Wieczorne oczyszczanie wrażliwej cery z linią Gentle Care od Make Me Bio: olejek do demakijażu, proszek myjący, delikatny peeling i maska nawilżająca.

Wieczorne oczyszczanie jest niezwykle ważne w całym procesie dbania o skórę twarzy. Często nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele „warstw” kumuluje się na jej powierzchni w ciągu dnia: pozostałości produktów pielęgnacyjnych i kolorowych kosmetyków, nadmiar sebum, zrogowaciały naskórek i inne zanieczyszczenia (jak chociażby te z powietrza czy wynikające z niezdrowej diety). By skóra mogła trochę odetchnąć, każdego wieczoru powinniśmy pamiętać o jej dokładnym oczyszczeniu – ten etap przygotowuje też skórę na kolejne zabiegi upiększające 😉

Cera sucha i wrażliwa jest mega wymagająca w „obsłudze”. Sięgając po niewłaściwe kosmetyki możemy ją łatwo podrażnić i jeszcze bardziej przesuszyć, czego efektem stanie się ciągle pogarszająca kondycja skóry.

Marka Make Me Bio wychodzi na przeciw potrzebom delikatnej skóry – linia Gantle Care ma zadbać o odpowiednią pielęgnację podczas codziennego oczyszczania twarzy.

Demakijaż olejkiem.

Na rynku znajdziemy mnóstwo produktów pomagających w usunięciu makijażu: płyny, mleczka, żele. Jednak tradycyjne środki, które zawierają w sobie detergenty (nawet te łagodniejsze, o zdzierakach nie mówiąc), alkohole i mydła, usuwają ze skóry nie tylko zanieczyszczenia, ale też warstwę naturalnego sebum, niezbędną dla zachowania odpowiedniej równowagi tłuszczowo-wodnej naskórka. Pozbawiona powłoki ochronnej skóra łatwiej ulega przesuszeniu, podrażnieniu i odwodnieniu, co może prowadzić do jej  swędzenia, łuszczenia czy szybszego pojawiania się zmarszczek.

Demakijaż olejkami działa na zasadzie „rozpuszczania” zanieczyszczeń zgromadzonych na powierzchni naskórka. Olejek łączy się z sebum i przenika przez naturalny płaszcz ochronny skóry – oczyszcza pory i pomaga pozbyć się zaskórników.

Oprócz oczywistych korzyści, oczyszczanie skóry przy pomocy olejów wpływa na poprawę jej kondycji: przywraca równowagę lipidową, reguluje działanie gruczołów łojowych, łagodzi stany zapalne i podrażnienia, wyrównuje koloryt skóry i uelastycznia ją, odżywia i nawilża.

Olejek do demakijażu Make Me Bio jest mieszanką siedmiu olejów: oliwy z oliwek, oleju sezamowy, awokado, z pestek moreli, jojoba, z orzechów makadamia i grejpfrutowego. Jak możemy przeczytać na stronie producent oleje działają synergicznie, dzięki czemu ich właściwości oczyszczające, nawilżające, łagodzące oraz antyoksydacyjne są wzmocnione. Dodatkowo oleje grejpfrutowy i sezamowy zapewniają działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybiczne.

INCI: Olea Europaea Fruit Oil, Sesamum Indicum Seed Oil, Persea Gratissima Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Citrus Grandis Peel Oil, Limonene, Citral.

Demakijaż olejkiem uskuteczniam codziennie, przy pomocy frotowej ściereczki, którą namaczam w ciepłej wodzie – dzięki temu nie tylko łatwiej usunąć mi tłustą warstwę z powierzchni skóry, ale też nie produkuję dodatkowych śmieci 🙂 Ściereczkę po każdym użyciu piorę w rękach, a raz na kilka dni wrzucam do pralki 🙂

Właściwe mycie.

Dwuetapowe oczyszczanie jest kluczem do sukcesu w pielęgnacji suchej skóry. Po pierwszym etapie (demakijażu olejkiem), przychodzi pora na faktyczne mycie. Ten zabieg pozwala na domycie wszelkich pozostałości zabrudzeń, których nie udało się usunąć w trakcie demakijażu. Ważne, aby podczas codziennego oczyszczania stosować produkty delikatne – skóra po ich użyciu powinna stać się świeża, ale bez efektu nieprzyjemnego ściągnięcia, pieczenia czy podrażnienia.

Puder myjący Make Me Bio to kosmetyk, które rewelacyjnie spisuje się przy wieczornym myciu. Bazuje na białej glince, dedykowanej pielęgnacji cery suchej i wrażliwej – oczyszcza, delikatnie „poleruje” naskórek (który staje się nieziemsko wygładzony!), działa ściągająco i ujędrniająco, mineralizuje i wyrównuje koloryt. Oprócz niej w składzie pudru znajdziemy mąkę owsianą, olejek lawendowy i ekstrakt różany – łagodzą podrażnienia, wspomagają regenerację, zabezpieczają przed utratą wilgoci i dostępem niepożądanych czynników zewnętrznych.

INCI: Kaolin, Avena Sativa Kernel Flour, Lavandula Angustifolia Oil, Rosa Damascena Flower Extract, Linalool.

Nie zapominajmy o peelingu!

Chociaż już puder myjący wykazał się bardzo delikatnym działaniem peelingującym, od czasu do czasu także i „grubsze” zdzieranie jest niezwykle potrzebne. Do cery suchej i delikatnej raczej zalecane są peelingi enzymatyczne – te typowo mechaniczne, gruboziarniste, mogą nieprzyjemnie „porysować” skórę, pozostawiając ją mocno podrażnioną i zaczerwienioną na długie godziny.

Produkt Make Me Bio, chociaż też zalicza się do grupy peelingów mechanicznej, działa wyjątkowo łagodnie. W jego składzie znajdziemy same naturalne składniki: mąkę owsianą i kokosową, zmielone migdały, białą glinkę i puder cynamonowy. Taka mieszanka nie tylko przyczynia się do usuwania zrogowaciałego naskórka, ale także oczyszcza pory, działa ściągająco, normalizuje funkcjonowanie gruczołów. Do tego nawilża, regeneruje i odżywia skórę, równocześnie łagodząc podrażnienia i zaczerwienienia.

INCI: Avena Sativa Kernel Flour, Prunus Amygdalus Dulcis Seed, Cocos Nucifera Flour, Kaolin, Cinnamomum Zeylanicum Bark Powder.

Peeling Make Me Bio okazał się tak delikatny, że z powodzeniem mogłam używać go nawet co drugi dzień. W porównaniu z pudrem myjącym okazał się bardziej ziarnisty, grubszy. Działał dość podobnie, chociaż rzeczywiście głębiej – skóra stawała się jeszcze gładsza i lepiej oczyszczona, zyskiwała cudowną elastyczność i świeżość.

Tak samo puder, jak i peeling są w formie sypkiej. W obu przypadkach konieczne jest połączenie proszku z odrobiną wody, by powstała pasta – i to właśnie nią działamy na powierzchni skóry.

Na koniec porcja nawilżenia.

Wszelkie zabiegi nawilżające, oprócz oczywistego działania, sprawiają również, że bariera lipidowa skóry ulega wzmocnieniu – przy cerze suchej czy odwodnionej jest to na wagę złota! Maska Make Me Bio, chociaż z nazwy jest właśnie nawilżająca, wykazuje też działanie oczyszczające. To za sprawą błota z Morza Czarnego, które dodatkowo przyspiesza wydalanie toksycznych produktów przemiany materii, stymuluje procesy regeneracji, poprawia mikrokrążenie, działając na elastyczność i jędrność skóry. Oprócz niego, w składzie maski znajdziemy mnóstwo olejów (słonecznikowy, oliwę z oliwek, kokosowy, masło shea, morelowy, ryżowy) i ekstraktów roślinnych (z jabłek, kwiatów hibiskusa, z wąkroty azjatyckiej, z pestek winogron, z nasion owsa), a także glicerynę, alantoinę, witaminę E i kwas hialuronowy.

INCI: Aqua, Maris Limus, Cetearyl Alcohol, Polysorbate 60, Helianthus Annuus Seed Oil, Glycerine, Olea Europaea Oil, Cocos Nucifera Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Allantoin, Pyrus Malus Fruit Extract, Hibiscus Sabdariffa Flower Extract, Oryza Sativa Bran Oil, Centella Asiatica Extract, Vitis Vinifera Seed Extract, Avena Sativa Meal Extract, Tocopherol, Sodium Hyaluronate, Stearic Acid, Zinc Oxide, Xanthan Gum, Propylene Glycol, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin.

Według zaleceń producenta, maskę należy nałożyć na skórę twarzy i pozostawić przez 15 minut. Powiem szczerze, że jest to najbardziej optymalny czas, by wycisnąć z niej jak najwięcej dobroci – trzymana krócej nie daje tak spektakularnych rezultatów (chociaż też nawilża i wygładza!), z kolei trzymana dłużej daje dokładnie takie efekty, jak przy 15-minowej kuracji.

Po zmyciu maseczki, cera staje się cudownie miękka i sprężysta, jej kolor delikatnie się wyrównuje i rozjaśnia – twarz wygląda na odmłodzoną, świeższą, wypoczętą. Nawilżenie sięga głębszych warstw skóry (albo daje takie wrażenie;)), dzięki czemu dłużej jest wyczuwalne, a przy regularnym stosowaniu pojedyncze zmarszczki zostają delikatnie wygładzone.

Te etapy są jedynie przygotowaniem do właściwej wieczornej pielęgnacji – bez nich jednak skóra nie da rady skorzystać z możliwości, jakie oferują późniejsze zabiegi upiększające 😉

Jak to jest u Was z dbaniem o twarz? Zmagacie się z trudnościami „przeznaczonymi” da cery suchej, tłustej czy mieszanej? Dajcie znać, które kosmetyki stały się hitami Waszej pielęgnacji – czymś, co zawsze i bezwzględnie się spisuje!

A jeśli chcecie na własnej skórze przetestować działanie produktów Make Me Bio, klikając w tej link dostajecie 5% rabatu na wszystko 🙂 Co więcej, marka daje 30-dniową gwarancję na zakupione w sklepie kosmetyki. Znaczy to tyle, że jeżeli z jakiegokolwiek powodu produkt okaże się niedopasowany do potrzeb skóry, a co za tym idzie, nie spełni Waszych oczekiwań – zyskujecie możliwość dokonania zwrotu testowanego kosmetyku 🙂

22 komentarze

  1. Skład produktów jest całkiem spoko, więc z przyjemnością przetestowałabym te kosmetyki

  2. Ciekawe produkty przedstawiasz, przyznaję, że zainspirowałaś mnie do ich wypróbowania. A że akurat kosmetyki do oczyszczania twarzy mi się kończą, te będą jak znalazł 🙂

  3. Kosmetyki wyglądają obiecująco, a dodatkowo zachęca prawie miesięczna gwarancja zakupów. Dobrze, że producenci biorą pod uwagę to, że coś może się nie sprawdzić.

  4. podoba mi się to, że marka jest otwarta na klientów i wychodzi z propozycją zwrotu. Co do samych kosmetyków to nie miałam okazji ich poznać, ale czuję, że moja skóra by się z nimi polubiła 🙂

  5. Bardzo przyjemnie się czytało ten post. Uwielbiam kosmetyki i wszelkie wpisy, które ich dotyczą. Zwłaszcza, że długo szukałam wymarzonej pielęgnacji, testowałam już mnóstwo dermokosmetyków estezee, mam nadzieję, że w końcu znajdę idealne dla swojej cery.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *