Zmiany w codziennej pielęgnacji.

big_thumb_0c6449e5fadca845fa59391e669671dd copy

Dawniej nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak wiele codziennych detali i drobiazgów ma wpływ na dobrą kondycję włosów. Przez niewiedzę lub złe nawyki sama szkodziłam swoim kosmykom, pogarszając ich stan bez względu na intensywność czy rodzaj pielęgnacji. Co zmieniłam w dbaniu o moje włosy? Czy codzienne rytuały naprawdę okazały się mieć tak duży wpływ na stan włosów?

Przed Wami 7 zmian, które wprowadziłam w codziennej pielęgnacji!

Szczotka. Kiedyś rozczesywanie włosów nie miało większego znaczenia. Nieważne czym, nieważne jak – byle, by na włosach nie było kołtunów. Niejednokrotnie rozczesywanie odbywało się za pomocą zwykłego grzebienia, nawet nie takiego z szeroko rozstawionymi zębami. Teraz moim ulubionym pomocnikami jest szczotka z włosia dzika. Jest ze mną niedługo, ledwo dwa miesiące. Ale bezsprzecznie zajęła miejsce Tangle Teezera, który przez dobre 1,5 roku był ideałem w walce z kołtunami.

szczotki

T-shirt zamiast ręcznika. Kiedy pierwszy raz przeczytałam o zastosowaniu zwykłej koszulki w pielęgnacji włosów, uznałam, że to żart. Bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie zakładałby na głowę turbanu z t-shirta. Potrzebowałam trochę czasu, by przekonać się, jak szkodliwie na strukturę włosa działa zwykły frotowy ręcznik. Wtedy sięgnęłam po bawełnianą koszulkę. I, co mnie bardzo zdziwiło, już po pierwszym razie poczułam ogromną różnicę.

Rozczesywanie włosów na mokro. Ten punkt jest dla mnie największym zaskoczeniem. Od zawsze uważałam, że moje włosy są zbyt cienkie i delikatnie, by mogły schnąć bez czesania: obawiałam się, że po wyschnięciu, każde pasemko będzie odkształcone w inną stronę. Jakie było moje zdziwienie, gdy pierwszy raz rozczesywałam je na sucho. Miałam wrażenie, że szczotka sunie po włosach o wiele szybciej, a pojedyncze pasemka nie stawiają tak dużego oporu.

czesanieźródła obrazków: 12.

Ostatnie płukanie zimną wodą. O tym niby wiedziałam już dawno. Ale tak naprawdę byłam chyba zbyt wygodna, by zrezygnować z przyjemnego ciepełka lanego na głowę przy każdym myciu. Odkąd jednak postanowiłam świadomie zadbać o włosy, komfort zszedł na drugi plan. Teraz włosy myję letnią wodą. Dodatkowo, podczas ostatniego płukania staram się, by strumienie były zimniejsze, niż podczas całego mycia.

Dbam o włosy nawet wtedy, gdy śpię. Nigdy nie sądziłam, że pielęgnacja włosów będzie procesem ciągłym, całodobowym. Myślałam, że stosowanie tych wszystkich odżywek, maseczek czy olejków pozwoli na posiadanie pięknych, gładkich, błyszczących kosmyków. Dlatego nie troszczyłam się o to, jak moje włosy spędzają noce. Nie tylko spałam w rozpuszczonych puklach, ale zdarzało mi się (i to nie raz!) iść spać w zupełnie mokrych włosach. Teraz każdego wieczoru upinam włosy w luźny kok lub zaplatam warkocz. Jest to nie tylko bezpieczniejsze dla pukli – w moim przypadku jest także o wiele bardziej wygodne!

zdęcie główneźródło obrazka

Przestałam chodzić w „bobku”. „Bobek” to pewien rodzaj koka, wiązany wysoko, bałaganiarski, ale mocno opleciony gumką. Mimo, że bardzo wygodny, mój sposób wykonywania go całkowicie szarpał końcówki, przez co o wiele szybciej łamały się i rozdwajały. Jego miejsce zajęły teraz warkocze, kitki i „bezpieczne” koki: luźno upięte ślimaczki czy niewyciągnięta do końca kitka.

Gumki do włosów. Nastał taki moment w moim włosomaniaczym życiu, gdy uzmysłowiłam sobie, że nawet gumki do włosów mam złe. Pozbyłam się wtedy wszystkich tych, które w jakiś sposób mogłyby zaszkodzić moim włosom. Gumki z jakimikolwiek elementami (szczególnie metalowymi), gumki recepturki czy zwyczajnie te zbyt ciasne – wylądowały w koszu. Kupiłam wtedy zachwalane wszędzie Invisibobble (których fenomenu nie potrafię do tej pory zrozumieć), gumki typu Twistband oraz zwykłe gumki bez łączeń.

gumki

Kilka drobiazgów, kilka zmian. Niby mało istotne, jednak mające tak duży wpływ na kondycję włosów. Wstyd się przyznać, że przez tyle lat nie potrafiłam prawidłowo zadbać o własne kosmyki, a winę za ich stan zwalałam zawsze na naturę czy geny. Naturalny połysk i aksamitna miękkość to coś, o co każdy może zawalczyć. Czasami wystarczą małe zmiany, by było widać duże efekty.

2 komentarze

    1. Ja też tak myślałam, tym bardziej, że moje włosy z natury są cienkie i skłonne do kołtunienia się.
      A tu zaskoczenie: włosy na sucho rozczesuje się o wiele łatwiej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *