dorówna swoim siostrom 😉

Mieliście już do czynienia z którąś z wcierek Sattva Ayurveda by AN? Z tego co wiem, teraz są całkowicie wyprzedane – na dostawę musimy poczekać jeszcze miesiąc, bo w sklepie napieknewlosy.pl mają pojawić się na przełomie maja i czerwca 🙂

28 komentarzy

  1. Zapach musi być powalajaćy. Uwielbiam anyż! No i efekt niezły. Ja używam środków własnej produkcji: maceratów z kory dębu, skrzypu polnego, łupin orzecha włoskiego i korzenia łopianu. Fajnie przyciemniają moje siwiejące włosy.

  2. Ucieszona zapachem anyżu czytam i myślę, to coś dla mnie. A potem przeczytałam o zapachu mokrego psa i padłam. Serio?

  3. Kiedyś korzystałam z wcierek do włosów innej firmy i byłam zadowolona. Przydatna recenzja. Na pewno wiele dziewczyn, które mają problem z rzadkmi włosami będą zadowolone. Miłego dnia!

  4. Obie wcierki Agnieszki mam na swojej liście i jak tylko pojawi się partia czerwcowa zamawiam obie! Tę chciałam zamówić ostatnio w Pigmencie, ale jest permanentnie wyprzedana 🙁 Muszę znów wrócić do wcierek, bo na trzydziestkę chciałabym mieć ładne, długie włosy!! 😀
    Z tej marki mam olej i jak wykończę mój olej werbena Anwen, to zabieram się za ten 🙂

  5. Mam problem z włosami, nigdy nie stosowałam żadnych wcierek, ale ta bardzo mnie zainteresowała. No i zapach anyżu… uwielbiam 😉
    Zapisuję na listę zakupów 🙂

  6. Bardzo przydatny wpis 🙂 Akurat szukam nowego preparatu do włosów i znalazłam go u Ciebie 🙂 Muszę przetestować ta wcierkę jak u mnie się sprawdzi 😉

  7. Nie znoszę zapachu anyżu…od dziecka mi tak zostalo. Ale sama zmagam się z podobnym problemem, wiec jesli jest skuteczne, chetnie sprobuje!

    1. Ja też anyżu nie znoszę! Ale tu na szczęście nie czuć go aż tak bardzo – skoro ja dałam radę przeżyć, to już serio każdemu się uda 😀

  8. Ostatnio moja skóra głowy jest bardzo kapryśna. Raz jej coś podchodzi na tydzień, a innym razem nie zniesie dwóch dni. Może więc i tej odżywki spróbuję, a kto wie, może się przyjmie lepiej niż reszta? 🙂

  9. Bardzo lubię wcierki do włosów, tej jeszcze nie miałam, markę kojarzę, ale niczego od nich jeszcze nie miałam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *