Małe domowe SPA z marką Mokosh: odżywczo-nawilżający żel do mycia twarzy, aktywny peeling i maska liftingująca.

Nastał ten czas w moim dorosłym życiu, gdy pielęgnacja twarzy stała się kwestią ważniejszą od makijażu. O ile za młodu zdarzało mi się iść spać w pełnym make-upie, a rana tylko go „poprawiałam”, o tyle teraz dokładny demakijaż i wieczorne rytuału pielęgnacyjne są sprawą obowiązkową.

Tak zupełnie nawiasem – paradoks sytuacji polega na tym, że bieżące kolorówkowe kosmetyki mają o wiele lepsze składy, dzięki czemu pozostawione nawet na całą noc, wyrządziłyby o wiele mniej szkód, niż „tapeta” sprzed lat 😉 Mimo to teraz po prostu muszę oczyścić, nawilżyć i odżywić lico – inaczej ciężko byłoby mi zasnąć!

Mycie.

Od kilku lat stawiam na dwueatopwe oczyszczanie twarzy wieczorem. Sam demakijaż uskuteczniam roślinnymi olejkami – to najlepsza metoda dla mojej suchej, wrażliwej cery: tłuszcz cudownie rozpuszcza pozostałości makijażu i codziennych zanieczyszczeń.

Potem w ruch idzie myjadło, które delikatnie, acz skutecznie (przy pomocy ściereczki lub gąbki konjac) oczyszcza skórę – od paru miesięcy w tym zakresie testuję żel oczyszczająco-nawilżający marki Mokosh.

Produkt zamknięty jest w butelce wykonanej z ciemnego, transparentego szkła, o dość dużej pojemności – 200 ml. Szata graficzna jest minimalistyczna, przez co przejrzysta i nieprzytłaczająca. Konsystencja żelu jest bardzo przyjemna, nie za gęsta, ale też nie przelewa się przez palce. Produkt jest okrutnie wydajny! Wystarczy pół pompki, by dokładnie oczyścić skórę twarzy – dzięki temu nawet przy dwukrotnym stosowaniu każdego dnia (rano i wieczorem) przez 3 miesiące zużyłam niespełna 1/2 pojemności opakowania.

Jeśli chodzi o działanie – żel z jednej strony jest bardzo delikatny, nieinwazyjny, chociaż bez problemu domywa olejek do demakijażu i nie pozostawia na skórze ani grama tłustej warstwy. Cera po każdym użyciu kosmetyku zyskiwała świeżość, bez efektu nieprzyjemnego ściągnięcia.

W swoim składzie zawiera kompleks pięciu minerałów: krzemu, magnezu, miedzi, żelaza i cynku pochodzących z drożdży Saccharomyces cerevisiae poddanych procesowi biofermentacji – jak możemy przeczytać na stronie producenta minerały w postaci fermentów charakteryzuje znacznie większa biodostępność, co wpływa na lepsze odżywienie skóry, a także jej wygładzenie i poprawę funkcji ochronnych. Oprócz tego żel ma w sobie mnóstwo ekstraktów roślinnych: z owoców figi, z nasion bawełny, lnu i opuncji figowej – to właśnie one odpowiedzialne są za nawilżające działanie kosmetyku, wykazując równocześnie właściwości łagodzące, regenerujące i odżywcze.

INCI: Aqua, Coco GlucosideCocamidopropyl BetaineGlycerin, Disodium Lauryl Sulfosuccinate, Polyglyceryl–4 CaprateCitric Acid, Saccharomyces Zinc Ferment, Saccharomyces Copper Ferment, Saccharomyces Magnesium Ferment, Saccharomyces Iron Ferment, Saccharomyces Silicon Ferment, Ficus Carica Extract, Gossypium Herbaceum Seed Extract, Linum Usitatissimum Extract, Opuntia Ficus-Indica Stem Extract, Glyceryl Oleate, Sodium Glutamate DiacetateSodium BenzoatePotassium Sorbate, Parfum.

Porządne oczyszczanie.

Nawet wrażliwa cera potrzebuje co jakiś czas głębszego oczyszczania – istotne jest jednak to, po co sięgniemy, by pozbyć się zrogowaciałego naskórka. Ważne jest, by wybrany produkt nie podrażniał dodatkowo naskórka – a dawał możliwość pozbycia się zrogowaciałego naskórka, wygładzając powierzchnię skóry, rozjaśniając ją i odżywiając.

Aktywny peeling Mokosh to kosmetyk, który rewelacyjnie spisuje się w swojej roli. Łączy w sobie działanie peelingu mechanicznego i enzymatycznego, a dodatkowo nawilża i natłuszcza cerę. Jego konsystencja jest kremowa, z wyraźnymi drobinkami korundu – naturalnego minerału stosowanego w kosmetyce do usuwania martwych komórek naskórka. Stosowany w formie mechanicznej, peeling Mokosh jest naprawdę mocny – posiadaczki cery wrażliwej powinny zachować wszelką delikatność. Przy tym typie skóry, producent zaleca stosowanie go co najwyżej 1-2 razy w miesiącu, pozostawiając zaaplikowany kosmetyk na 5-10 minut, by finalnie spłukać go letnią wodą, bez wykonywania dodatkowego masażu. W ten sposób działa bardziej delikatnie – wszystko za sprawą papainy i bromelainy, dwóch enzymów, które rozpuszczają i złuszczają martwy naskórek, wygładzają, zmniejszają przebarwień, rozjaśniają i uelastyczniają skórę. Peeling jest też skarbnicą ekstraktów i olejów roślinnych – posiada w sobie m.in olej z nasion dzikiej róży czy olej słonecznikowy, wyciągi z róży damasceńskiej, owoców męczennicy cielistej, wanilii, owoców maliny, borówki amerykańskiej, winogron, moreli i pomarańczy oraz wyciągi z gardenii jaśmionowatej, lawendy, kawy arabskiej i jaśminu. Nic więc dziwnego, że oprócz typowych dla siebie właściwości oczyszczająco-wygładzających, peeling działa również jak silnie odżywcza maska, pozostawiając skórę odżywioną, odświeżoną i zabezpieczoną przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych.

INCI: Alumina, Aqua, Rosa Moschata Seed Oil, Triethyl Citrate, Glyceryl Stearate Citrate, Glycerin, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Rosa Damascena Extract, Passiflora Incarnata Fruit Extract, Vanilla Planifolia Fruit Extract, Rubus Idaeus (Raspberry) Fruit Extract, Vaccinium Angustifolium (Blueberry) Fruit Extract, Vitis Vinifera (Grape) Fruit Extract, Gardenia Florida Flower Extract, Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower/Leaf/Stem Extract, Prunus Armeniaca (Apricot) Fruit Extract, Coffea Arabica (Coffee) Leaf/Seed Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Jasminum Officinale (Jasmine) Flower/Leaf Extract, Papain, Bromelain, Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Glucose, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Limonene.

Dogłębne odżywienie.

Ostatnim elementem mojego domowego SPA z marką Mokosh jest maska liftingująca z owsem i bambusem. Produkt, podobnie jak aktywny peeling, zamknięty został w szklanym słoiku – opakowania są poręczne i łatwo wydobyć z nich kremową zawartość 😉

Głównym zadaniem maski jest ujędrnianie – i w tej kwestii spisuje się ona bezbłędnie! Po każdym jej użyciu cera staje się wyraźnie „naprężona”, zyskuje świeżość i witalność typowe dla młodzieńczej skóry. Olbrzymią zaletą kosmetyku jest jego łagodzące działanie – dzięki mączce owsianej i naturalnemu bisabololowi podrażniony naskórek otrzymuje natychmiastową dawkę ukojenia i błogości. Pozostawiona na 30-40 minut maseczka działa silnie odżywczo i regenerująco, wzmacniając barierę hydro-lipiodwą naskórka, dzięki czemu poziom nawilżenia pozostaje w głębszych warstwach skóry na dłużej. Zaaplikowana na noc w formie treściwego kremu sprawia, że o poranku cera jest cudownie miękka, rozświetlona i wypoczęta, a jej koloryt wyrównany i zdrowy.

W składzie maski znajdziemy bioferment pochodzący z wody bambusowej – to właśnie jemu zawdzięczamy tak silnie nawilżające działanie. Olej jojoba i maslo shea odpowiedzialne są z kolei za zabezpieczanie naskórka – natłuszczają i odżywiają. Ekstrakty roślinne z owoców z drzewa tara i czerwonych alg tworzą na skórze cienki, wygładzający film i mają zauważalnie liftingujące działanie już po pierwszym użyciu, a także opóźniają procesy starzenia się skóry. Kompleks zawierający witaminę Eskwalen oraz beta-sitosterol wspomaga zwalczanie wolnych rodników, hamując proces starzenia się skóry.

INCI: Aqua, Avena Sativa Kernel Flour, Cetearyl Alcohol, Lactobacillus/Arundinaria Gigantea Ferment Filtrate, Isostearyl Isostearate, Glycerin, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Glyceryl Behenate, Caesalpinia Spinosa Fruit Extract, Kappaphycus Alvarezii Extract, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Bisabolol, Squalene, Beta-Sitosterol, Tocopherol, Maltooligosyl Glucoside, Sodium Stearoyl Glutamate, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Glucose, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Cetearyl Glucoside, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Benzoic Acid, Sodium Hydroxide, Parfum.

Chociaż kosmetyki Mokosh były nowością w mojej pielęgnacyjnej rutynie – działały na tyle dobrze, że już teraz wiem, że w przyszłości sięgnę po kolejne produkty tej marki! Stosowane w zestawie lub każde z osobna – żel, peeling i maska sprawdzały się w swoich rolach, każdorazowo pozostawiając cerę zadbaną i odżywioną.

Mieliście kiedyś do czynienia z kosmetykami Mokosh? Dla mnie już sama nazwa marki jest przekonująca – słowiańska bogini nie może przecież zawieść! 😉

15 komentarzy

  1. Moze nie z tymi kosmetykami,ale przekonalas mnie,by dzis zrobic sobie spa 🙂 a nastepnym razem chetnie wypróbuje cos od Mokosh 😉

  2. Słyszałam wiele pozytywnych opinii na temat kosmetykó tej marki. sama jeszcze ich nie poznałam.

  3. Miałam kilka produktów, ale bardzo niewiele. Właściwie nie do końca wiem dlaczego 😀
    Aczkolwiek cieszę się, że już nie chodzisz spać w makijażu! 😀 Mnie się to zdarzało za młodu, ale nigdy nie poprawiałam go rano, zawsze zmywałam 😀 Ale ja to kiedyś lekko się malowałam, więc ledwo było co zmywać 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *