Walka z jesiennym wypadaniem z kosmetykami Anwen.

Jesień jest ta porą roku, w której najczęściej zmagamy się z nadmiernym wypadaniem włosów. Nic w tym dziwnego – w przyrodzie dzieje się dokładnie tak samo: drzewa tracą liście, a zwierzęta zmieniają futro na zimowe. U człowieka jednak nie tylko sama zmiana pory roku ma na to wpływ –  zmęczone po lecie włosy i skóra głowy muszą stawić czoła nowym wyzwaniom. Trudniejsze warunki atmosferyczne, ogólne przemęczenie organizmu oraz niedobór witamin czy minerałów, których zdecydowanie mniej przyjmujemy w świeżych warzywach i owocach przyczyniają się do osłabienia cebulek.

Zanim ciało przyzwyczai się do zmian związanych z nową porą roku, może trochę szaleć – nadmierne wypadanie włosów może być jednym z objawów tego szaleństwa 😉 O tej porze roku nie jest to więc zjawiskiem nadzwyczajnym, to kwestia całkowicie normalna – o ile nie przeciąga się w nieskończoność i nie odbiega znacząco od naszej indywidualnej normy (jeśli tylko zaczniemy podejrzewać, że coś jest nie tak, konieczna jest konsultacja z lekarzem!).

Kuracja łączona – mój sposób na wypadające włosy!

O tym, czym jest kuracja łączona i dlaczego warto się na nią zdecydować – już kiedyś pisałam. Od tamtego wpisu mijają właśnie 3 lata, a ja wciąż uważam, że to najlepszy sposób nie tylko w walce przeciw wypadaniu, ale także rewelacyjna metoda na zagęszczenie włosia.

Profilaktyka.

By zminimalizować skutki jesiennego wypadania, warto pomyśleć o profilaktyce – po wybrane specyfiki sięgnąć odpowiedni wcześniej. sama przeważnie decyduję się na start kuracji już pod koniec sierpnia – dzięki temu wrześniowe problemy, chociaż nie znikają, stają się łagodniejsze i łatwiej stawić im czoła.

Anwenowy zestaw jesiennego przetrwania.

Działania zewnętrzne.

Nie wyobrażacie sobie, jak bardzo ucieszyła mnie wiadomość o tym, że wśród kosmetyków Anwen wreszcie pojawiła się wcierka! Wiem, wiem, już wcześniej w swojej ofercie marka miała odżywkę pielęgnującą do skóry głowy – Darling Clementine. Teraz jednak dostaliśmy produkt do codziennego użytkowania – ziołową wcierkę rozgrzewającą Grow Me Tender. Obydwa kosmetyki stały się we wrześniu podstawą moich zewnętrznych działań w walce z jesiennym wypadaniem.

Grow Me Tender.

Ziołowa wcierka to jedna z ostatnich nowości w sklepie Anwen. Jej skład oparty został na ziołowych ekstraktach: z kozieradki, czarnej rzepy, czerwonej cebuli oraz z żeń-szenia. Zwiera w sobie również hydrolizowane proteiny soi, humektanty (glicerynę, panthenol, cynk PCA, glukozę), biotynę, witaminę B3, aminokwasy oraz olejek eteryczny z liści mięty. Jej głównymi zadaniami jest pobudzenie krążenia, wzmocnienie cebulek, zniwelowanie wypadania oraz stymulacja porostu.

INCI: Aqua, Polysorbate 20, Trigonella Foenum-Graecum Seed Extract, Raphanus Sativus Root Extract, Hydrolyzed Soy Protein, Propanediol, Glycerin, Panthenol, Zinc PCA, Glucose, Ornithine HCL, Niacinamide, Arginine HCL, Panax Ginseng Root Extract, Citrulline, Glucosamine HCL, Pyridoxine HCL, Allium Cepa Bulb Extract, Biotin, Vanillyl Butyl Ether, Mentha Arvensis Leaf Oil, Polyquaternium-11, Propylene Glycol, Sodium Hydroxide, Salicylic Acid, Sorbic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Benzoic Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, Limonene, Linalool.

Zapach kosmetyku jest bardzo intensywny, ziołowo-miętowy – utrzymuje się na skórze głowy bardzo długo (przy każdym rozpuszczaniu włosia z kitki czułam miętowy powiew świeżości ;))

Od początku września po wcierkę sięgam codziennie. Jest okrutnie wydajna – teraz, po 6 tygodniach w miarę regularnego stosowania została mi przeszło połowa opakowania! Początkowo, zanim skóra głowy się do niej przyzwyczaiła, przez pierwsze kilka minut po aplikacji  czułam „ciepłe mrowienie”. Czasami skalp swędział – w takich momentach robiłam sobie dzień przerwy, by nie doprowadzić do podrażnienia.

Darling Clementine.

To odżywka dedykowana przede wszystkim pielęgnacji skóry głowy – jej głównym zadaniem jest zapewnienie nawilżenia i odżywienia. Dlatego właśnie w składzie kosmetyku znajdziemy tyle humektantów: sok aloesowy, glicerynę, roślinny glikol i panthenol; do tego całe mnóstwo ekstraktów i wyciągów roślinnych: z lukrecji, róży, wierzbówki, cykorii, grzyba Hub czy z alg czerwonych; oraz hydrolizowane proteiny drożdżowe i biofermenty z ryżu i rzodkwi.

INCI: Aloe Barbadensis Leaf Juice, Aqua, Propanediol, Glycerin, Xanthan Gum, Polyglyceryl-4 Caprate, Zinc Gluconate, Panthenol, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Rhizome/Root, Rose Extract, Epilobium Angustifolium Flower/leaf/stem Extract, Lactobacillus/Rice Ferment Filtrate, Cichorium Intybus (Chicory) Leaf Extract, Fomes Officinalis (Mushroom) Extract, Hydrolyzed Rhodophycea Extract, Butylene Glycol, Hydrolyzed Yeast Protein, Niacinamide, Gluconolactone, Pyridoxine, Allantoin, Threonine, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Menthol, Biotin, Parfum, Linalool, Limonene, Linoleic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Xylitol, Caprylic Acid, Disodium Edta, Caprylyl Glycol.

Odżywkę stosuję zazwyczaj podczas mycia – gdy na długości włosia ląduje maska lub olej. Jej konsystencja jest żelowa i bardzo lekka. Nałożona na głowę, „ślizga” się po jej powierzchni, co znacząco ułatwia pokrycie całego skalpu – wystarczą 2-3 pompki produktu. Zaraz po aplikacji, kosmetyk daje uczucie chłodzenia, by po kilku minutach zacząć działać rozgrzewająco – obydwa efekty są delikatne i bardzo przyjemne! Zapach kosmetyku jest  równocześnie słodki i odświeżający – nienachalny, subtelny, ale mocno owocowy.

Wewnętrzne wspomaganie. 

Shake Your Hair po raz pierwszy testowałam w grudniu 2019 roku. Od tamtej pory zużyłam dobre 8-10 opakowań proszku. Cały czas uważam, że jest to najlepszy suplement na polskim rynku. Rewelacyjnie działa, dobrze smakuje i nie sprawia problemów przy przełykaniu, jak większość tabletek.

jak działają suplementy?

Skład: izolat białek serwatkowych (z mleka), hydrolizat kolagenowy, inulina, regulator kwasowości: kwas cytrynowy, L-metionina, aromaty, L-cysteina, witaminy (kwas L-askorbinowy, ryboflawina, amid kwasu nikotynowego, chlorowodorek pirydoksyny, kwas pteroilomonoglutaminowy, cyjanokobalamina, monoazotan tiaminy, D-biotyna, D-pantotenian wapnia), dwutlenek krzemu, diglicynian miedzi, diglicynian cynku, L- selenometionina, substancje słodzące: acesulfam K, sukraloza.

Przy regularnym stosowaniu suplement daje naprawdę rewelacyjne efekty: zmniejszone wypadanie, wysyp baby hair, przyspieszony porost. Mam wrażenie, że głównie dzięki temu specyfikowi na przestrzeni kilku ostatnich lat udało się zwiększyć obwód kucyka – jest to element stały i obowiązkowy, zawsze mam co najmniej jeden wypełniacz w zapasie 😉

Bez względu na to, jakie działania podejmiemy, musimy pamiętać, że to zdrowa, zbilansowana dieta jest podstawą naszej wewnętrznej pielęgnacji. Bez niej ani wcierki, ani odżywki, ani jakiekolwiek suplementy nie przyniosą długotrwałych efektów – jedynie na chwilę wypełnią braki, a gdy przestaną działać, problemy z włosami znowu się pojawią.

23 komentarze

      1. Kosmetyki Anwen to jedna z nielicznych marek, która jest polecana przez wiele osób i naprawdę się sprawdza. Bez udawanego marketingu, to po prostu dobrze skomponowane kosmetyki.

  1. Lubię produkty Anwen, Też od kilku tygodni stosuję tę rozgrzewającą wcierkę i jestem zakochana, na głowie pojawiło się sporo babyhair. 🙂

  2. Nigdy nie miałam jesienią problemów z wypadaniem włosów ale ta jesień jest zupełnie inna. Włosy wypadają mi na potęgę. Nawet pokusiłam się o zrobienie podstawowych badań. Nigdy nie robiłam wcierek i przyznam się, że bardzo mnie teraz zaciekawiłaś.

  3. Suplementu Anwen jeszcze nie stosowałam, ale odżywkę i wcierkę mam pod ręką. Chyba zacznę kurację! Muszę tylko wykończyć ostatnią otwartą wcierkę.
    Btw. też uważam, że łączona kuracja jest dla włosów najlepsza! 🙂

  4. Nie wiedziałam ze marka wprowadziła do swojej oferty wcierki, ale mnie zaciekawiłaś nimi, bo akurat walczę z nadmiernym wypadaniem włosów 😉

  5. U mnie odżywki Anwen kompletnie nic nie robią, więc raczej na kosmetyki do włosów od nich się nie skuszę. Ciągle korzystam za to z porady Anwen, kiedy jeszcze prowadziła blog i w okresach, kiedy może włosy mocniej wypadają, wcieram kozieradkę 🙂

  6. Bardzo lubię kosmetyki Anwen, a już najbardziej lubię ich odżywki, dzięki nim moje włosy odzyskały blask 🙂

    1. Ja z kolei jeszcze nie słyszałam o tych kosmetykach, ani nie miałam okazji ich używać. Jestem ciekawa jakie wywrą na mnie efekty i czy będę z nich zadowolona.

  7. Fajnie że napisałaś o profilaktyce i wcześniejszym zabraniu się za pielęgnację. Oczywiście ważna jest także odpowiednia suplementacja. Nie widziałam wcześniej tego specyfiku, a ziół mam już pod dostatkiem. Moje włosy też głupieją na jesień. Może nie wypadają aż tak strasznie, za to puszą się robią co im się podoba

  8. Dziś dosłownie mi się śniło, że moja mama złapała mnie za włosy i stwierdziła, ze jeszcze tak grubego warkocza nie miałam nigdy, a ja jej zaczęłam opowiadać o pielęgnacji 😀 Lubię właśnie takie zestawy, bo czuję, że działają bardziej kompatybilnie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *