Odżywki Hairy Tale Cosmetics: Liquid Gold i Merhair.

Ile razy w internecie pojawia się chociażby blade widmo nowości od Hairy Tale Cosmestics, zawsze wyczekuję ich, jakbym siedziała na szpilkach. Ale chyba nie ma mi się co dziwić – póki co większość produktów tej marki okazała się dla mnie totalnym sztosem: szampony Murky i Squeaky Clean oraz maski Biana i Oatme całkowicie zachwyciły mnie swoim działaniem.

Dlatego właśnie, gdy tylko na rynku pojawiły się odżywki Liquid Gold i Merhair, od razu wiedziałam, że będę musiała je przetestować. Mały spoiler: nie rozczarowały 😉

Opakowania.

Obie odżywki zamknięte są w nieprzeźroczystych, białych tubach wykonanych z miękkiego plastiku. Szata graficzna stylistycznie dopasowana jest do poczucia estetyki marki – rysunki zwierzaków są urocze i jakby namalowane odręcznie. Na tyłach tub znajdziemy wszystkie najważniejsze informacje o produktach, ich składy oraz sposób użytkowania.

Zapach i konsystencja.

Liquid Gold to słodycz w czystej postaci: odżywka pachnie jak waniliowo-orzechowo-mleczne lody – aż ślinka cieknie. Zapach Merhair z kolei powinien być oficjalnie uznany jako jedna z opcji aromaterapii – jest tak łagodny i kojący! Woń przypomina aromat świeżego, czyściutkiego prania, które przez kilka godzin suszyło się na podwórku – jest lekki i miękki.

Obie odżywki pachną fenomenalnie osobno – jednak po wymieszaniu ich,  zapach rozwala system! Ciężko mi nawet porównać tą woń do czegokolwiek – jest jednak tak przyjemna, że mogłabym mieć takie perfumy 😉

Konsystencja każdego z kosmetyków jest gęsta, treściwa, kremowa. Wystarczy ilość wielkości złotówki, by pokryć włosy na całej długości – obie odżywki okazały się bardzo wydajne, a po kilku tygodniach używania w opakowaniach wciąż mam ponad 3/4 pojemności.

Składy.

Merhair: Aqua, Cetearyl Alcohol, Isodecyl Oleate, Panthenol, Propanediol, Dicaprylyl Carbonate, Diethylhexyl Succinate, Cetyl Alcohol, Cetyl Palmitate, Behentrimonium Methosulfate, Xylitylglucoside, Behenyl/Stearyl Aminopropanediol Esters, Pelvetia Canaliculata Extract, Salicornia Herbacea Extract, Hydroxypropyltrimonium Honey, Sodium Hyaluronate, Tocopheryl Acetate, Calcium Lactate, Xylitol, Anhydroxylitol, Glucose, Arginine PCA, Caprylic/Capric Triglyceride, Oryza Sativa (Rica) Starch, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Sorbic Acid, Sodium Citrate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Sodium Levulinate, Potassium Sorbate, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Parfum, Linalool, Citronellol.

Merhair to emolientowo-nawilżająca bomba. Jak możemy przeczytać na stronie, maska zawiera specjalnie dobrany zestaw humektantów, który nie puszy włosów, ale dogłębnie i na długo je nawilżapantenol, ksylitol, glukoza, kwas hialuronowy, propanediol, mleczan wapnia, kationizowany miód, ekstrakty z algi brunatnicy i solirodu zielnego dbają o długotrwałe nawilżenie, wnikając wgłąb włosia.

Liquid Gold: Aqua, Isodecyl Oleate, Cetearyl Alcohol, Diethylhexyl Succinate, Cetyl Alcohol, Dicaprylyl Carbonate, Cetyl Palmitate, Crambe Abyssinica Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Moringa Oil/Hydrogenated Moringa Oil Esters, Behentrimonium Methosulfate, Ethyl Canolate, Tocopheryl Acetate, Behenyl/Stearyl Aminopropanediol Esters, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Oryza Sativa (Rice) Starch, Sodium Levulinate, Potassium Sorbate, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Parfum, Coumarin, Benzyl Salicylate.

Lisek to z kolei naprawdę bogata w emolienty odżywka. Znajdziemy w niej oleje: abisyński, arganowy i moringa, które zapewnią włosom porządną dawkę odżywienia, równocześnie je wygładzając. Estrowa forma oleju rzepakowego działa jak naturalne silikony: nabłyszcza i wygładza kosmyki.

Tak samo Merhair, jak i Liquid Gold zawierają w sobie Rep’Hair®biomimetyczną, ceramidopodobną cząstkę, dzięki której wzmacniają włókna włosa, wygładzają jego powierzchnię, poprawiają odporność oraz nadają połysk bez dodatku silikonów. W składzie obu odżywek znajdziemy też skrobię ryżową, która odpowiedzialna jest za absorbowanie nadmiaru sebum, dzięki czemu ogranicza przetłuszczanie się włosów.

Działanie.

Pamiętając o PEHowej równowadze, po Merhair sięgałam zdecydowanie rzadziej. Mimo, że produkt jest naprawdę mocno nawilżający, ani raz nie sprawił, że moje włosy zaliczyły spadek formy – każdorazowo odżywka zostawiała idealną taflę. W odróżnieniu od Fenka (którego pieszczotliwa nazwa została zapożyczona od pustynnego lisa;)), Merhair ani razu nie przeciążyła moich cienkich kosmyków, a nawet dodawała im odrobinę objętości 😉

Liquid Gold (podobnie zresztą jak maski Oatme i Biana) z kolei okazał się na tyle treściwy i bogaty, że musiałam używać go wyłącznie przed myciem – nakładany jako ostatni element włosingu działał bardzo mocno dociążająco, sprawiając, że włosy stawały się przeciążone i smętne (a aplikowanie go na 1-2 minuty, by ułatwić późniejsze rozczesywanie uznałam jako zwykłe marnotrastwo dobrodziejstwa;))

Stosowane w formie podkładów pod olejowanie, obie odżywki sprawiały, że pukle zyskiwały przecudowną mięsistość, sypkość i gładkość.

Podsumowanie.

Marka Hairy Tale Cosmetics wypuściła kolejne świetne produkty. Bo nawet Lisek, używany w odpowiedni dla moich włosów sposób, okazywał się strzałem w dziesiątkę zimowej pielęgnacji, łagodząc szkody po ciągłym noszeniu czapki i ujemnych temperaturach na zewnątrz. Merhair z kolei jest pewnego rodzaju ewenementem – prawdziwie humektantowy, ale nawet przetrzymany na włosiu nie powoduje puchu. Dla mnie z jednej strony działa jak delikatnie emolientowy kosmetyk, z drugiej – dostarcza porządnej dawki nawilżenia.

Poznaliście już nowości HTC? 😉 A może inne produkty tej marki skradły Wasze serca? Dajcie znać, który z ich kosmetyków okazał się hitem w pięlęgnacji Waszych włosów!

14 komentarzy

  1. nigdy wcześniej nawet nie słyszałam o tej marce, to dla mnie totalna nowość. opakowania są urocze. jestem ciekawa czy na moich wysokoporowatych włosach by się sprawdziły

  2. Nie próbowałam jeszcze kosmetyków tej marki, ale z tego co piszesz warto się im przyjrzeć 🙂 A opakowania są po prostu prześliczne 🙂

  3. Nie spotkałam się z tą marką, jest dla mnie zupełnie obca i właśnie dlatego jestem jej ciekawa.

  4. Nie słyszałam nigdy o Hairy Tale Cosmestics. Gdzie można je kupić? Dostępne są w stacjonarnych drogeriach czy tylko przez internet?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *