Włosowa historia Ani.

aniaaa
Długie, błyszczące, zdrowe. Takie włosy to marzenie chyba każdej kobiety. Prawda jest taka, że niejedna z nas i miesiącami nie potrafi osiągnąć idealnego stanu. Zachodzimy w głowię, jak te wszystkie instagramowe dziewczyny to robią. Dzisiaj z odpowiedzią na to pytanie przychodzi Ania, której włosowa historia naprawdę motywuje do systematycznego dbania o włosy. Zobaczcie sami! 🙂

Witajcie! Miałam pochwalić się moją włosową przemianą – niestety sama nie uważam, bym miała jakiekolwiek powody do przechwałek. Nic szczególnego z włosami nie robię, w porównaniu do innych dziewcząt – włosomaniaczek. Co więcej – na ich tle wypadam naprawdę cienko! Jednak Moja Kochana Zołza uważa inaczej, no niech jej będzie! [Zołzy zawsze stawiają na swoim – przyp. autora] Z góry uprzedzam, że nie będzie tutaj żadnych rewelacji, nie odpowiadam więc za wszelkie rozczarowania!;) Zaczynamy!

Urodziłam się z włosami czarnymi jak kruk, lecz szybko się wykruszyły i wyrosły nowe, rude. Miałam ich tyle, co kot napłakał. Dlatego od małego mama ścinała mnie na grzyba, wierząc że tym sposobem włosy stanął się grube i mocne. Nie dość, że ruda, to jeszcze ścinana na grzyba – BOŻE, za jakie grzechy?!

14442603_1128939093851255_749034471_n

Jednak już w połowie podstawówki miałam włosy długie – do pasa, gęste i proste jak druty. Chyba metoda na grzyba zadziałała;) Niestety w 6 klasie diabeł mnie podkusił i ścięłam moje piękne włosy prawie na chłopca… Odhodowałam je, nosiłam przez jakiś czas do ramion, aż w końcu ścięłam na boba. Tak bardzo polubiłam tę wygodę, bo mycie z suszeniem i prostowaniem zajmowało mi jedynie 10 min (było to tym bardzo komfortowe, że codziennie musiałam myć głowę – no i w sumie dalej muszę), że przez okres gimnazjum i liceum (2005 – 2011) miałam wyłącznie krótkie włosy.

Żeby nie było za nudno, zaczęłam eksperymentować z kolorami. Najpierw pojawił się blond, później do akcji wkroczyły różne odcienie czerwieni i rudego. Mieszałam ze sobą kilka farb: potrafiłam najpierw potraktować włosy rozjaśniaczem, a gdy kolor nie był taki jak chciałam (zdarzało się, że lekkie odrosty brało mi na biało) to malowałam po godzinie znowu na inny kolor. Do dzisiaj nie wiem jakim cudem wtedy nie wyłysiałam…;)

bob
Bywało i tak, że zabawę w malarkę praktykowałam 2 razy w miesiącu – wszystko dlatego, że z mojego naturalnego rudego farba zmywała się już po około 2 tygodniach i na włosach pozostawały jedynie jej śladowe ilości. Dodatkowo swoje na pewno robiło codziennie mycie, suszenie i prostowanie. Mimo tak intensywnych stylizacji, włosy nie wyglądały na bardzo zniszczone. Obowiązkowym elementem ówczesnej pielęgnacji było comiesięczne podcinanie końcówek. Fryzjerka zawsze się dziwiła, że mimo takich katuszy, moje włosy są w tak dobrym stanie.

Skończyła się szkoła i jak na prawdziwą kobietę przystało, z dnia na dzień zachciało mi się mieć długie włosy. Po prostu postanowiłam przestać chodzić do fryzjera – no jedynie na podcięcie grzywki, ale nic więcej. I na tym zakończyły się wszelkie starania o piękne, zdrowe włosy – myślałam, że gdy przestanę obcinać, to same z siebie będą rosły pełne blasku I witalności. Wciąż codziennie je suszyłam i prostowałam – od zawsze bowiem miałam bzika na punkcie prostych włosów i nie wychodziłam z domu, nim nie przeciągnęłam ich żelazkiem;)

laczne

W moim słowniku nie było wtedy czegoś takiego jak oleje czy maski, nie mówiąc o bardziej skomplikowanych procedurach pielęgnacyjnych;) Jedynie szampon i odżywka – tyle przecież wystarczy, nie?. Tak więc przez 4 lata unikałam fryzjera jak diabeł święconej wody. W tym czasie włosy urosły, I to całkiem sporo. Niby nie były jakoś specjalnie zniszczone, ale nie wyglądały też tak, jakbym tego chciała.

Przypadkowo natknęłam się kiedyś w internecie na zdjęcia dziewcząt z pięknymi włosami. Każdy wie, że tym, co najbardziej motywuje kobietę do działania, jest zazdrość 😉 Postanowiłam wtedy, że i ja zrobię coś ze swoimi puklami. Kupiłam pierwsze maski i olej, do tego (tak, wiem, zaszalałam!) serum na końcówki.

O ścięciu jednak dalej nie było mowy: wiadomo, dla kogoś zapuszczającego włosy każdy milimetr jest na wagę złota. W październiku 2015r. zaczęłam olejować włosy i nakładać maski. Początkowo robiłam to każdego dnia, potem jednak zmniejszyłam ilość takich zabiegów do 2-3 razy w tygodniu.

czne2

Włosy zaczęły robić się nie do poznania – były miękkie, błyszczące, sypkie, no nic tylko miziać;) W sylwestra 2015 roku postanowiłam ściąć ok.5 cm – niby nic, a jednak dużo. Włosy odżyły, a końcówki nie były już takie szorstkie w dotyku. Taki wygląd włosów był największą motywacją do systematycznego dbania. Zrobiłam 3-miesięczną kurację wcierką Jantar – niestety u mnie przyczyniła się do wypadania włosów, chociaż nigdy nie miałam z tym problemu. Po tym eksperymencie sięgnęłam po tabletki Biotebal – na wypadanie włosów nie pomogły, za to bardzo przyspieszyły wzrost pukli, dzięki czemu znowu mogłam podciąć końcówki.

Lada chwila minie rok odkąd zaczęła się moja włosowa przygoda. To, co mogę stwierdzić już teraz: było warto. Nie powiem, zdarzały się chwile słabości, gdy nie było chęci, by olejować, nie zawsze chciało się siedzieć z maską na głowie, jednak naprawdę warto się trochę pomęczyć. Różnica w wyglądzie I kondycji włosów już teraz jest olbrzymia i na pewno nie spocznę na laurach, kontynuując pielęgnację.

14408161_1128946760517155_1315760587_o

Tym bardziej, że mam cele: po pierwsze chcę całkowicie wyrównać włosy. Po bobie żyły sobie swoim własnym, choć “nierównym” życiem, więc jeszcze trochę im brakuje do tego – jednak po bobie żyły swoim „nierównym” życiem. Drugim zadaniem jest ograniczenie częstotliwości mycia włosów. W dalszym ciągu muszę myć je codziennie, najlepiej rano. Niestety na drugi dzień po myciu na głowie mam po prostu smalec. Na nic przetrzymywanie (nie róbcie tego, bo to jest niezdrowe i można sobie bardziej zaszkodzić niż pomóc!), wcierki, płukanki, szampony.

Prawdopodobnie, taka już moja uroda i pewnie nic na to nie poradzę. Jest to męczące, ale jestem zdania, że włosy trzeba myć tak często, jak tylko tego potrzebują – nawet codziennie. Mycie samo w sobie nie jest jednak tak uciążliwe: bardziej męczące jest suszenie, które w moim wypadku jest koniecznością. Wiem, że suszarka działa osłabiająco na moje włosy i przez to pielęgnacja w pewnym stopniu idzie na marne Jednak pukle same z siebie mogą schnąć nawet i cały dzień, po czym do końca suche nie są 😉 Mam jednak nadzieję, że kiedyś nadejdzie taki czas, że swobodnie będę mogła myć głowię przynajmniej raz na 2 dni. Tego mi życzcie!:D

W tej chwili po cichu liczę, że i Wy widzicie pozytywną zmianę w stanie moich włosów. Wiem, że jeszcze wiele pracy przede mną, ale to właśnie uzyskiwane efekty motywują najbardziej!:)

Podstawy mojej pielęgnacji w pigułce.

  • Szampony: najlepiej z SLS – te delikatniejsze typu Baby Dream, są dla mnie za słabe i włosy po nich są zwyczajnie niedomyte,
  • Odżywki do spłukiwania: każda jedna dobrze się u mnie sprawdza. Najlepiej jednak działają z firmy Timotei.
  • Maski: najlepsze są maski Kallos, a szczególnie Blueberry – działają po prostu rewelacyjnie! Biovax Bambus&Awokado także spisuje się dobrze w pielęgnacji moich włosów.
  • Oleje: próbowałam wielu, jednak najlepszy jest olej lniany – na moje włosy nie ma nic lepszego,
  • Serum na końcówki: niezastąpiony jest Marion 7 efektów oraz Balea Repair Oil.

Moja pielęgnacyjna piramida.
piramida

I co wy na to? Co myślicie o włosach Ani? Robią na Was tak samo piorunujące wrażenie, jak na mnie?;)

29 komentarzy

  1. Strasznie ciekawa kwestia – włosy tak szybko się przetłuszczają, z czego wynika, że skóra głowy może powinna być trochę częściej nawilżana (albo cały organizm od środka), a z drugiej strony, włosy tak nawilżone, że wysychają cały dzień. Wyglądają bardzo ładnie i życzę właścicielce osiągnięcia włosowych celów:)

  2. O jejku, ale Ania ma długie włosy i jakie zadbane – nic tylko pozazdrościć, oj czerwienie są bardzo trudne do utrzymania, właśnie jestem po nieudanej farbie – nie wiem czemu na połowie włosów mi nie chwyciła farba, chyba jedna tubka to już dla mnie za mało 🙂

  3. Piękne włosy ♥ Ja ostatnio mam jakiś włosomaniaczy kryzys i nie chce mi się dbać o włosy tak jak kiedyś. Mam nadzieję, że niedługo mi to przejdzie i nie będę już tak narzekać 😛

    Wiem, jak to jest z różnymi eksperymentami włosowymi, na szczęście przeszła mi na nie ochota – odkąd odhodowałam swoje naturalki jestem oczarowana ich kolorem 😀

  4. Przepiękne włosy! Zazdroszczę, że autorce tak pasują wszystkie produkty, włosy praktycznie bezproblemowe ;D Są piękną ozdobą 😉

Odpowiedz na „MadziaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *