Pielęgnacja ciała z Weleda Skin Food: krem nawilżający i masło pielęgnujące.

Weleda to marka, która została stworzona w 1921 – czyli jest na rynku okrągłe 100 lat! Firma powstała dzięki zaangażowaniu 3 osób: holenderskiej lekarki, austriackiego filozofa i chemika-farmaceuty z Monachium, którzy bazowali na antropozofii, czyli „wiedzy o człowieku” . Dziś Weleda jest głównym światowym producentem holistycznych, naturalnych i organicznych kosmetyków oraz farmaceutyków przeznaczonych do terapii antropozoficznej. W jej ofercie znajdziemy produkty do pielęgnacji całego ciała, z uwzględnieniem rodzajów skóry, konkretnych potrzeb czy składników.

Linia Skin Food dedykowana jest przede wszystkim skórze suchej, bardzo suchej, odwodnionej i szorstkiej – składają się na nią cztery produkty: masło do ciała, krem nawilżający, krem natychmiastowy i masełko do ust. Zadaniem całej serii jest w pierwszej kolejności dogłębne nawilżenie przy równoczesnym zadbaniu o zachowanie równowagi wodno-tłuszczowej naskórka

Dzisiaj opowiem o tym, jak w pielęgnacji mojego ciała sprawdziły się dwa pierwsze kosmetyki: masło do ciała i krem intensywnie nawilżający.

Opakowania.

Masło zamknięte jest w szklanym słoju, krem z kolei – w plastikowej tubce „stojącej na głowie”. Szata graficzna obu produktów jest spójna,  minimalistyczna, dość „surowa” – bez zbędnych ozdobników, zawiera wyłącznie podstawowe informacje na temat każdego z kosmetyków.

Zapach i konsystencja.

Woń obu mazideł jest cudowna – ziołowa, kojąca. Działa bardzo uspokajająco na zmysły i układ nerwowy.

Konsystencja masła jest… maślana 😉 Produkt jest gęsty i treściwy – a mimo to wchłania się dosłownie w minutę, nie pozostawiając na powierzchni skóry lepkiej warstwy. Krem z kolei jest bardziej tłusty – wnika w skórę zdecydowanie wolniej, otulając ją olejową powłoką.

Składy.

Masło: Aqua, Helianthus Annuus Seed Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Glycerin, Glyceryl Stearate Citrate, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Stearic Acid, Palmitic Acid, Pentylene Glycol, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Chamomille Recutita Flower Extract, Calendula OffIcinalis Flower Extract, Viola Tricolor Extract, Alcohol, Betaine, Carrageenan, Xanthan Gum, Lactic Acid, Glyceryl Caprylate, Sodium Caproyl/lauroyl Lactyl Lactate, Fragrance (Parfum), Limonene, Linalool, Benzyl Benzoate, Geraniol.

Krem: Aqua, Helianthus Annuus Seed Oil, Lanolin, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Beeswax (Cera Alba), Alcohol, Polyglyceryl-3 Polyricinoleate, Glycerin, Limonene, Viola Tricolor Extract, Hydrolyzed Beeswax, Sorbitan Olivate, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Chamomilla Recutita Flower Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Arginine, Zinc Sulfate, Fragrance, Linalool, Geraniol, Citral, Coumarin

Obydwa kosmetyki bazują na oleju słonecznikowym. Zawierają też w sobie glicerynę, ekstrakty z fiołka trójbarwnego, z liści rozmarynu, rumiankowy i z kwiatów nagietka lekarskiego.  To właśnie dzięki nim masło i krem działają nawilżająco i regenerująco, łagodzą skórę, równocześnie wzmacniając jej barierę hydrolipidową.  W pierwszym z produktów oprócz tego znajdziemy dwa masła: kakaowe i shea – działają na skórę jak bariera ochronna, zapewniając jej równowagę nawilżenia.

Krem z kolei to mieszanka wosków: lanoliny i wosku pszczelego (w tym również hydrolizowanego) – to właśnie one nadają kosmetykowi cięższą, tłustą konsystencję, która dodatkowo zabezpiecza przed utratą wilgoci.

Tak samo masło, jak krem w swoim składzie zawierają alkohol – przeważnie ten składnik znajdujemy na końcu listy składników, pełni wówczas rolę konserwanta. Tutaj,  jak możemy przeczytać na stronie producenta, alkohol ten używany jest jako czynnik ekstrahujący w produkcji ekstraktów roślinnych, które stosowane są jako składniki aktywne. W tym wypadku „podbija” on działanie wyciągów, równocześnie wykazując działanie dezynfekujące.

Działanie.

Masło stosowałam zazwyczaj co drugi dzień. Zauważyłam, że przy częstszym aplikowaniu, skóra zaczynała się zapychać, przez co pojawiały się pojedyncze wypryski. Przy używaniu dostosowanym do potrzeb naskórka, masło działało po prostu rewelacyjnie – poziom nawilżenia i odżywienia utrzymywał się minimum dobę! Przy regularnym stosowaniu, skóra zyskała cudowną elastyczność i mięsistość – mam wrażenie, że stała się też bardziej odporna na drobne uszkodzenia (zadrapania, otarcia).

Krem z kolei jest prawdziwą bombą odżywczo-natłuszczającą – dlatego przeważnie używałam go w pielęgnacji najbardziej suchych, szorstkich miejsc na moim ciele: dłoni, stóp, łokci, i kostek. Kosmetyk nakładałam codziennie wieczorem, w formie nocnej maski – dzięki temu rano budziłam się z uczuciem przyjemnego ukojenia (a przy okazji zapach kosmetyku umilał mój sen;)). Krem jest okrutnie wydajny – wystarczy ilość wielkości 50-groszowej monety, by pokryć powierzchnię całych stóp (proporcjonalnie mniej, by pokryć dłonie, łokcie czy kostki;)).

Podsumowanie.

Ku mojemu zaskoczeniu obydwa produkty Weledy okazały się rewelacyjne.  Chociaż początkowo podchodziłam do nich z dużym dystansem, tak samo krem, jak i masło zostały stałymi elementami mojego wieczornego rytuału – już sam zapach sprawia, że spora część całodniowego napięcia po prostu ucieka. Dokładając do tego intensywnie odżywcze działanie – w zasadzie nie mam się do czego doczepić! Także ideologia marki i propagowane wartości przemawiają na ich korzyć. Warto tutaj też zaznaczyć, że Weleda jest całkowicie cruelty free – czyli w żaden sposób nie wspiera testów na zwierzętach!

Znacie markę Weleda? Mieliście do czynienia z ich kosmetykami? Które z nich najlepiej spełniły Wasze oczekiwania? 🙂

11 komentarzy

  1. Na takie masło skusiłabym się. Przemawia do mnie skład (zwłaszcza fiołek trójbarwny oraz nagietki) oraz fakt szklanego opakowania.

  2. Kurczę bardzo podobają mi się Twoje ujęcia kochana! Są tak delikatne i minimalistyczne!
    Co do produktów to znam je bardzo dobrze i w ostatnim czasie je stosowałam 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *