Wieczorna pielęgnacja cery suchej w 5 krokach.

Przez ostatnie lata sporo nauczyłam się o mojej cerze, o jej potrzebach i o tym, jak zaspokajać je odpowiednią pielęgnacją. Cały czas na nowo odkrywam tajniki dbania o skórę twarzy, nowe sposoby i produkty – przez ostatni miesiące po raz kolejny poznałam kilka cudeniek, które stały się ulubieńcami.

Porównując aktualną pielęgnację, z tą sprzed 1, 5 roku, gdy po raz ostatni pojawił się wpis z wieczornymi rytuałami, widzę ogromną różnicę. A już wtedy myślałam, że moje sposoby zadbania o cerę są na wysokim poziomie! 😉 Tak samo sposoby, jak i kosmetyki zmieniły się na plus – teraz o wiele większą wagę przykładam do składów poszczególnych produktów, które aplikuję na skórę. Ważna jest też dla mnie sama marka – staram się być świadomym konsumentem, stawiając na firmy, z których ideologią się zgadzam.

Krok 1. Demakijaż.

Moja skóra jest wrażliwa i sucha. Dlatego przy demakijażu sięgam po te kosmetyki, które dodatkowo jej nie przesuszają i nie podrażniają. Przez długie miesiące wybierałam wyłącznie olejki: Resibo, Annabelle, {iossi}. Tego typu produkty sprawiają, że nagromadzone w ciągu dnia zanieczyszczenia i makijaż rozpuszczają się – jednak nie podrażniają skóry, delikatnie ją oczyszczając.

Kilka tygodni zaczęłam testować jednak coś zupełnie innego – wodę micelarną marki Ducray. Produkt otrzymałam w ramach darów losu na spotkaniu Meet Bloggers. Sama pewnie nigdy bym po nią nie sięgnęła – a szkoda, bo kosmetyk jest rewelacyjny! W odróżnieniu od większości płynów micelarnych, woda Ducray nie podrażnia i nie przesusza skóry – pozostawia na jej powierzchni „wilgotną warstwę”. Produkt jest na tyle łagodny, że nie szczypie w oczy – przy podobnych produktach do demakijaż innych firm miewałam wrażenie, jakby płyn miał do żywego wypalić mi oczy 😉

Krok 2: Oczyszczenie właściwe.

Bez względu na to, jak delikatny jest kosmetyk do demakijażu, powinien zostać usunięty z powierzchni skóry – większość w swoim składzie zawiera środki myjące, które na dłuższą metę nie służą cerze. Produktów do mycia twarzy wypróbowałam już całkiem sporo – na tą chwilę ciężko mi nawet wybrać jednego ulubieńca, tyle dobrych myjadeł trafiło w moje ręce, jak chociażby naturalny żel myjący Resibo, pianka ryżowa i pasta myjąca {iossi} czy żel z linii Green Oils od tołpy.

Tym razem do testowania wybrałam oczyszczającą emulsję Nourish. Dla mnie produkty tej marki są nowością – i całkiem przyjemnym zaskoczeniem! Kosmyk do mycia jest zmieniającą kolor pianką o specyficznym, chociaż kojącym zapachu. Dokładnie oczyszcza skórę z pozostałości makijażu i nagromadzonych w ciągu dnia zanieczyszczeń. Zawarty w składzie ekstrakt z jarmużu, sprawia, że cera zyskuje świeżość i lekkość, niwelując opuchliznę czy cienie pod oczami.

Krok 3: Tonizacja.

Tonizacja jest dla mnie elementem pośrednim: tak, jak pisałam kiedyś na Instagramie, jest czymś, co równocześnie domyka etap oczyszczania, jednak, ze względu na właściwości nawilżające, stanowi też pewnego rodzaju preludium do fazy odżywiającej.

Marka Organic Life to kolejna nowość w mojej łazience. Botaniczny tonik nawilżający bazuje na licznych wyciągach i ekstraktach roślinnych, dzięki czemu cudownie łagodzi i odświeża zmęczoną czy podrażnioną skórę. Twarz po nim pozostaje przyjemnie wygładzona i miękka.

Krok 4: Pielęgnacja wokół oczu.

Jakiś czas temu odnalazłam na komputerze zdjęcia z mojej studniówki – event miał miejsce jakieś 11 lat temu. Porównując ówczesny stan sfery pod oczami, uwierzyłam w prawdziwe działanie produktów do pielęgnacji tej okolicy. Mimo, że wtedy byłam młodsza od bieżącej siebie o przeszło dekadę, wyglądałam starzej niż teraz!

W ostatnim czasie zdecydowałam się na propozycje od firmy Uzdrovisco – stosuję tak samo krem, jak i serum. Obydwa są treściwe, ale lekkie. Skóra pod oczami pozostaje przyjemnie nawilżona i wygładzona – mam wrażenie, że nawet budząc się rano wciąż odczuwam ich działanie. Do tego dochodzi ich cudowny, uspokajający zapach – marka Uzdrovisco całościowo robi świetna robotę, jeśli chodzi o zapachy ich kosmetyków!

Krok 5: Odżywienie.

W związku z tym, że żyje dość intensywnie, i niestety często zapominam o odpowiednim nawadnianiu skóry „od środka”, moja cera jest do granic sucha czy nawet odwodniona. Dlatego tak istotne jest dla mnie odżywiające działanie produktów w wieczornej pielęgnacji.

Serum, które towarzyszy mi od kilku tygodni, to produkt marki {iossi}, którego zadaniem jest intensywna nocna regeneracja. Kosmetyk ma oleistą konsystencją i ciężki, kadzidlany zapach. Chociaż zazwyczaj takie tony nie trafiają w moje gusta, tym razem miło się zaskoczyłam – woń jest kojąca, wyciszająca.

Sam kosmetyk rzeczywiście działa intensywnie: ujędrnia, uelastycznia i wzmacnia skórę, dzięki czemu nawilżenie pozostaje na dłużej w jej warstwach. Już po pierwszym użyciu cera staje się wygładzona i mięciutka – serum stosowane przez dłuższy czas sprawia, że poprawia się jej koloryt, „gęstość” i ogólna kondycja.

Ostatnim elementem mojej wieczornej pielęgnacji jest krem – od tego typu produktów wymagam sporo: porządnej dawki odżywienia, nawilżenia i regeneracji. Istotne jest dla mnie, by produkt niwelował uczucie zmęczenia, nawał skórze witalności i efektu odświeżenia. Produkt Resibo spełnia wszystkie (podkreślam: wszystkie!) z tych wymagań. Wiedziałam, że kosmetyki tej marki są świetne – stosuję je przecież od kilku lat. Krem odżywczy okazał się strzałem w dziesiątkę: w pewien sposób działa podobnie, jak esencja energetyzująca – delikatnie napinając skórę daje uczucie orzeźwienia i komfortu, równocześnie sprawiając, że nawilżenie pozostaje na skórze przez całą noc.

Obowiązkowym, chociaż nie codziennym elementem wieczornej pielęgnacji jest również stosowanie peelingów i maseczek. Zabiegi te pozwalają na dokładniejsze oczyszczenie cery i pozbycie się zrogowaciałego naskórka, a także dogłębne odżywienie cery – dają „zastrzyk” witamin i minerałów, dzięki czemu skóra twarzy staje się zregenerowana, odświeżona i gotowa na codzienne wyzwania 😉

A jak to u Was wygląda? Które elementy wieczornych rytuałów są obowiązkowe, a które stosujecie tylko od czasu do czasu? Trafiliście ostatnio na hity pielęgnacyjne – koniecznie się nimi podzielcie! 🙂

16 komentarzy

  1. Nie wiedziałam, że możesz wyglądać jeszcze młodziej! Czyżby przypadek podobny do ciekawego przypadku Benjamina Buttona? ;p
    Ja rzadko używam kosmetyków do demakijażu, ponieważ maluję się raz na tydzień i nie potrzebuję dodatkowego oczyszczenia.
    Do mycia buzi używam pianek z Ecolabu, do tonizacji mgiełki nawilżającej z Vianka, a do odżywienia tłustego kremu z Fitomedu (krem sztos, daje skórze niezłego kopa) i również kremów z Vianka (odżywczy krem na noc, na dzień krem nawilżający albo normalizujący na dzień). Ogólnie moja tłusta, odwodniona i problematyczna cera bardzo lubi się z produktami z Vianka, stąd tyle ich w mojej pielęgnacji twarzy. Ale! Jak już wszystko zużyje to będę się czaić m.in na ten krem odżywczy z Resibo. :3 I zapomniałabym, od czasu do czasu nakładam niebieską maskę od Babci Agafii albo arbuzową maseczkę z Bielendy.
    Pozdrawiam, Kasia

  2. Za sprawą kosmetolożki też na jakiś czas wdrożyłam rytuały, wydałam sporo na kosmetyki, a jak się skończyły to przestałam się stosować do zaleceń… To było głupie

  3. Zawsze wykonuje wszystkie kroki pielęgnacyjne o których piszesz, dzięki temu widzę różnicę w stanie mojej cery. Co prawda dopiero od niedawna zaczęłam regularnie dbać o okolice oczu, często zapominałam o kremie pod oczy i to był duży błąd. 🙂

  4. U mnie pielęgnacja wygląda podobnie, w sumie to nawet można powiedzieć, że prawie tak samo. Moja cera jest przeciwieństwem Twojej, a też służy jej demakijaż olejkami i ogólnie bogatsza pielęgnacja, ale bez szaleństw 🙂

  5. Bardzo fajnie rozpisany plan pielęgnacji w kilku krokach. Ja akurat mam cerę mieszaną, także ciekawa jestem czy taki zestaw dobrze by u mnie się sprawdził

  6. Ja mam cerę mieszaną z przewagą tłustej. Staram się o nią dbać, jednak jeszcze nie znalazłam produktu, który uporalby się z moją największą zmorą, jaką są czarne punkciki na nosie. :-/Zainteresował mnie.produkt pod oczy. Chyba się za nim rozejrzę.

  7. Strasznie dużo roboty! 🙂
    Ale myślę, że faktycznie mogłabym bardziej zainwestować w odżywianie cery, żeby za 20 lat nie okazało się, że wygląda jak pumeks. 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *