Wspomnienie lata z Sessio Hair Vege Cocktail.

Mango szczerze uwielbiam – głównie za słodki smak i cudowny zapach. Jednoznacznie kojarzy mi się z latem – egzotyczna woń od razu przywodzi mi na myśl błogie, wakacyjne lenistwo. Oprócz walorów zmysłowych, mango jest bogatym źródłem witamin i minerałów, a także węglowodanów, zapewniających solidny zastrzyk energii. Ponadto łagodzi ból gardła i chrypkę, które tak często towarzyszą zmianom pór roku – jest idealnym wsparciem przy jesiennym przeziębieniu.

Sessio Hair Vege Cocktail.

W skład zestawu Sessio Hair Vege Cocktail wchodzą 4 produkty: delikatny szampon, emolientowa maska, odżywczy balsam i multifunkcyjny krem BB. Wszystkie zawierają w sobie:

  • ekstrakt z owoców mango indyjskiego, który działa antyoksydacyjnie, regenerująco i nawilżająco; 
  • wyciąg z natki pietruszki zwyczajnej, który tonizuje, koi, łagodzi podrażnienia, odżywia i wzmacnia; 
  • glicerynę, która oprócz nawilżania, także łagodzi podrażnienia i przyspiesza regenerację uszkodzonej skóry

W masce, balsamie i kremie dodatkowo znajdziemy ester z masła shea, olej z awokado (który działa natłuszczająco, regenerująco, silnie odżywczo i ochronnie), olej makadamia (który jako jeden z niewielu olejów, oprócz właściwości natłuszczających, głęboko nawilża) i skrobię kukurydzianą (która jest naturalnym humektantem).

Wobec owocowych kosmetyków Sessio miałam bardzo duże wymagania – detoksykujący zestaw wysoko postawił poprzeczkę. Oczekiwałam więc efektu wow – dlatego chyba moje pierwsze rozczarowanie było tak duże. Nastawiłam się na prawdziwe cuda – nie wzięłam pod uwagę zmieniającej się pory roku, bardziej jesiennych warunków atmosferycznych, aktualnej – powakacyjnej kondycji włosów i ich bieżących potrzeb.

Wynik – jak pewnie nie ciężko się domyślić – okazał się mocno rozczarowujący. Nieważne, czy stosowałam je solowo, czy w zestawie – miałam wrażenie, że żaden z kosmetyków owocowej linii nie sprawdza się w pielęgnacji moich włosów: maska jest za ciężka, odżywka za lekka, szampon nie domywa, a krem BB przyczynia się do strączkowania.  Brzmi mało zachęcająco – więc i ja na pewien czas odpuściłam dalsze testy.

Podejście drugie.

Do ponownego testowania podeszłam już z większym dystansem. Działanie produktów sprawdziłam na różne sposoby – każdy oddzielnie, wszystkie razem oraz w różnych konfiguracjach, także z innymi kosmetykami.

Delikatny szampon.

Produkt bazuje na łagodnych substancjach myjących – nadaje się więc do codziennego stosowania. Początkowo odnosiłam wrażenie, że szampon jest zbyt delikatny, a włosy po jego użyciu pozostawały niedomyte, ociężałe i smętne – szczególnie po wcześniejszym olejowaniu. Jak się okazało, to nie szampon zawinił, a ja – włos przeżywały wtedy kryzys i nawet mocne oczyszczanie, ziołowanie czy laminowanie żelatyną nie były w stanie pomóc.

Teraz, gdy wszystko wróciło do normy, każdorazowe zastosowanie szamponu sprawia, że kosmyki stają się dobrze oczyszczone, przy równoczesnym nawilżeniu i niesamowitej miękkości. Nawet ze zmyciem olejów produkt radzi sobie całkiem nieźle – odkąd włosowy kryzys minął, szampon nie zawiódł mnie ani razu!

INCI: Aqua, Sodium Lauroyl Methyl Isethionate, Cocamidopropyl Betaine, Mangifera Indica Fruit Extract, Carum Petroselinum Extract, Polyquaternium-10, Glycerin, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Parfum, Polysorbate 20, Sodium Chloride, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate.

Emolientowa maska.

Konsystencja maski jest treściwa, ale lekka, dzięki czemu bardzo przyjemnie się ją aplikuje. Produkt jest bogatszą w składniki wersją balsamu – zawiera w sobie dodatek oleju z awokado i oleju makadamia. Stosowana po myciu delikatnie przeciąża kosmyki, rewelacyjnie sprawdza się za to przed użyciem szamponu: pukle stają się nawilżone, sypkie i dociążone. Wzbogacona ulubionym olejem działa na włosach cuda – nawet końcówki  zyskują miękkość i mniej się plączą.

INCI: Aqua, Cetearyl AlcoholShea Butter Ethyl Esters, Coco-Caprylate/Caprate, Palmitamidopropyltrimonium Chloride, Glyceryl Stearate, Persea Gratissima Oil, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Mangifera Indica Fruit Extract, Carum Petroselinum ExtractGlycerin, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Parfum, Citric Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Ascorbyl Palmitate.

Odżywczy balsam.

Odżywka jest leciutka i delikatna – stosowana solowo wygładza, ale nie dociąża kosmyków, dlatego dobrze spisze się u osób, które na codzień zmagają się z problemem nadmiernego przetłuszczania. Balsam jest świetną bazą do tuningowania – z dodatkiem olejów czy półproduktów (protein lub humektantów) daje naprawdę zachwycający efekt.

INCI: Aqua, Cetearyl Alcohol, Coco-Caprylate/Caprate, Shea Butter Ethyl Esters, Palmitamidopropyltrimonium Chloride, Cetyl Esters, Mangifera Indica Fruit Extract, Carum Petroselinum Extract, Glycerin, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Parfum, Citric Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Zołza z kitką | haircare blog (@zolza.z.kitka)

Multifukcyjny krem BB. 

Ten produkt testowałam najdłużej – już podczas wakacyjnego wyjazdu znalazł się w mojej kosmetyczce. Po pierwszych zachwytach przyszła pora rozczarowania – bez względu na aplikowaną ilość, krem zawsze przeciążał włosy. Podobnie, jak i w pozostałych trzech przypadkach, i tutaj była to kwestia powakacyjnego kryzysu włosów.

Przy drugim podejściu na nowo zachwyciłam się działaniem kremu BB: cudownie pachnie (jak zresztą wszystkie produkty z tej serii!), ma delikatną konsystencję i działa rewelacyjnie. Przeważnie stosowałam go przed suszeniem, w formie termoochrony. Wysuszone kosmyki za każdym razem stawały się miękkie, gładkie i idealnie sypkie. Po przeciążeniu i sklejonych strąkach nie było już śladu.

INCI: Aqua, Polyquaternium-37, Shea Butter Ethyl Esters, Coco-Caprylate/Caprate, Propylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate,  Mangifera Indica Fruit Extract, Carum Petroselinum Extract, Persea Gratissima Oil, GlycerinEthylhexyl Methoxycinnamate, Hydroxypropyltrimonium, Hydrolyzed Corn Starch, Ascorbyl Palmitate, PPG-1 Trideceth-6, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Pentasodium Pentetate, Parfum, Citric Acid, BHTSodium Benzoate, Potassium Sorbate.

Podsumowanie.

Nasza znajomość okazała się bardzo burzliwa. Miłość, która ostatecznie zagościła, potrzebowała czasu, by dojrzeć (jakże to poetyckie!😀). Finalnie owocowe kosmetyki Sessio okazały się świetnymi produktami – najlepiej spisały się stosowane razem, w odpowiedniej kolejności: maska (+ewentualnie olej) – szampon – balsam – krem. Po takim włosingu pukle stawały się odżywione, nawilżone, sypkie i miłe w dotyku.

Testowanie zestawu Sessio Hair Vege Cocktail przypomniało mi, że kosmetyk, który u jednych działa cuda, innych może srogo rozczarować. Ba! Czasami i u jednej osoby efekty mogą być różne – wszystko zależy od stanu włosów, ich potrzeb, a nawet aury pogodowej za oknem.

Mieliście już do czynienia z tą serią kosmetyków Sessio? A może inne zestawy zrobiły na Was wrażenie? Który z produktów najbardziej przypadł Wam do gustu? 🙂

32 komentarze

    1. Nie znam tych produktów, a wyglądają bardzo pachnąco jednym z moich ulubionych zapachów 🙂 Też kojarzą mi się z latem. Chętnie wypróbuję:) dziękuję

  1. Z tego zestawu najbardziej zaciekawił mnie krem BB, takiego produktu nie stosowałam na swoje włosy. Ogólnie cała marka mnie interesuje

  2. Nie znam marki, ani produktow. Jestem jednak ich ciekawa, szczególnie szampon i maseczkę chętnie bym przetestowała.

  3. Może odejdę trochę od tematu, ale poleciłabyś coś na skórę głowy? Tak żeby dobrze ją nawilżyło, bo ostatnio mam straszny problem z tym 🙁

  4. Nie słyszałam wcześniej o marce Sessio i tak jak Ty mam duże wymagania do kosmetyków. Do zapachu mango nie jestem jakoś przywiązana, więc nie gra u mnie najważniejszej roli. Seria, o której piszesz zdaje się być warta uwagi – być może skuszę się i wypróbuję na sobie. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *