5 wad farbowania włosów ziołami, czyli co złego może się wydarzyć.

Nie ma rzeczy idealnych. Nawet te, które się takimi wydają, mają wady. Dlatego i farbowanie ziołami, chociaż u mnie stało się jednym z trzech najlepszych sposób na poprawę kondycji włosów, okazało się mieć swoją słabszą stronę.

Włosy ziołami farbuję regularnie od przeszło 2 lat. Już od samego początku ziołowe mieszanki miały pozytywny wpływ na ich kondycję. Kosmyki stały się mocniejsze już od cebulek, pogrubione, bardziej sypkiej i wygładzone na długości. dając takie rezultaty, jakie mogą być wady stosowania indyjskich ziół w pielęgnacji?

Kto chociaż raz podjął się samodzielnego farbowania ziołami, ten wie, jaki bałagan tworzy cała procedura 😉 Przygotowanie, a potem aplikowanie błotka w moim wypadku sprawia, że cała łazienka jest do mycia (dlatego przeważnie zabieg przeprowadzam na chwilę przed porządkami ;)). Wiem jednak, że takie budzenie potrafi mocno zniechęcić.

A jak już o przygotowaniach mowa… W zależności od wybranego zioła, proces ten może trwać nawet kilkanaście godzin. Sam w sobie jest ten dość uciążliwy i wymaga sporej wiedzy, co z czym łączyć, co odstawiać, a co zakwaszać. Przykładowo: zioła takie jak henna czy cassia można odstawiać i zakwaszać, by mocniej wytrącił się kolor; indygo z kolei odstawiać i zakwaszać nie można, bo „zabija” się barwnik. Do tego wszystkiego dochodzi kwestia dodatków, które podbijają barwę lub nadają jej zupełnie inny odcień. Opcji jest mnóstwo, więc łatwo się w tym wszystkim pogubić.

Czasami wystarczy jedna, pozornie mało znacząca zmiana, by uzyskany kolor różnił się od zamierzonego. Farbowanie ziołami jest jak loteria – odcień jest całkowicie nieprzewidywalny.  Istotne w całym procesie barwienia jest dosłownie wszystko, w tym również sama woda. Dlatego przestrzega się, by korzystać z wody zdemineralizowanej lub chociaż filtrowanej – dzięki temu zminimalizujemy ryzyko nieprzyjemnej niespodzianki. Warto pamiętać też o odpowiednim oczyszczeniu i chelatowaniu włosów w celu pozbycia się nadbudowanych resztek kosmetyków i minerałów – w innym wypadku barwa może okazać się nierównomierna, a na głowie zastaną nas plamy.

Z farbowaniem ziołami jest trochę tak, jak z pędzlem w programie graficznym (Paint, Photoshop czy inny Gimp). Im więcej warstw, tym kolor staje się ciemniejszy. Niby jest to oczywiste, że zioła się nadbudowują. Czasami jednak wystarczy o jedno farbowanie za dużo, by przedobrzyć. I o ile nie skorzystaliśmy wcześniej z mieszanki zawierającej w sobie indygo – możemy rozjaśnić czuprynę, narażając ją co najwyżej na takie zniszczenia, jak przy chemicznych farbach. Indigofera Tinctoria (czyli właśnie indygo) z kolei jest biletem w jedną stronę, dlatego musimy być pewni swojej decyzji o użyciu tego barwnika – wszelkie próby dekoloryzacji kończą się przeważnie tzw. glonem, czyli w najlepszym wypadku zielonkawą poświatą.

Na koniec zostawiłam coś, o czym mówi się bardzo rzadko, a dotyka coraz większą liczbę osób. Farbowanie ziołami sprawia, że kosmyki stają się gładkie, a ich porowatość zdecydowanie się obniża. Dla wszystkich, którzy posiadają włosy średnie i grube, jest to zaleta nie do przebicia. U cienkowłosych obniżenie porowatości wiąże się niestety z pozbawieniem czupryny objętości. I chociaż grubość pojedynczego włosa się zwiększa, to obwód kitki maleje, a same kosmyki stają się bardziej przyklapnięte i skłonne do przeciążeń.

Kwestię, czy warto sięgnąć po barwiące zioła, pozostawiam do indywidualnego przemyślenia 😉 To, co dla jednych nie jest problemem, innych może całkowicie zniechęcać. Sama nie wyobrażam sobie, bym miała rezygnować z ziołowej pielęgnacji. Zdaję sobie jednak sprawę, że dla niejednego takie babranie się w błotku może okazać się barierą nie przejścia 😉

A jak to jest u Was? Zaliczacie się do fanów czy raczej do przeciwników naturalnego farbowania włosów? 😉

31 komentarzy

    1. Niw farbuję włosów, a o metodzie farbowania ziołami chyba nawet nie słyszałam. A nawet jeśli, to chyba bym nie ryzykowała.

  1. Farbowanie włosów ziołami? Pierwsze słyszę! Jestem ciekawa efektów i czy na moich włosach dałoby radę coś zrobić 🙂

  2. Bardzo dawno temu „babrałam się” w ziołowych farbach, teraz przeszłam na drogeryjne i na tym zostanę.

  3. Ja raczej nie zdecyduję się na zioła, bo już niejeden raz widziałam na grupach włosingowych efekty nieudanych eksperymentów. Dlatego boję się, że wyszłaby mi jakaś zieleń i wolę nie ryzykować 😉

  4. Nigdy nie próbowałam farbowania włosów ziołami, obawiam się, że coś mogłabym zrobić źle. Jeśli już najdzie mnie na zmianę, to oddam się w ręce mojej fryzjerki. 🙂

  5. W życiu nie próbowałam takiej metody koloryzacji i to chyba nie dla mnie 😉 Ja właśnie z tych „cienkowłosych”, dodatkowo moje kosmyki już są niskoporowate 😉

  6. Ja farbuję włosy tylko henną. Do tej pory nie zdarzyła mi się jeszcze żadna wpadka i mam nadzieję, że nie zdarzy 🙂

  7. Na początku muszę wspomnieć, że to super z Twojej strony, że piszesz o wadach jakiejś metody, którą sama stosujesz, a nie wciskasz, że to super, jedyny słuszny sposób i w ogóle… 😉 Natomiast co do samego farbowania – brudna łazienka mnie nie przeraża. Kiedyś farbowałam włosy szamponem koloryzującym, miałam kitę do pasa, więc po takiej aplikacji łazienka była czarna (a musiałam robić to często, bo mi włosy szybko rosną). Natomiast zdecydowanym aspektem na NIE jest u mnie losowość koloru… Moje włosy i tak często robią mi niespodzianki, świętowałam już raz Sylwestra z zieloną czupryną i chyba nie chcę tego powtarzać 😉

  8. Ziołami nie próbowałam ,ale jakąś pastą ziołową, którą mi poleciła siostra zrobiłam, wyszłam okropnie jasno ruda, ryżawa tak i powiedziałam,że o nie, moje włosy jakoś dziwnie reagują 🙂

  9. Niedawno spróbowałam henny – uznałam że to lepsze od farb. Nie żałuje. Pięknie pokryło, kolor podobny do naturalnych, mocne, świeże włosy. Grubsze, mniej się przetłuszczają i świetnie rozczesują. Rosną, nie wypadają i mają się świetnie. Do tego ziołowe regularne wcierki – magia! Zdecydowanie jestem za wszystkim co nie jest typową chemią – warto próbować!
    PS: Co do tej zaleto/wady – mam sporo ale cienkich włosów i u mnie akurat się pogrubiły przez henne. Są o wiele bardziej puszyste. Więc nie wiem czy źle oceniam włosy czy papkę 😀

  10. Nigdy nie używałam ziołowych farb, nie mam do nich zaufania tak jak do swoich włosów. Wiem że takie farbowanie jest ryzykowane, zwłaszcza pierwszy raz więc jak narazie nie mam ochoty na eksperymenty

  11. Zaczęłam przygodę z henną w marcu czyli mniej więcej wtedy gdy salony w Polsce miały się zamykać. Naturalna pielęgnacja, grube włosy, piękny trójwymiarowy kolor to mnie przekonało. Dużo na ten temat czytałam i zdecydowałam się na khadi średni brąz. Włosy wyszły piękne ale nie grube a na tym efekcie mi najbardziej zależało. Drugie hennowanie zrobiłam po pół roku i niestety ale kolor jest mi za ciemny, włosy dalej są cienkie. Niestety w mieszance khadi jest indygo już na trzecim miejscu i teraz pozostaje mi liczyć na to że się wypłucze lub włos odrośnie, dobrze że idzie jesień założę czapkę i nie będzie widać siwych odrostów, zaryzykuję kolejne farobwanie chemiczna farbą na wiosnę. Sprawdziłam farby chemiczne z których korzysta moja fryzjerka i są one także pielęgnujące i nie tak destrukcyjne jak farby kiedyś, także nie demonizowałabym farbowania chemicznego. W dodatku są na necie zioła indyjskie z których można przygotować maski wzmacniające lub pogrubiające włosy bez zmiany koloru.

    Mimo tego że dużo czytałam o hennowaniu składnikach i co może z tego wyniknąć, zaryzykowałam na moich cienkich włosach (tonący brzytwy się chwyta). Ja do hennowania na pewno nie wrócę. Także dziewczyny czasami nie warto eksperymentować.

  12. O matko, ja z ziołami miałam też niejednokrotnie przeboje, raz mi coś skisło (naprawdę…), raz za długo trzymałam, później coś z kolorami było nie tak… No trzeba uważać i posiadać jednak jakąś podstawową wiedzę.

  13. Bawiłam się kiedyś w farbowanie henną, ale to zdecydowanie nie dla mnie. Za dużo z tym roboty, a efekty nie zachwyciły mnie jakoś znacznie. Tzn. kondycja włosów była super, wyglądały pięknie, ale niestety kolor nie ten. Zdecydowanie wolę chłodniejsze odcienie, a z henną jest to dość trudne…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *